Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Sometimes it’s hard to be a woman
Giving all your love to just one man


Ma tematyka hydrauliki nie tyka, parafrazując tekst znanego i lubianego zespołu młodzieżowego :P. W związku z tym wczorajszy wieczór dostarczył mi nowych wrażeń. Mianowicie zaczęło cieknąć. Broczyć. Sączyć się. Wiaderko napełniło się w ciągu trzydziestu minut. Po niezbyt wysilonych samodzielnych próbach opanowania stróżki postanowiłyśmy z Sister zasięgnąć rady krewnych i znajomych. Niestety, wpadli dokładnie na te same pomysły co my. W administracji nikogo już nie było, a telefon pod nr 994 (wyczytany zmyślnie na klatce schodowej), czyli pogotowie wodno -kanalizacyjne postanowiłam zostawić sobie na specjalniejsze okazje.

No dobra, mowię Siostrze mocnym głosem, mającym udowodnić, że taaa, starsza panuje nad sytuacją, don’t panic, zakręcimy na noc wodę w całym mieszkaniu, a jutro zadzwoni się po hydraulika. Wyruszyłyśmy na poszukiwania zaworu. Dwie dziewczynki i jeden śrubokręt to jednak za mało by otworzyć metalowe drzwiczki, chroniące największy skarb spółdzielni – liczniki, kilka rurek oraz jakieś pokrętła. No to co? Pukamy do sąsiadów.

Sąsiad otworzył ów sejf niemalże jednym wprawnym ruchem wywołując westchnienie zachwytu, ale też zapytał – po co ta akcja? I co?
Mój sąsiad okazał się być..
nie elektrykiem
nie spawaczem
nie piekarzem
ani nawet nie młotkowym,
mój sąsiad oświadczył, że tak się składa, że jest HYDRAULIKIEM!

Laboga, to świetnie!! Potem pewnie tłumaczył swojej młodej wysolariowanej żonie, że sam nie wie jak to się stało, iż tak nagle znalazł się w naszej łazience. Wymiana uszczelki zajęła mu kilka minut, tyle samo co mnie skok do sklepu po dwa heńki – no, żonie też kupiłam.

A potem to już tylko zanosiłyśmy się od śmiechu wykręcając mokre szmatki, że sytuacja - klasik z duńskiego filmu porno z lat 70-tych. Natychmiast przyszła nam ochota na zrobienie sobie fryzur a’la Abba, lub uwspółcześnioną wersję na „najnowszą Madonnę”, ale było już późno. Innym razem ;)



When nights are cold and lonely
Stand by your man


01.12.05 10:42:42

Komentuj (8)


Roadhouse Blues

Śnieg na drodze. Zamarznięty w lesie, potem rozmazany na szosie, wszędzie śliski. Prułam na moich zimówkach z trójkową sjestą Kydryńskiego w głośnikach. Zdążyłam odwieźć Wielkiego Brata, zrobić zakupy i sałatkę w stylu iście hiszpańskim, co by rozgrzać nieco atmosferę. Chociaż.. lubię taką zimę.

Spóźnione Andrzejki, zwane w naszym przypadku JJ’kami. Nalewkę wiśniową polaliśmy, karty rozłożyłam każdemu z osobna, nawet woskiem kapaliśmy (co prawda przez klucz francuski :P), choć właściwy andrzejkowy wieczór już był. Ale to chyba mniej ważne, tak jak to, że odeszłyśmy od tradycji babskiego wróżenia o tej porze roku. Ważne było ciepło świec i częstotliwość śmiechu, i wojna na śnieżki, i późniejsze suszenie kolorowych skarpetek.

Z wosku ulałam cherubinka z fają lub bukłakiem wina – interpretacja Grupy jednoznaczna: miłość absolutnie upajająca bądź odurzająca, szalona. Oh really?

***
I jeszcze:

mam nowy malutki boski odtwarzacz empeczy, już teraz zawsze z mooją muzyką na uszach.. Magik poświęcił sporo czasu i starań abym mogła kupić właśnie taki jak trzeba: 1GB, z dźwiękiem, który wręcz wlewa się we mnie, leciutki…:)))

Atramentowy znowu zapraszał mnie na spacer. Zakochał się, czy jak??!? Zdziwienie moje jest autentyczne.

Sister ma wyrusza w podróż poza granice kraju, będę więc martwić się o nią i trzymać kciuki jednocześnie. Sama zaś zapewne robić będę wszystko, by nie zostawać w czterech ścianach, co oczywiście świadczy o tym, jak bardzo boję się własnych myśli teraz. Wiem, ale jeszcze nie chcę z tym walczyć. Jak mówiła Scarlett O’hara z „Przeminęło z wiadrem” – pomyślę o tym jutro. W każdym bądź razie – kiedy indziej.

Jeja, no nie zapomnę sceny jak Vivien Leigh była zasznurowywana w gorset przez Nianię przed balem. Kurna, a uśmiech Clarka Gable’a??… dlatego właśnie mamy słabość do drani, bo jako dziewczynki podkochujemy się w Rhettcie Butlerze.



I słucham sobie Doorsów.
Keep your eyes on the road, your hands upon the wheel
Yeah, we're goin' to the roadhouse..


05.12.05 00:03:39

Komentuj (1)


Z rozmów z M.

który jako mikołajkowy prezent sprawił sobie alkoholowo - erotyczną przygodę z małolatą, a z którym to umówiłam się na całonocne wino w ten weekend.

- no nie wpadnę na łikend –oświadcza M.- urwanie dupy mam, przedświąteczna sraczka
- :( buuuuuuuuu, na 19-letnie dupy to masz czas (zaczynam robić mu tzw. scenę)
- za dużo tego, ale od 20-go biorę urlop
- a pewnie, za dużo, a może za mało lat?!!
- kochana, powiem ci wprost: za stara jesteś, ja sie już takimi rupieciami nie interesuję..
- powiem ci wszerz, wole być stara niż głupia
- prawda jest taka, ze lepiej być młodą i głupią niż starą i mądrą, ale i tak uwielbiam cię taką jak jesteś.
- wypchaj się wiesz? bożonarodzeniowym siankiem!!
- idź se do tego nowego (to o Magiku), niech okaże się taki sam, potem sama wrócisz.
- a pewnie że pójdę, ty ty ty... ty nikczemniku ty!!
- olaboga, aż się wzruszyłem..
- tylko mi się nie rozpłacz, na łzy mnie nie weźmiesz, ale dopuszczalne sa drogie prezenty :)
- wiem, jestem podły..
- na samokrytykę też nie jestem wrażliwa, tym bardziej twoją, wiem cóżeś za jeden!
- oszukuj sie dalej, jesteś taka piękna kiedy wierzysz w kłamstwa.
- a ty jesteś taki męski, gdy kłamiesz.
...

And I'll be your gay friend Cuz your marriage never ends
Till we fuck and fight again There's a space between us
So jump into my bed
And pretend the world is dead
[R.Williams]


06.12.05 14:59:19

Komentuj (1)


Ho

Kolacja, mecz, wanna (to jest jak jazda na rowerze;) nawet najdłuższe lata posiadania li i jedynie kabiny prysznicowej nie zatrą wspomnienia kąpieli w pianie, machania nogą pod gorącym strumieniem, spania i czytania, czytania w wannie..) . Zmęczone po fittnesie mięsnie ogarnął kompletny bezwład, ciało zalała fala ciepła, myśli zaś odpłynęły zupełnie. Piłam wino, czułam zapach świecy, którą mu wczoraj przyniosłam i słyszałam Múm.

W mieszkaniu Magika zwykle jest około 19 stopni, a ja emanowałam temperaturą, nieprawdopodobne u mnie ciepło dłoni rozgrzewało zawartość trzymanego kieliszka. Otulił mnie jak małą dziewczynkę, ciasno, mocno, spaliśmy jak embriony, zamotani w kołdry i w siebie, zsynchronizowani,
kto mi uwierzy, że można wtulić się nie dotykając?

Kawa, tosty, męski szampon do włosów.
Pachnę jak facet, to nawet przyjemne, ale włosy mam jak miotła po eksplozji, odżywka to jednak dobrodziejstwo..

Zostawiłam samochód pod jego blokiem, miałam ochotę na spacer.
Z własnego domu muszę wyruszyć w kierunku przystanku o 7.25, od niego mam 15 minut piechotą! Trochę tam zostało jego Byłej, w rysunkach na ścianach, w damskich paskach w szafie, w rozmowach oczywiście też. Tylko czasem mnie to irytuje, Magik poświęca mi tyle uwagi, że nie czuję zagrożenia, jedynie zwykłą, najprymitywniejszą zazdrość.

Czas wczoraj zawieszał się, zacinał; nie spieszy mi się, nie tym razem. Dziwne to wszystko. A pod ciemieniem wydrukowane „Ho”

Wczoraj zdołałam wrocić do łona matki,
Pamięć wraca dziś
Co w niej jest, czego nie mam ja?
(…) obrastam w siłę, bronię się…


07.12.05 11:21:48

Komentuj (6)


Na łeb szyję ewidentnie, krew się sama rwie do pulsu,
ja tym tętnię…


Dziesięć godzin w pracy, piętnaście poza domem: hiszpański, fitness, do tego ta rozchlapana aura.. Niecierpliwość i niepokój, i swego rodzaju niemożność mnie ogarnęła.

Jakieś nieporozumienia w korespondencji z Panem Nieustępliwym Negocjatorem, wynikające z mojego nadwątlonego poczucia humoru (tak, nadal do siebie ślemy arcyciekawe pseudoliterackie mejle, z tym, że już zupełnie o czym innym, już nie formalnie choć ze służbowych skrzynek …
a to ci dopiero znajomość internetowa..).

Kofeina już nie krąży w żyłach, od razu wsiąka i ślad po niej ginie.
Choć zapach wciąż mnie pobudza.

Jutro służbowy wyjazd, powrót w sobotę i prosto z dworca na uniwerek, bo nie chcę opuszczać zajęć. Nie wiem czy rano zdążę przywieźć do domu Sister, która wraca ze swoich zagranicznych wojaży, a chciałabym ją jutro zobaczyć, bo jeśli nie, nastąpi to dopiero w niedzielę.

Hectic pace, ale do zadyszki jeszcze mi daleko.

Halo, halo i po co ja tak biegnę, przed tym co będzie i tak nie ucieknę,
Bo co wtedy jeśli cały ten świat w jednej sekundzie by na głowę nam spadł..
[Jamal]


08.12.05 23:30:03

Komentuj (5)


Hołm słit hołm

jestem zmęczona, ale zadowolona, Sister obok na kanapie – dla odmiany chora, ale szczęśliwa. Wