Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Tu wszystko się kończy i zaczyna, Gdańsk, Sopot...

Nowy Rok zaczął mi się cyklem „Podróże małe i duże” albo „Pieprz i wanilia i grzanki z serem” bo te ostatnie jadłam w Gdańsku przez kilka dni,
na śniadanie.

Śniadania, obiady, kolacje u Crazy M., kochanej, i jej P. tak serdecznych, ciepłych, zakochanych; zanim zdążyłam zwlec się z łóżka po pierwszej nocy, już pachniały te grzanki i kakao. Pierwsza noc była właściwie przespanym świtem, bo podróż ze względu na pogodę trwała i trwała. Nie było mi źle, do dyspozycji miałam całą kanapę włajażera, na której zalegałam jak na szezlągu jakimś, ale JJ mianował mnie Cesarzową Śniegu, bo jak twierdzi gdziekolwiek z nim jadę tam robi się polarnie. Taaak, „..pokaż mi śniegi, zjedź ze mną po białej łące..”

Mój Sylwester rozkołysany kubańskim rytmami, z różą we włosach, w oparach waniliowego cygara i kolorowymi drinkami, w których więcej było soków niż wódki, bo sama je sobie robiłam, mój Sylwester wytupany na drewnianym parkiecie aż do bólu stóp, Sylwester który grzązł na rozbabranym, bo posolonym Monciaku... Niebo rozstrzelone nad plażą w Sopocie, i pięknie kurcze było, odlotowo, kolorowo, świetliście. I tylko nie miałam kogo za rękę wtedy ściskać. A tam. Wzdech..

I jeszcze stałe punkty programu Grupy Wsparcia, czyli absurdalne gadki z Małą M, tańce z JJem, który postanowił opanować podstawowy krok salsy, a wychodziła z tego niesłychana choreografia, spacery po nocnym Trójmieście... bosko.

Warszawa krzykliwa, zimno, pada, mgła, wilki jakieś... albo to ja jestem nieprzystosowana, za cicho mówię i za wolno chodzę, chyba że to zmęczenie pozbawiło mnie siły przebijania się przez tłum, na szczęście delegacja zakończona pomyślnie, ale to pewnie dlatego, że poziom mojej desperacji był na prawdę wysoki. Jeszcze tylko jakiś poseł w pociągu postanowił pomóc mi i mnie dobić, twierdząc, że strasznie lubi dziewczyny w czarnych aksamitnych spódniczkach i musiałam szukać sobie innego przedziału...

_____________________________________________________________

Szybki był to rok, tyle się zmieniło, tyle pojawiło, tyle zniknęło. Skończone, nie wiadomo kiedy, studia, zakorzenienie się w pracy, wyrwanie z duszącego uścisku kilkuletniego związku. Nowe pomysły, nowe zajęcia, nowe przyjaźnie. Z nich najbardziej sobie cenie tę z Magikiem, bo jak już pisałam, nic nie zbliża tak jak wspólność losów... Stare - umocnione, wierne.. Inni mężczyźni, którzy cieszyli, ale ... niektórzy uciekli, inni zostali odsunięci. W obu przypadkach: albo za słabi albo za mało wrażliwi. Zostawili mi bryłkę lodu, która gdzieś mnie tam kłuje w serduchu. Zatyka aortę wiary w dranio – wrażliwca, który by ja roztopił. Dobry był to rok.

Siły mi trzeba na ten nowy roczek, spokoju. Bo energii mi nie zabraknie, ale żeby tylko mocy wystarczyło. Rozpęd jaki mam od jakiegoś czasu chyba się kończy, czas dopracowywać szczegóły, uczyć się większej skrupulatności. Mam wrażenie, że będzie to rok cięższej pracy, ale jeśli tylko będę z niej miała satysfakcje to się nie boję, nic a nic. Mam marzenia, wiem, że do spełnienia; np. chciałabym jeszcze połazić po klifach i pójść na koncert Rice’a na Szmaragdowej Wyspie, a drugie... to tajemnica, psssttt.

Mam też Pilsnerka Urquellka, mogę się podzielić.. ;)

Zasada taka jak do tej pory, czynić tak aby nie żałować, a każdy dzień jest dobry i wiele może się zmienić przed zachodem słońca. Cieszyć się tymi promieniami , które grzeją mnie codziennie uśmiechem siostry, czasem spędzonym z GW, wciskaniem gazu, bezwładem mięśni po siłowni, najgłupszym hiszpańskim słówkiem jakie udało się znaleźć w słowniku, nowym odcieniem brązu we włosach i zapachem Cinema na gołą skórę,
zaraz po prysznicu...

A jeśli coś jest bardziej skomplikowane, to.. jak napisał mi jeden mądry facet: „czy trzeba niektóre rzeczy ułatwiać?” Otóż nie.

We might live like never before
When there's nothing to give
Well how can we ask for more
We might make love in some sacred place
The look on your face is delicate
[delicate, damien rice]



03.01.06 20:36:04

Komentuj (7)


therapy

Nie wiem jak to się stało, że podczas zakupów w hipermarkecie nagle znalazła się przy mnie Przyszła Bratowa, po chwili telefonicznych ustaleń namierzyła mnie też Crazy M. wraz z P., którzy i tak mieli zawitać w celu wymiany zasobów muzyczno – filmowych. I tak zawiozłam wesołą gromadkę do mnie.

Po jakimś czasie dołączyła E. w objęciach mężczyzny, co cieszy mnie niepomiernie. Po pierwsze dlatego, że dosyc już tej jej ponurej samotności, po drugie, to ode mnie Posępny Rico dostał numer telefonu E.; co prawda chciałam aby ją zatrudnił, ale skoro znaleźli również inne płaszczyzny wspólnych korzyści, to ja się raduję tym bardziej.

Następnie zjawił się JJ przy okazji pobliskich interesów, a że akurat zrobił się obiadek kolacyjny, został nieco dłużej. Bidulek, samotny i głodny, bo Mała M. przeżywa właśnie europejskie delegacje (może powinnam zostać pośrednikiem zatrudnienia, bo jej posadę też znalazłam…), trzeba było go przygarnąć.

Niespodziewanie P. wyciągnął porzeczkowe wino, E. ocaloną z Sylwestra połówkę krupnika, a ja pierniki wielkości mojej dłoni…

I don't care where you're from
Whatever planet you think you're on
Cos you're my space cadet
I'll go anywhere with you


05.01.06 10:50:56

Komentuj (4)


W mojej magicznej kuchni

Nigdy nie twierdziłam, że jestem wybitną kucharką, ale też daleka jestem od nieporadności na terenie kuchennym. Mimo to zadanie zrobienia galarety, która będzie trwała, nie będzie miała koloru ścieku i do tego będzie smaczna napawało mnie obawami.

Postanowiłam zabrać się do tego profesjonalnie: fartuszek wiązany na szyi i w biodrach był dosyć przekonywującym narzędziem pracy, do czasu gdy odkryłam, że w kieszonce z przodu świetnie trzyma się browar. Gdybym paliła, mogłabym wsadzić sobie w zęby nadłamanego peta i kiwać nim nad garnkiem. I jeszcze zakręcić ze dwa fioletowe wałki na włosach. Pani domu.

Punkt kulminacyjny –zastyganie. Chodziłam na paluszkach przy chłodzącym się na parapecie roztworze. Zaglądałam z zaskoczenia, znienacka wsadzałam łyżkę... Przez to otwarte okno ja zesztywniałam,
a ona nic!

Wreszcie znudziłam się i o niej zapomniałam, a jak sobie przypomniałam, to okazało się, że jest to właściwie ostatni moment żeby ją wykorzystać, bo potem musiałabym zjeść te swoje pyszności łyżką prosto z garnka.

Taaa, królowa żelatyny.

06.01.06 10:08:09

Komentuj (9)



Zimno, mieszkanie wychłodzone zakręconymi, w związku z dwudniową nieobecnością, grzejnikami. Jak ominąć ten moment między wystawieniem stopy poza granicę łóżka, a wejściem pod gorący strumień wody?

Pomarańcze i kawa. Cu do wny aromat. Cie plej.

Sen? Doprawdy? Jak z dymu kółka?
Sen zmysłowy bladej dziewczynki?
Hebanowa lśniąca szkatułka:
Pomarańcze i mandarynki...
[Tuwim]


09.01.06 09:59:20

Komentuj (5)


Stąd uciekać nie ma po co

No to się nacieszyłam.

Po kilku tygodniach Posępny Rico oświadczył E., że nie jest gotowy.
Czy ich wszystkich popieprzyło?? Czy oni muszą być małymi biednymi nieporadnymi misiami, które pakują się w romanse, a potem wycofują pozostawiając rozgrzane dziewczątka na mrozie. Bez łyżew..

Czy muszą potem chrzanić, że tak będzie lepiej, bo chcą być uczciwi, skoro nie są pewni i że w ogóle to oni są wewnętrznie skomplikowani, och,
i w związku z tym ktoś taki jak TY zasługuje na kogoś lepszego..

Ktoś kogoś powinien w coś walnąć.

Skoro tak chcą być odpowiedzialni za nasze emocje – niechże będą od początku do końca. Albo niech pozwolą nam czuć to, co chcemy,
nawet jeśli ma boleć. Wnerw.

Uogólniające „oni wszyscy są tacy sami” nie pociesza, bo E. to mądra dziewczynka i wie, że to nie prawda.

Dostałam trzy bilety, zabieram ją więc na Kult.

____________________________________________________
Od początku roku codziennie „męczy” niniejsza pieśń:

Niczego nie jest mi szkoda
Nic z tego czego jeszcze mi brak

Starczy gdy kocham
Huczy las i wieje wiatr
(…)
Jak mam to wytłumaczyć
W jakie ubrać to słowa
Co się liczy najbardziej?
Spokój w głowach...


10.01.06 14:11:11

Komentuj (4)


Seryjne mono

Wczorajsze namęskie narzekanie popołudniowe kontynuowałyśmy z E.
w drodze do galerii. Świetna wystawa, świąteczna, ciepła, klimatyczna,
co nie zawsze sztuce współczesnej się udaje. Ukulturalnianie dokończyłyśmy w bibliotece, skąd wyniosłyśmy zapas Pratchetta
na styczniowe zlodowacone noce.

Wieczorem zaczęły się za to okołomęskie hece.

Eks kolejny raz zaprasza mnie na piwo i obraża się gdy odmawiam.
Brawo i do widzenia.

Magik odzywa się ni stąd ni z owąd i pyta czy mi smutno i źle. Czy to chciałby usłyszeć? Mam wrażenie, że irytuje go mój spokój. Czy wolałby marudzenie w rękaw? Gratuluję i proszę o siebie dbać.

Spakowałam torbę i poszłam na fitness. Po powrocie choć wyżęta, postanawiam wysłać jeszcze kilka mejli, usiłując zmontować podyplomową imprezę integracyjną, potrzebuję kilku kontaktów. Odzywam się do Atramentowego. To co mi powiedział, lekko mnie zamroczyło.
Winszuję serdecznie i żegnam.

widzisz miły, myślę sobie nieraz
że uwierzyć warto by, lecz teraz…
mam dość nawiedzonych kochanków…


tak?

11.01.06 09:45:29

Komentuj (6)


let me violate

Dziś agresywnie. Złości małe, ale iskrzą.
Marudzeniem rozmazuję czynności.

Kilku śmiałków chciało mi zaparkować w bagażniku. Marznąca mżawka jest niebezpieczna dla karoserii i mojej grzywki. Właśnie, muszę ją podciąć
bo przesłania mi świat(ło)

Potrzebuję słońca, bo zaczynam zachowywać się nieprzysiadalnie.

Cholerrnie zzimno.

Dziś z pewnego osobistego powodu
chętnie przywiązałabym się do kaloryfera.
Dziś byłoby mocno i z otwartymi oczami.

you let me penetrate you,
you let me complicate you
[NIN]


12.01.06 13:45:35

Komentuj (6)


mam kota na gorącym dachu mojej głowy
on czuwa nad smakiem i kolorem moich nocnych spraw


W biegu mijam dni, godziny gdzieś się rozpierzchają.

Ktoś gdzieś czeka, potrzebuje mnie, pędzę, chwilę tu chwilę tam, tylko myśli jakieś przytrzymane, Pan NN jakby położył na nich kilka listów.

Sytuacja E. jeszcze bardziej się skomplikowała, dzwoni: weź mnie zabierz z domu, walnij w ten durny naiwny łeb. Dezynfekowałyśmy rany w knajpie przy teatrze, jak zwykle. Tęsknimy, wierzymy, czekamy, pakujemy się w dziwaczne historie, ale przynajmniej robimy to w miarę świadomie. Nie jest z nią źle, grunt to humor, chociażby czarny.

A ja nie mam czasu pomalować paznokci, nakremować pękających palców suchych dłoni, wyspać się.

Dziś integracyjny bankiet, smaruję milion złocistych drobinek na skórę i staję na wysokości obcasów. Mało entuzjazmu, mniej niż bursztynów
w zakładanej biżuterii.

Cudna płyta dźwięczy w słuchawkach.

chociaż ciemno, ja w środku się żarzę
świecę mrokiem i tęsknię za smokiem...


14.01.06 16:12:21

Komentuj (3)


Pan się trochę wzrusza, a Pani się nie wzbrania

Zmęczona całonocnym tupaniem w parkiet i niewyspaniem, i kilkoma godzinami wykładów, koję się Waglewskim. No, i po weekendzie, migusiem.

Przyzwyczaiłam się już do chodzenia na tego typu imprezy solo. Oglądałam wczoraj różne pary i wzajemne fochy, bo pani panu nie poświęciła wystarczającej uwagi, bo pan za często wychodził na papierosa, a pani trzy razy pod rząd tańczyła z kolegą. I odkrywam dobre strony swojej sytuacji, bo ja mogę zajmować się tymi, którzy mnie interesują lub najzwyczajniej - zabawą. Zazdrość jest taka okropna, tak śmieszna, wiążąca kończyny i kneblująca. I jeszcze jedno, wbrew pozorom, to ja nie miałam czasu na picie, a nie ci poparowani :)

Zajmowałam się więc tańcami i konwersacjami, tylu różnych ludzi z odmiennych środowisk, stanowisk, towarzysko, gwarnie, bardzo wesoło. Posadzono mnie wśród kadry naukowej i kolejny raz doszłam do wniosku, że bycie dżentelmenem jest obce zbyt wielu moim rówieśnikom. Było czarująco, ciekawie, zabawnie.

Na koniec miałam ostateczny, jak myślę, rozrachunek z Atramentowym. Żałuję, powiedział, i zazdroszczę mu. Komu? - pytam. Któremukolwiek

Znów to Pani powiem, znowu serce zmięknie,
to najprawdziwsza z prawd, wygląda Pani pięknie
[„Lustro” Voo Voo]


15.01.06 19:17:35

Komentuj (4)


everybody be cool, this is a robbery!

„Jest wiele możliwości”, mówiły dziewczyny do wzięcia.
Otóż jest ich kilka, ważnych. Sytuacja nie jest prosta, bo jest wyzwanie, któremu trudno sprostać, a komu się nie udało - nie miał drugiej szansy. Właściwie, nie mam wątpliwości. Martwi jedynie sceptyczne nastawienie Kierownika, a życzliwości będę potrzebowała.
Albo Kremu Sułtańskiego na osłodę, jak wylecę.

- any of you fucking pricks move, and I’ll execute every motherfucking
last one of you!


Stoliczny kawaler Magister Inżynier Pan NN wypisuje mi takie rzeczy o moich ulubionych wiśniach, że muszę zaciskać palce na blacie biurka.

- sonny, I need you cool, are you cool?
- I am cool.


_________________________________________________________

E. ćwiczy dykcję, medialna praca wymaga bezbłędnego aeiou
Wymyślamy logopedyczne zdania:

- Krzywoszczęki szczeniak krzywi się na widok szczawiu.
- Poszczególne paszczęki nie są dopuszczane do pasłęckiej przełęczy.
- Mościsz się w moskwiczu i masz miszmasz!
- Pogrążona w rozżaleniu gżegżółka grzała gorzałkę...
- Czemużli czyżyk czerwonobrzuszek czerwieni się na widok milusich muszek?
- Klaszczę na płaszcze rozpłaszczone na blaszce.
- Szymon Szwacz wszystko zszyć potrafiący, szczekną na syna głosem karzącym

Wiedziałam, że przyjaźń wymaga wysokiej chłonności łez, stalowych mięśni brzucha do śmiechu, ale że giętkiego języka??? :-)

- look, I don’t know anything about any fucking set-up,
you can torture me all you want.
- torture you, that’s good, that’s a good idea, I like that one.


16.01.06 20:05:02

Komentuj (3)


Teren zaminowany

Było to w styczniu roku pańskiego 2006, gdy zima sroga rodem z Ojmiakonu odwiedziła wschodnie rubieże kraju polskiego, którym to onegdaj, jak głoszą ludowe podania, władali dwaj bliźniaczy bracia…

W płaszczu z postawionym kołnierzem i butach do kolan, z czapką spod której tylko świecą się łzawiące na mrozie oczy, wyglądam jak Sasza co Napoleona spod Moskwy gonił. Z tym, że Sasza miał pewnie gorzej, mimo, że nie szedł (suchą szosą, to się chyba też nie zgadza…) do pracy z torbą książek i notatek oraz dresikiem i adidaskami. Wielki Brat pozbawił mnie samochodu. Jak wiadomo pogoda nieraz decydowała o losach wojen, a co dopiero o nastrojach targanych wewnętrznymi wątpliwościami panien.
Ale pogoda to tylko przysłowiowy gwóźdź.

Zdarza się, że nie znoszę swojego poczucia humoru, im jest gorzej tym mocniej załącza mi się nieznośna zjadliwość. Inny minus to taki, że przez to bywa, że nie umiem się nawet porządnie zesmucić, zdusić, chociażby zamknąć. A teraz siedzę, ocieram łzy i probuję nie mieć głupawych pomysłów. Sekutnica.

"tak to ja i samotność tuż przy nodze w roli psa
wierna jest mi aż po grób
minę mam jakby nie psem lecz rumakiem była a
ja galopuję z nudów

dobre miny robię do złej gry i dobrze mi z tym

dom pusty czeka aż mnie powita kwiatem co bez wody łka
i martwą ciszą wokół
minę mam jakby to oaza była przecież ja
tak kocham święty spokój

nie będę się użalać, nie będę skarżyć się
nie jestem beksa lala
a skoro jeszcze
to mnie nie powala
to nie jest tak źle
co nie zabija wzmacnia
wzmocni i mnie
"
[Kayah]


19.01.06 11:57:36

Komentuj (6)


A Winter’s Tale

W Dzień Babci kupiłam Babci dwa grzejniki. I co w tym dziwnego,
w końcu jest jakieś –25*C. Nabroiło się, a Babcia siedzi po środku
tego wszystkiego i jest zupełnie zen.

Bo Babcia nadaje zdarzeniom i rzeczom odpowiednią wartość.
Zaraża spokojem, a jednocześnie, niczym wprawny saper, kilkoma żartami rozbraja moją poważną minę, przybraną na zaistniałe okoliczności.

Tchnęłyśmy wiśniowe dusze w pięćdziesiąt pączków i dałyśmy bogate, rodzynkowo – makowe i jagodowe wnętrza kilkunastu drożdżowym bułeczkom. Słodkie wyszły, bo Babcia opowiedziała przy nich kilka najprawdziwszych miłosnych historii. Nawet o Dziadku nieco było i jego rzekomym romansie z żoną rzeźnika! Świętej Pamięci Dziadek (który nauczył mnie rysować słońce), który był elektrykiem, w pewnym momencie sagi wysadził nam korki, toteż Babcia tłumiąc przekleństwo pod jego adresem, mrugnęła porozumiewawczo i stwierdziła nieco podniesionym głosem, że w sumie to nigdy owej zdrady mu nie udowodniła.

„A jak tam twój cichy wielbiciel?” pyta Babcia o nadawcę kwiatowych niespodzianek. Bo Babcia zawsze jest na bieżąco. A potem zgadzamy się co do tego, że zbyt często mężczyźni lubią brać na siebie odpowiedzialność za otwieranie zawekowanych słoików i zdejmowanie z sufitu pająka, ale jeśli chodzi o awarię kaloryfera – jakoś nie chcą sprostać wyzwaniu.

W niedzielny poranek Babcia poi mnie jordańską święconą wodą i grzmi: „Bez Boga nie podchodź do proga” i dodaje: „Siostrze, Bratu zawieziesz i samochód pokropisz.” Bo Babcia myśli o wszystkich i o wszystkim.

Jej ciasto drożdżowe jest najlepsze na świecie.
Bo Babcia jest najlepsza w ogóle.

22.01.06 17:24:26

Komentuj (4)


Money, get away.
Get a good job with good pay and you’re okay


Czy tusz do rzęs, a raczej jego brak może wpłynąć na moje wyniki w pracy? Zastanawiam się właśnie nad szantażem; powiedziałabym Szefowi, że niestety, ale moje dochody oraz wydatki w tym miesiącu wykluczają nabycie wyżej wspomnianego tuszu (który jak wiadomo, jest niezbędny do prawidłowego oddychania, a jak się nie oddycha, to na rynku pracy ma się raczej marne szanse, no chyba, że w branży funeral, ale i tam makijaż staje się normą...) oraz pójście do fryzjera, co może skutkować mniej przyjaznym wyglądem, a nade wszystko mniej przyjaznym nastawieniem do otaczającego świata i żyjących w nim klientów.

Zapłaciłam wczoraj rachunki, w tym trzy za szkoły, moje i Sister, zrobiłam zakupy, bo skończyło nam się wszystko łącznie z mydłem i … zrezygnowałam z napojenia autka benzynką, bo chłepce ją teraz jak smok. Bo czego miałam zaniechać - ablucji czy edukacji? I jedno i drugie działa raczej na moją korzyść.

Na niekorzyść działa natomiast fakt, iż znowu odwlecze się zakup amortyzowanych butków, dzięki którym, jak mnie oświeciła Treserka, nie będzie mnie tak niemożliwie bolał kręgosłup po harcach na fitnesie i tym samym nie zrobię sobie krzywdy.

A niektórzy umieją rozpatrzyć 220 poprawek do budżetu w 8 godzin...

Więc jednak nie można być piękną i wykształconą, o losie!

Money, it’s a gas.
Grab that cash with both hands and make a stash.
New car, caviar, four star daydream,
Think I’ll buy me a football team.


25.01.06 09:21:00

Komentuj (16)


..and somehow I am pinned by the hounds of winter howling in the wind...


Zzimniście, kurczę się jakby mniejsza powierzchnia ciała miała przyjąć mniej lodowatego powietrza. Jest piątek po intensywnym tygodniu, boli mnie zmęczona głowa, bolą mnie bezlitośnie wczoraj potraktowane mięśnie.

Ale odpręża i uśmiecha mnie myśl, że dziś Wieczór Filmowy Z Cyklu „Kocham Wino”, obejrzymy „Broken Flowers”. Zjawi się u mnie cała Grupa Wsparcia, będzie jasno, ciepło, głośno. Szykuje się tarta ze szpinakiem w rozmiarze jak dla armii i zapewnie win sztuk kilka przyjedzie wraz z nimi.

Ostatnimi czasy mróz pozakuwał nas w domach, styczeń okazał się pracowity dla wszystkich, czas i przestrzeń mało łaskawe. Dziś nadrobimy.

Przez cały tydzień wracałam do domu wyżęta z sił, by paść w ramiona dwóm dżentelmenom - taka ze mnie szczęściara – Stingowi i Panu NN.

Przyzwyczaiłam się do listów Pana NN, do jego myśli męskich, ciepłych, mądrych, zabawnych. Czekam na te wiadomości, to mnie nie dziwi, są miłe, poprawiają mi humor, są ciekawe. Ale jak to się stało, że tęsknię za opisanym, drukowanym dotykiem? Że ta tęsknota zaczyna być odczuwalna fizycznie..


I walk through the day
My coat around my ears
I look for my companion…


27.01.06 14:46:12

Komentuj (6)


let’s get lifted

Moje ciało stymulowane wyobraźnią ożywa zupełnie jakby zamiast wilgotnych muśnięć zdaniami przyjęło prawdziwe męskie usta.
Jest pewien rodzaj uśmiechu, który od rana nie schodzi z lica, a który wszyscy odczytują jednakowo..

Roztańczona od świtu, Johnny Legend kołysze moimi biodrami. Sister jeszcze w szlafroku przyłącza się do pląsów z kubkiem kawy w ręce.
Kończy się oczywiście zbieraniem z podłogi pogubionych z kanapek plasterków ogórka.

Kobiecość niezmiennie mnie zadziwia, również gdy myślę o ostatnim sabacie, unoszę brwi w zdumieniu.

- może zamiast szukać romantycznej miłości, powinnam wyjść za mąż z rozsądku… – zastanawia się K.
- a masz kandydata??? – zainteresowałyśmy się wszystkie
- nieee nooo nie pogrążajcie mnie, NIE MAM nawet rozsądnego – odpowiada zrezygnowana.
- ja też nie mam – nieoczekiwanie wypala Mała M.
- jak to??? A JJ?? – z przerażeniem przypominamy jej, że facet z którym mieszka jest jej narzeczonym.
- za niego mogłabym wyjść jedynie z nierozsądku – wzdycha M.
- eee tam, ja za żaden mąż nie idę! – oświadcza butnie E., po historii z Posępnym Rico cyniczna jeszcze częściej.
- bo nikt cię nie zaprosił!!!

Dziewczęta są w cudownej formie.

Relax, let me move you
don’t resist it’s in the air…


31.01.06 15:29:43

Komentuj (4)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu