Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Jak neonowy szyld: gdzie jesteś?

Wszystkich Świętych budzi we mnie raczej agresję niż smutek.

Myślałam, że wczoraj kogoś zamorduję i tym samym powiększę grono do odwiedzania na cmentarzu. Ale jakoś się powstrzymałam. Mówią, że łatwo jest przyzwyczaić się do rzeczy dobrych. Mam więc wrażenie, że moje rodzeństwo przyzwyczaiło się do tego, że organizuję im pewne mniej lub bardziej codzienne sprawy, przypominam o terminach, rozdzielam obowiązki.

W ten weekend byłam zajęta studiami i, przyznaję, imprezami też, ale cholera jasna chyba mogą przez dwa dni pomyśleć sami! Ale gdzie tam, nie dość, że kilka ważnych spraw musi poleżeć odłogiem do następnego weekendu, to jeszcze nabroili i dziś musiałam odkręcać sytuację, która wiąże się również z wtopionymi pieniędzmi. Jeszcze nie wiem czy uda mi się je odzyskać. Z tych oto powodów wczoraj miotałam się i dusiłam, próbowałam schodzić z drogi domownikom, żeby się na nich nie rozładować.
Praaawie się udało.

Na cmentarzu jestem kilka razy w miesiącu, zawsze gdy jadę do Babci, nie potrzebuję specjalnej okazji, chryzantem ani nawet futra z norek :P. Gdy złoży się tak, że nie ma mnie tam dłużej niż 2 tygodnie, tęsknię. Wiem, że to „tylko” miejsce, ale tam właśnie jest okazja „pogadać”. Trochę się wytłumaczyć z własnych grzeszków, o kilka spraw poprosić, poradzić się. To wszystko, co w ogólnym mniemaniu robi się przy obiedzie z rodzicami. Nie myślałam, że będę tak zdychać, a jednak okazało się, że cały ten klimat mnie dopadł.

Czy powinnam się dziwić? Nie, to nie jest prawda, że czas leczy rany.

Atramentowy wyciągnął mnie na gotycki spacer, potem obejrzeliśmy „Mulholland Drive”, a potem bardzo długo był bardzo blisko. Cały czas mam jakieś wątpliwości. Ale faktem jest, że wczoraj mocno mi pomógł.

Wciąż tak samo serca będzie czas tęsknotą truć,
świat - jak był - zostanie zły (…)
Nie umkniemy samotności, co nas żre jak czerw,
odkąd spadła na nas w tamtą noc.
Jeśli zechcesz wracać - wracaj, jeśli odejść - idź.
To nieważne - z kim, i wszystko jedno - gdzie.
Już na zawsze tamto będzie w sercach nam się tlić…
[Staszewski]


02.11.05 14:14:59

Komentuj (3)


Za oknem minus pięć, nie kocham cię już

Był u mnie Eks. Oddał pieniądze, zamówione „zza granicy” zakupy z Body Shopu i Zary, bo tam przeceny, dał prezent, z którym teraz nie wiem co zrobię…
…wyszedł prawie trzasnąwszy drzwiami.

Nie mogłam oszukiwać jego nadziei, własnej próżności, że może kiedyś jakoś. Że możemy się spotykać jak kumple. Jak, kurwa jak? Jacy kumple? Na jakie piwo, do jakiego kina?? Zamęczyłby się. Zabiłby tego z którym wracałabym z parku i przypadkiem na niego trafiła. Dogadzałby mi, zabierał z pracy i odwoził z zakupami, a ja bym się przyzwyczaiła. I kolejny raz brała nawyk i wygodę za uczucie.
Czuję się podle, bo widziałam jak cierpi. Ale też czuję się uczciwa.

Mówił, że może istnieć nadzieją, bo któryż z nich nie chce czekać na kobietę swego życia.
Mówiłam mu, że to nie ja.

Wiatr zrywa czapki z głów
No dobra, napiszę to. Być może okaże się, że to jedyny mężczyzna który mnie kiedykolwiek kochał lub będzie kochał taką miłością. Ale takie uczucie jest obezwładniające. Jego żywioł to Ziemia, ponuro przysypuje mój Ogień, szpadel za szpadlem, miarowo, konsekwentnie:

„nie ruszysz się, tak cię zasypię, będziesz tylko moja, będziesz moim pomnikiem, czule wypolerowanym, ozdobionym, a ja będę puszył się obok, bo takiego nikt nie ma, wszyscy podziwiają, ale nie nie ruszaj się bo wszystko popsujesz, pokruszysz…”

Nie pragnę cię już
Powietrze ani drgnie


Co mnie może utwierdzać, że dobrze zrobiłam?
Zero głębszych emocji.
Albo ja już kurwa jestem nienormalna, zepsuta,
a może tylko głupia?
Co jeszcze? Sangiovese, którym klasycznie i po babsku
dezynfekuję świadomość

Nie ma mnie tu-duch ciało opuścił...
[mru-mru HEY]

02.11.05 22:19:29

Komentuj (3)


Mam dreszcze. Początki przeziębienia straszę trzema łyżkami wekowanej pigwy w herbacie. Łypię ślepiami, śluzówki wyschnięte, pod powiekami żwir. Próbowałam dorżnąć się na siłowni, żeby odreagować,
potem usiłowałam zaasfaltować głowę czarną kawą.
Efekt pierwszego – naciągnięte ścięgno, drugiego – obecna insomnia.

Atramentowy dzwoni, cały i zdrowy, ale po wypadku.
Dobrze, że nic mu się nie stało.

M. pisze: „dziś mam ochotę na twoje towarzystwo,
w sensie ramiona-dookoła-głowy;
nic, tylko wziąć ten twój kosmaty czerep na kolana,
pić wino i gadać”

Przestań M., bo rozkleję się skoro przykleić się nie mogę.

I poleciało „ a d o r e ” Smashing Pumpkins.


03.11.05 22:58:13

Komentuj (2)


Like a bridge over troubled water

Tak podłego humoru z rana już dawno nie miałam. Nawet na autobus nie chciało mi się zdążyć. Tup tup tup, umyślnie spóźniam się do pracy, niech się w ogóle cieszą, że zechciałam ich o tym uprzedzić :P. Nie odzywajcie się do mnie, pozwólcie mi przeleżeć tu osiem godzin, jeśli tak zrobicie jest szansa, że nikogo nie ugryzę…

Tak sobie myślałam, a jak mnie zobaczyli – oni też tak myśleli:
tej paniusi dziś nie zaczepiamy.

Minęło mi. Jednak możliwe, że praca wzbudza w człowieku pozytywne moce. Żarty żartami, ale np. gdybym nie musiała tu przyjść, to nie wylazłabym z łóżka, zakopałabym się we własnym dołku pod własna kołdrą, zmarnowałabym dzień.
A to przecież może być dziendobry.

Dostałam ciasto z kawowym kremem i jabłko od współpracowników.
Morrrrdy kochane, ja to jednak mam szczęście do ludzi. :)


Like a bridge over troubled water
I will lay me down(…)
If you need a friend
I'm sailing right behind.
[Eva Cassidy]


04.11.05 10:25:42

Komentuj (3)


The thrill is gone

Bluesowa noc, jak co roku, dopiero dziś naprawdę czuję, że jest jesień. Sezon błękitnej muzyki rozpoczęty. Jest to jedno z pierwszych wspomnień z pobytu, z zadomawiania się w moim – dziś mogę tak powiedzieć – mieście.

Puls miarowy, śmiech niemal do bólu wyćwiczonych przecież ostatnio mięśni. Grupa Wsparcia jak zwykle na najwyższym poziomie dobrego humoru. Nawet początkowa ignorancja Eksa, nawet jego późniejsze próby nawiązania konwersacji nie popsuły atmosfery.

Pierwszy raz {w ogóle to: dziesiąty (10!!)} od lat
s o l o na tej imprezie, którą zakończylismy zresztą u mnie w domu herbatą z pigwą :)I teraz tak mi się nie chce iść spać, bo, jak zwykle, skolekcjonowane wrażenia podwyższyły ciśnienie.


Czarne skórzane spodnie to fetysz. Działają na tych, co ich wypatrują
i na tych, co udają,że nie patrzą. Polecam.

And now that it's over
All I can do is wish you well
[B.B King ]



05.11.05 01:08:23

Komentuj (5)


„Nigdy nie pływaj sam”


W ten weekend czas dział się, ale ja jakbym była obok. Regeneracja baterii przy Babci, śmieję się z nią jak z Sister, czasami z zupełnie absurdalnych pomysłów.

Powtarzalne zdarzenia i spotkania, przewidywalne. Czuję się jakbym patrzyła na siebie, jak widz na aktora. A w głowie kolorowo, zwłaszcza podczas jazdy samochodem przez las, wciskałam dziś pedał gazu w podłogę, bluesowo w głośnikach, głośno. Dobrze myśli mi się za kierownicą, przy pewnych odruchowo wykonywanych manewrach. Może dlatego te dwa dni były takie mechaniczne, bo dużo myślałam?

Efekty? Mały plan działania.

Grzebałam się w płytach, tych błękitnych, odłożonych na jesień, bo pewien osobnik zainteresował się nimi po piątkowym wieczorze. Miał zapalenie krtani, porozumiewaliśmy się korzystając z kartki i markera. Oczywiście mogłam odpowiadać mu przy użyciu strun głosowych, ale nie byłoby tak ciekawie i tak wesoło, jak za pomocą rysunkowych rebusów.

***
Sabat. Zwany babskimi plotami. W stałym składzie.
Piwo, ciastka oraz „The Madagascar Penguins In A Christmas Caper” :)))

-Znacie kredo pingwinów.
-Nigdy nie łowić na ciasteczka?
-Nie. Nigdy nie pływaj sam.


06.11.05 23:28:09

Komentuj (1)


Na pewno znasz te poranki gdy, wszystko co widzisz
obietnicą cudu jest


To nie był poniedziałek, to był kruwa skandal.
Tego co działo się w pracy nie podejmuję się opisać, być może dlatego, że nie chcę utrwalać obrazu siebie niewyrabiającej na zakrętach. Wszyscy mieli podły listopadowy humor i wszyscy to okazywali.

W związku z tym na pocieszenie zjadłam dwie słodkie bułki, dwa kawałki szarlotki, jabłko, a po przyjściu do domu zestaw reanimacyjny pasta+broccoli+tuna chyba z 500g.

Ale ale, żeby nie było, że dotarłam do domu tak od razu. Z paniką w oczach wracałam do pracy już spod klatki, bo zorientowałam się, że zgubiłam gdzieś telefon. Służbowy. Padał deszcz, wszędzie było pełno policji, a ja myślałam tylko o tym, że mam pustą lodówkę. Znalazł się, leżał sobie na biureczku i potulnie czekał, aż go ktoś ukradnie i tym samym mnie pogrąży. Krawcowa, hipermarket, maraton, Atramentowy dobijał się od kilku godzin przez telefon. Eks również, ale z nim nie chcę rozmawiać. Jak bardzo dosadna musze być, żeby zrozumiał, że nic więcej nie może się już stać??

Itd. Itd. Czuję się fatalnie, leki które biorę oprócz tego, że wysuszają śluzówki, to mózg chyba również. Mam koszmary. Ostatnio prawie nic mi się nie śniło, a teraz od razu mam projekcję blair witch project. Obudziłam się po 3, pogrzałam stopy na kaloryferze w kuchni, zjadłam pół cytryny i poszłam spać.

Czy to jest zły układ planet, czy może nie ma go wcale???

Zimne Dziady Listopady po deszczowych obiadach
Kiedy spełni się wróżba wtedy nam wszystkim biada
[nowe Strachy Na Lachy] tu

08.11.05 09:17:05

Komentuj (5)


Egzystencjalny paw

Mój horoskop na dziś:

”Możliwy jest spadek formy i ogólnie złe samopoczucie. Z powodu mniejszej aktywności nie będziesz w stanie właściwie reagować. Inni mogą to wykorzystać przeciwko Tobie. Staraj się ograniczyć wysiłek, zarówno fizyczny, jak i umysłowy. Spokojna muzyka kojąco wpływa na psychikę.”


Nic dodać, nic ująć.
Załączam trójkową Audycję Alternatywną i wkuwam hiszpański.

I tylko ciekawe plany na weekend motywują głowę
do trzymania się ponad powierzchnią.

09.11.05 20:20:57

Komentuj (1)


Dreamy day of daydreaming

Jak to jest, ze jeden Rebusowy Magik może zamontować uśmiech na smutnej, zmęczonej twarzy w ciągu jednej nocy? Urządził mi esemesowy konkurs i od razu podawał właściwe odpowiedzi, z których każda była zachęcająco – twierdząca. Ku zaskoczeniu jury, które było jednocześnie i zawodnikiem i sędzią, quiz wygrał organizator. Nagroda do odebrania w piątek.

Z tego wszystkiego śniło mi się, że biorę udział w teleturnieju wiedzy o fonochemii, który z resztą z kretesem przegrałam, albowiem we śnie jak i na jawie z chemii to miałabym szanse tylko w kategorii „alkohole”. Studio było urządzone jak te w „Od przedszkola do Opola”, czułam się jak jakaś lea w Krainie Czarów, te meble z wielkich różowych dropsów …

No, ale na moje pytanie wysłane rano Rebusowemu, czy wszystkie dzieci dostaną nagrody pocieszenia, otrzymałam odpowiedź, która sprawiła, że uznałam, iż był to Najlepiej Przegrany Konkurs Roku.

Chodzę, uśmiecham się nieszkodliwie, prawie nieświadomie, absurdalnie nieco i bardzo do wszystkich.

***
20.35

koncert Strachów Na Lachy w Trójce
"dzieńdobry, kocham cię, juz posmarowałem tobą chleb"
baaardzo pozytywny kawałek.
z tego wszystkiego usmażyłam trylion naleśników
ale nie ma ich kto zjeść.

10.11.05 10:25:27

Komentuj (5)


Faith has been broken, tears must be cried

Przesiempiona, nos mi odpada, mam zakwasy na łydkach oraz w okolicy lędźwi. Pięciogodzinny marsz po lesie, w mżawce i we mgle, w błocie, a potem grzane wino w leśniczówce, a jeszcze później brudne rozmowy o najczystszych uczuciach.

W bojówkach i kolorowych skarpetkach z palcami, w barwnych ścianach mieszkania Magika, w zasnutym lesie i w czarnych bardzo wspomnieniach, wczoraj było tyle nie do opisania treści, że jeszcze dziś nie mogę tego wszystkiego przetrawić.

Spotkałam kogoś, kto ma podobne przejścia, te najgorsze i te najlepsze i bardzo mnie to dziwi, i bardzo mnie to cieszy, bo doświadczenie to zaiste nietypowe. Cenne. Jak już pisałam, nie umiem tego uchwycić, póki co.
Nie wszystko zostało jeszcze wywalone na wierzch,
może wtedy..

Dziś dalszy ciąg. Jestem już po zajęciach, uciekłam Atramentowemu i reszcie grupy, brali właśnie rozpęd do knajpy.

Będzie kolacja u Małej M. i JJ’a. Ciepło tam u nich.
Ale piwo na grzańca wiozę :)

Let’s do some living after we die
[„Wild horses” RS]


12.11.05 17:15:18

Komentuj (2)


But it hasn't happened yet…
I miss you But I haven't met you yet


Nabroiło się. Zasupłana, a myślałam że taka jestem już poukładana.
Aż tu nagle spotykam kogoś o podobnej wrażliwości, kto podobnie zareagował na porownywalne wydarzenia, które zmieniły analogicznie jego życie.

Nic nie zbliża tak, jak wspólność losów.
Dziwi mnie to wszystko niepomiernie, więc nie tylko ja jestem takim familijnym freakiem. Ma te same obawy, podobne lęki. To przyciąga, czuję wciąż niedosyt rozmów, próbuję jakoś to opanować, poukładać, ale nie daje się, odgina.

Wczoraj oglądaliśmy razem mecz, potem „Gnijącą Pannę Młodą”… czas płynął, słowa się nie kończyły, śmiech toczył się po podłodze i zatrzymywał na spojrzeniach.

Mala M. daje znać: pytał o ciebie.
;)

Nie tknę go, dopóki nie będę pewna, że sam tego bardzo chce. Nie zrobię tak, bo z samej ciekawości nie można deptać tego, co znajduje się po drodze do zobaczenia szczegółów. Nie wolno mi, bo wreszcie spotkałam kogoś kto nie jest pluszakiem – miłym, potrzebnym, ale z plastikowymi oczami.

I know your habits But wouldn't recognize you yet
I'm so impatient I can't stand the wait
When will I get my cuddle?
Who are you?
I know by now that you'll arrive
By the time I stop waiting
I miss you
[bjork]


14.11.05 10:49:14

Komentuj (2)


Noc przegadałam, spałam 2 godziny, jestem więc jak neptyk.
Mam dreszcze, nie wiem, czy ze zmęczenia, czy z dogorywającego już przeziębienia.

Siedzę sama w pracy, Kierownik dziś ma wolne, ja się obijam. Nawet mi się podnieść nie chce, gdziekolwiek. Fatalnie wyglądam, oczy podkrążone, włosy nie ułożone, cera przesuszona. Tragedia.

Oczywiście warto było nie wyspać się. Gdy zaczynamy rozmawiać, wchodzimy na jakiś wyższy lewel komunikacji. Bardzo uważnie śledzę jego słowa, rozumiem tok myślenia, czuję spojrzenie. Jest w tym coś niesamowitego, bo ogromną sprawia mi to przyjemność. Chciałabym go dotknąć, ale lubię to sprężenie powietrza wokół, gdy stoi obok mnie z czajnikiem w ręku i zalewa mi świeżo zmieloną kawę. Ma w sobie wrażliwość, która drga poruszona każdym jego lub moim słowem.

Najlepsze jest to, że zdania poważne kończą się niepoważnymi puentami; ogromne poczucie humoru, żywiołowa radość tego człowieka było jedną z cech, na które najpierw zwróciłam uwagę. Ważne też, że przyznaliśmy się oboje, że zainteresowaliśmy się sobą również pod względem fizycznym, choć na razie to nie ma znaczenia. Nie chciałabym by jakikolwiek związek z nim opierał się wyłącznie na wspominaniu dotkliwej przeszłości. Przeciez nie o to nam chodzi.

Fascynuje mnie, rozbraja uczuciowo, stymuluje intelektualnie.

And all I wanna hear is the message beep.
My dreams, they've got to kiss, because I don’t get sleep, no..
[gorillaz, feel good inc.]


15.11.05 13:10:10

Komentuj (1)


Suffer well

Mówiłam, że go nie dotknę.
Mówiłam, że, zobacz, trzymam ręce przed sobą.

Wczoraj podniosłam je nad głowę.

I just hang on
Suffer well
Sometimes it's hard
It's hard to tell
[DM]


16.11.05 09:22:11

Komentuj (6)


I lie I wait I start I hesitate
I am I breath I melt
I think of me


To była piłkarska środa. Dużo, dużo emocji, niekoniecznie futbolowych.

Przyciągnęłyśmy z sister z piwnicy tzw. piłkarzyki, stół na cały pokój, rozgrywki ligi miszczów między kanapą a telewizorem. W przerwie meczu Polska – Estonia kolacja i wino na sześć paszczy. To właśnie zniwelowało trochę wewnętrzne drgawki, Grupa Wsparcia oczywiście niezawodna.

Najpierw pogubiłam się gdy spotkałam Magika. Nie przyjmowałam do pojęcia, jak ktoś dosyć przypadkowo poznany może mieć tak nieprzypadkowo podobne doświadczenia i wynikające z nich refleksje. Potem nieco zagmatwałam się w spotkania z nim, w nocne gadanie skutkujące kilkugodzinnym snem, niedosytem, zapchaną smsami skrzynką. Następnie taka spętana, próbując mimo wszystko poruszać się, walnęłam w ścianę, lekko bo lekko, ale znowu z zaskoczenia.

Wstałam. Stoję i chwieję się, a on co raz to pyta jak się czuję. Samopoczucie niezłe w sumie, tylko trochę jakbym czekała na nieoczekiwane wydarzenie. Spodziewam się, a jednak będę zdziwiona. Mała M. jak zwykle rozsądnie przedstawia swój punkt widzenia, nawet nie mamy czasu spotkać się i zdezynfekować problem.

Idę. Intuicyjnie, ale przy ścianie.

I taste I love I call I bleed enough
I hate I might I was
I want too much
[Eye, Smashing Pumpkins]


22.50

Złapał mnie dziś na ulicy zapach palonej kawy, taki jak z fabryki Bewley’s pod Dublinem; przez pierwsze kilka tygodni pracy, przechodziłam tamtędy, obok i rozpływałam się w zapachu unoszącym się wokół budynku, niczym wokół gigantycznego ekspresu. Był tak wyraźny, a w pobliżu nie było żadnej kawiarni, nic. Raczej powstał w mojej głowie i było to bardzo przyjemne.

Zarżnęłam się dziś. Boli mnie bark. Wcale nie ćwiczyliśmy intensywnie, a plecy bolą mnie jakbym już miała zakwasy. Pewnie ze stresu i zmęczenia. Wciąż mam problemy ze snem, w pracy bez Kierownika za to z dużą ilością nie załatwionych spraw. Ludzie, papiery, mejle, telefony, all that jazz. Poza tym trzeba się umówić do lekarza, zmienić opony na zimowe. A ja niby zza szyby.

Trzeci czwartek listopada, dziś do głów powinno uderzać Beaujolais Nouveau. Miałam ochotę na alkohol, ale powstrzymałam się. Tabletki, wyczerpanie, trochę nerwów i promile to jakaś kiepska zupka. Teraz mam chęć na kawę. Ale nie będę robiła głupstw samej sobie. Gorące mleko i dżem wiśniowy prosto ze słoika – tyle przyjemności dozwolone.

My life is falling to pieces
Somebody put me together
[faith no more]


17.11.05 12:57:54

Komentuj (6)


Zdychaj skarbie

Za oknem ulica zasypana śniegiem, po raz pierwszy w tym roku. Myśli ślizgają się wokół niezmienionych opon. Znowu sama u Babci. Przecież dojadę, co, ja nie dojadę?? :)
Właściwa niepewność ma jednak zupełnie gdzie indziej korzenie.
Nie znoszę jej, tym bardziej, ze nieczęsto mam z nią do czynienia.

Z innej beczki. Tydzień temu po zajęciach Atramentowy, odwożąc mnie do domu, powiedział, że go irytuję. Że nie wie dlaczego, ale go drażnię. Ja wiem dlaczego. Otóż dlatego, że go ignorowałam przez cały tydzień, a jak już spotkaliśmy się na uczelni, to byłam zaabsorbowana całą masą innych ludzi. Poczuł się urażony, okazał żal i tym większą sprawił mi satysfakcję. Jestem niedobra? A kto chciał być kolegą z ławki, hę?

Mój horoskop urodzeniowy mówi, że często w życiu mogę czuć się zawiedziona tym, że ludzie nie wkładają w swe zachowania tyle, ile daję ja. Nawet jeśli to ma być tylko seks, angażuję się emocjonalnie. Dla mnie to nie jest paradoks, bo tzw. sportowe podejście dobre jest w grze w nogę, a nie w łóżku, zresztą w ćwiczenia też wkładam sporo serca. Nawet jeśli ..., to lubię mieć o czym rano pogadać i lubię przytulić się na do widzenia. Nie czekam na zobowiązania, nie chcę obietnic. Ale nie znoszę udawania, że nic się nie stało.

Bang, bang, Atramentowy..

Trudno im to wytłumaczyć. Że jestem samodzielna, a trzeba mi raczej bezpieczeństwa emocjonalnego i czułości, zainteresowania, poczucia wyjątkowości. Przecież wiem, że nie na zawsze, tylko teraz, tu, w tej chwili.

Przemyślałam miniony tydzień i niewiele wymyśliłam. Szwendałam się po babcinym mieszkaniu powtarzając los palabres, wertując babskie gazety, rozmawiając z psem, coraz słabszym, ślepszym, niedołężnym.
Wysnuty wniosek: ależ fantastyczny jest koleś z nowej reklamy Dior Homme: * i ** ;) hihi


Pusto mi było, choć we łbie magikowe sztuczki.

Przyszła Babcia, usiadła w fotelu naprzeciw i bezpardonowo spytała: a jak twoje sprawy sercowe? Chciałam odpowiedzieć, ze nijak, ale to już by była bezczelność, nie tylko kłamstwo. Właściwie to nic jej nie odpowiedziałam. Ja pytam, ale i tak wiem, ty mi nie musisz wszystkiego mówić, bo ja wszystko widzę, dodaje Babcia na koniec. Cudowna, mądra kobieta.

Wracając odwiedziłam cmentarz, niewiele usłyszałam; niebo takie sinoszare i śnieg po kostki otulały groby. Ale lepiej mi. Jechałam z "Garage Inc." Żelaziki w głośnikach, może bez konkretnych pomysłów na nadchodzące siedem dni, ale z przekonaniem, że … będę po prostu robić swoje.

Die, die, die my darling
Just shut your pretty mouth
I’ll be seeing you again
I’ll be seeing you in hell


20.11.05 18:38:45

Komentuj (3)


Jechałam do pracy z silnym postanowieniem (no dobra, tylko z postanowieniem) że teraz już żadnych romansów, do wiosny tylko kariera; będę rekinem biznesu, lwem salonowym, orłem negocjacji i może jeszcze yyyy gepardem sprzedaży, czy coś. Że postaram się zapomnieć o Magiku, a przynajmniej przestać cokolwiek planować w stosunku do niego.

Z takim to założeniem otwieram firmową skrzynkę, a tam mejle od klienta, z którym targowałam się przed weekendem.

Nawet nie zdaje sobie Pani sprawy jak sympatycznie się z Panią koresponduje nawet jeśli odbywa się to tylko i wyłącznie za pośrednictwem poczty elektronicznej. (…)

Z drugiej strony, mimo iż nie narzekam na brak humoru, to owszem przyznaję, że korespondencja z Panią może się przyczynić do utrzymania dobrego nastroju na stałym poziomie.(…)

Słowo "ulec" brzmi niezwykle pięknie zwłaszcza w Pani liście, aczkolwiek ja również nie chciałbym ulec zbyt wcześnie (...) Jestem bardzo ciekaw (mógłbym nawet rzec, że ciekawość wprost mnie zżera) jak przyjmie Pani moją powyższą propozycję. Podejrzewam, iż jest Pani zbyt sympatyczna i uprzejma, aby zachwiać czyjąkolwiek wiarę w sens negocjacji z Panią, które nota bene są (przynajmniej dla mnie) niemałym zaszczytem i naprawdę jestem rad iż mogę w nich uczestniczyć, choćby tylko przez Internet - i tak jest to niezwykle pasjonujące”.


szarmancki romantyk egzystencjalista?

No czyż nie uroczy? Ulec wolę wizji, co zrobię z premią po części wynikającą z tych pertraktacji, niż proponowanej przez niego cenie, ale mam dla Pana Nieustępliwego Negocjatora nowe propozycje, oczywiscie nieosobiste, do przedyskutowania drogą mejlową, w zaiste niezmiernie interesujący sposób.

Ech, mężczyźni, jak dobrze to dobrze, ale jak coś nie tak…

Idź własną drogą, Bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć
Bez znieczulenia, Bez niepotrzebnych niespełnienia myśli złych
[Do Kołyski, Dżem]


21.11.05 10:11:32

Komentuj (10)


Byłabym na wyłączność, a nie-ogólnie dostępna...

- Pozwolę sobie polemizować na temat Pańskiego bycia „niezaprawionym w boju” , albowiem odnoszę wrażenie (i za nic nie przyznam się do niego otwarcie) że w nieustannie wspominanych przez nas negocjacjach podszedł mnie Pan wielce sprytnie. Szczegółów, które ujęły mnie w Pana zmyślnej strategii tymczasem nie zdradzę, bo postradałabym broń, która jest równie ważna jak fechtunek.

- „…muszę Panią uświadomić, że gdyby nie przegrani (do których broń Boże nie śmiem Pani zaliczać) ci drudzy nie mieli by nawet najmniejszego prawa mienić się zwycięzcami. Także wielka (jeśli nie całkowita) zasługa złożona przeze mnie na Pani ręce zostaje (może to zdanie nie jest poprawne stylistycznie, ale chciałem aby zabrzmiało nieco literacko, dlatego nieudolnie pozwoliłem sobie zastosować inwersję umieszczając na końcu czasownik - podejrzewam, że sztuka ta mi się kompletnie nie udała, ale jeśli zrozumie Pani jego sens - w co przez chwilę nawet nie wątpię - będzie mi niezmiernie miło).”


Takimi to radosnymi dialogami umilam czas w pracy z Panem Nieustępliwym Negocjatorem, za co wdzięcznam mu niezmiernie, ponieważ roboty mam do ch.. albo jeszcze więcej. Co oczywiście nie przeszkadza mi pisać w spokoju tych słów, ha :)

Ale ja nie o tym chciałam;) a o tym, że przegadałam kolejną noc z Magikiem.

Kruwa, no możemy rozmawiać godzinami, przepychać się w kuchni myjąc sałatę do fury kanapek, zalegać bezwolnie na kanapie (fajnie wiedzieć, że ktoś czuje w tej chwili ten sam bezwład mięśni, taką specyficzną senność – ja po fitnesie, on po basenie) i co z tego?

Powiedziałam Małej M., która stoi jakby trochę między mną a nim i zbiera do kupki nasze rozterki, że wrzucam na luz, ale jadę dalej. Może i obok niego, ale sama.

Trzy miesiące to za krótko, żeby wyleczyć się z kilkuletniego trudnego związku. Rozumiem to, potrzebowałam pół roku żeby zacząć się interesować facetami, po Eksie. Trzeba być pewnym, że ten/ta kolejna nie jest substytutem. Nie chce być zamiennikiem i doceniam, że tak szybko powiedział mi o tym, że tego właśnie się obawia. Podobam mu się, bez względu na sytuację, ale to czy chce być ze mną blisko, bo chce być ze MNĄ czy dlatego, ze tęskni, nie jest dla niego pewne.
Bądźmy więc uczciwi, bo Magik to cenny człowiek.

Nie wierzę w damsko-męskie przyjaźnie, ale z radością będę spędzała z nim takie wieczory jak ten. Nie czuję ciśnienia, jest swobodnie, nie ma podtekstów. Nie wiem jak długo.

Ten listopad nie tylko ja odbieram jako niespecjalnie fortunny. Sister moja ukochana płacze przez swojego młodego – kolejny, który z zazdrości zamknąłby dziewczynę w złotej klatce. Nakopałabym mu dupę, powiesiła na jajach i okręcała raz za razem, za każda jej łezkę.

Gdybyś był, a nie bywał raz na jakiś czas...
Byłabym wreszcie "czyjaś" nie "bezpańska"-aż tak...
(…) Jesień trwa - szpetnej aury czas
Pod płaszcze się pcha,wyziębia nam serca-wiatr.
[Byłabym, Hey z Echosystemu]


23.11.05 10:41:34

Komentuj (1)


Wczorajszy dzień wywołuje we mnie na przemian nieopanowany uśmiech i grymas bólu.

Ja zaś wywoływałam zdziwienie sąsiadów, którzy o 7.30 widzieli mnie wędrującą w spodniach na kancik i jasnej kurtce z oponami, torebką, skrobaczką do szyb, plecakiem ze strojem do fittnesu i paroma innymi obciazeniami - do autka. Muszę więcej ćwiczyć, bo niestety musiałam zrobić dwa kursy po dwie opony.

Wizyta w wulkanizacji była wręcz urocza. Odebrano mi kluczyki, zrobiono czekoladę do picia, przyniesiono gazetki, zabawiano rozmową, wreszcie zaproponowano 10% zniżki, albowiem, jak się wyraził właściciel zakładu – firma ma słabość do brunetek. Absolutnie nie wolno więc prosić o pomoc kolegów, kochanków, braci czy innych wujków o towarzystwo w przybytkach typu zakład mechaniczny, bo popsują całą zabawę.

Zabawa była też później, mianowicie Mała M. zaproponowała mi wyprawę na lodowisko. Tak zaciekle zażywałam sportu zimowego, że dziś boli mnie łydka i podbicie stopy. I wszystko na lewej nodze, laboga. Ale za to muszę przyznać, że kondycyjnie nie odstaję od reszty łyżwiarzy, choć stylowo trochę pozostawiam do życzenia. I nie chodzi mi o zachwiania przy lądowaniu po potrójnym tulupie…

A grymas? No wczorajszy bezbramkowy Liverpool .. :(


24.11.05 12:25:02

Komentuj (3)


Udrapowana wręcz, leżę tu

Dotknęłam go. Wtuliłam nos w ramię, wsunęłam się pod jego koc, zaplątałam w jego nogi. W takim letargu spędziłam chyba trzy godziny, czasem półprzytomnie coś mówiąc, odpowiadając na pytania, komentując opowiadane, jak zwykle absurdalne historie. Wczorajsza była o morderczym autobusie linii nr 7, porywającym pasażerów z przystanków, taki amatorski Monty Python. Doskonały ;)

Wyszłam jak odnowiona. Remont ciała i ducha.
Było bezpiecznie i ciepło mimo 20 stopni w pokoju.
Było zaskakująco swobodnie, mimo, że byłam tak blisko.
Było dużo miejsca w jego bluzie, bo mój garnitur okazał się mało wygodny do leżenia na materacu, i zrobiło się jakby więcej miejsca w mojej głowie.

Dopiero w domu zdałam sobie sprawę co się zdarzyło.
Nic. A przecież.

Leżę tu, leżeć chcę
Aż zredukuje się do ostatniego z tchnień
Aż grawitacja mnie wypuści z objęć...
[hey]


25.11.05 09:20:37

Komentuj (6)


Od dziesięciu chyba lat, te bluesowe noce są tak wyjątkowe.

Dziś Many More Experience Band – absolutnie fantastycznie niekłamany kawałek bluesa z Czech, doskonały do interpretacji (nadinterpretacji warstwy tekstowej – wraz z Małą M. tłumaczyłyśmy na „nasze” ten trudny język;), usłyszeć „the thrill is gone” po czesku – odlotJ) potem Harriet Lewis i Jazz Band Ball Orchestra – jak zwykle fenomenalna, tym razem dodatkowo z chórem gospel. Miałam autentyczne dreszcze.

Wczoraj zaś najciekawszy Bulldog Gravy czyli post industrial junkyard blues. Ostro, co? Pewnie, zwłaszcza, że wykorzystują „instrument” skonstruowany z kawałków blachy, metalowych rur, części starego traktora itd.… perkusista gra na starej walizce i pudle po kapeluszach, rytm wybijany bywa za pomocą grubaśnych łańcuchów… Akustyczny postmodernizm, powalający!!


Magik, który nigdy jeszcze nie był tak blisko jak wczoraj w nocy, dziś trochę jakby zmieszany, potem smutny, bo tzw. „Była” - była tuż przy nim. Ładna, zabawna i ma świetne nogi. Jestem zazdrosna. Jako „Niedoszła”.

Magik, wczoraj to on pierwszy zaczął. Miałam wyjść około 2. Zjedliśmy kolację, zaczęliśmy gadać. Spałam jak zabita, omotana wokół niego, czując jak wywąchuje Cinema z mojego karku. Parę chwil przed 4 odprowadził mnie do samochodu. Nadal bez podtekstu. Jak, pytam, jak to jest kruwa możliwe??? Dziś zaspałam na zajęcia.

Gadaliśmy o tych byłych. Eks wczoraj nie popisał się. Z premedytacją wywołał we mnie dużo złych emocji, nie był trzeźwy i do tego kłamał. Tracę do niego szacunek, którego do tej pory miałam bardzo dużo. Dziś na koncercie podałam mu rękę, żeby się przywitać i poszłam dalej. Głupie. Mam wyrzuty sumienia, a Magik mówi – ofiary zawsze obwiniają same siebie…

Jadąc wczoraj o tej 4 przez pół miasta myślałam, że wszyscy ci faceci, których ostatnio zrobiło się jakby… yyy wielu, są oczywiście przemili. Że ujmujące są dowody sympatii, adoracja, ale i zwykły podryw, że nawet przyjemne są przyklejające się spojrzenia gdy przechodzę obok, i że czasem tak bardzo mam ochotę żeby facet mnie zwyczajnie przeleciał..

I że najważniejsza…, że najwięcej znaczy magikowa dłoń w moich włosach i ciepło jego palców w moich.


27.11.05 02:40:10

Komentuj (3)


Poranne zorze, poranne zorze

Wychodząc z domu miałam jakieś 37,2 ale teraz chyba mi gorzej.
Wczoraj zaczęło mnie ścinać z nóg jeszcze na zajęciach, wracając w autobusie myślałam tylko o tym, żeby nie pokazać zawartości własnego żołądka współpasażerom, a potem.. potem w domu to już niewiele pamiętam.

Miałam odwieźć Wielkiego Brata na dworzec, ale jak się obudziłam, to obejmowałam muszlę klozetową, a Brata już nie było. Sister umówiła się ze znajomymi i choć wróciła na chwilę z lekami, to wywołała tym tylko mój głęboki żal nad samą sobą oraz pretensje do całego świata, ze leżę sama w pustym mieszkaniu i nawet nie mam kogo o herbatę poprosić. Nie zostawiłabym jej, ani nikogo innego z gorączką i wiaderkiem przy łóżku. Nie wiem czy bardziej byłam zła czy rozżalona.

Ale. Najpierw zadzwoniła Mała M. i odezwał się JJ z dobrymi radami, bo oni już przeżyli ten rodzaj wirusa. Co łykać, jakie są najlepsze metody ekhemm pozbywania się treści żołądka, itp. Chwilę później obudził mnie sms od M., z jubileuszowego koncertu VooVoo, no ten to ma wyczucie…kilka ciepłych słów, bo „ta zima kiedyś musi minąć” i że „jeszcze wszystko będzie możliwe”. Magik dopytywał się jak się czuję i kiedy może mnie odwiedzić, więc nastąpi to zapewne dziś i zapewne wraz z Grupą Wsparcia. Cóż muszą mnie kochać bez względu na odcień zieleni na twarzy.

Humor mi dopisuje, ale siły nie.


28.11.05 10:29:47

Komentuj (7)


The more that we take
The paler we get


Pierwsza kawa od niedzieli. Rozkosz, czysta czarna zniewalająca zapachem rozkosz.Jedyne co tolerowałam do dziś to były kisielki. I mimo nazwy, to nie były moje najsłodsze chwile...

Trochę nerwów. Tak jak irytowała mnie ta choroba, bo wzięła się nie wiadomo skąd, tak być może jestem podenerwowana, bo nie wiem jak śliska jest podstawa na której stoję. Kiedy, do diaska, rozpadło się to moje poukładanie? ”Thinking small” – Saturn w koniunkcji z Merkurym od września. Fuk.

Niestety wyładowuję się na otoczeniu, pokazując jak bardzo nie potrafię powstrzymać się i za to jestem zła na siebie. Wczoraj oberwała Babcia. Droczyła się ze mną, specjalnie, ale mimo wszystko nie powinnam zezłościć się aż tak.

Oczywiście Magik twierdzi, że dawanie upustu własnej złości działa czyszcząco, ale może nie wie, że prawdopodobnie to on sam również jest przyczyną owego podirytowania. W poniedziałek przypilnował osobiście i bardzo opiekuńczo, żebym nie ruszała się z łóżka, obejrzeliśmy zaległy mecz Barcy i wybraliśmy odtwarzacz empeczy (lala, lala ;))))) już niedługo będę na stałe podłączona do dźwięków, które ostatnio jakby mocniejsze, ostrzejsze, głośniejsze).

A między nami jest wszystko i nic. Księżyc w koniunkcji z Merkurym:
If the lunar tendency triumphs, you will be able to discuss your emotional situations, but you will be very emotionally involved and subjective. On the other hand, you will really live and feel your emotions, so that something real is communicated between you.(…) Obviously the energy in this relationship is powerful. Unless you use this energy wisely, it could create great difficulties for both of you. Yet it is also a great opportunity to experience a relationship that can change your whole life.

Może tak na andrzejkowej fali zaczytałam się w te forecasty…

I mam jeszcze kilka takich drzazg, które jątrzą. Że może z Młodą trochę za mało rozmawiam, ze z Babcią i Wielkim Bratem ostatnio tak „po łebkach”. Zamiast „przy” chciałabym być „z”

Hey, the closer we think we are
Well it only got us so far (...)
But underneath we're not so tough
And love is not enough
[NIN]


30.11.05 13:10:57

Komentuj (7)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu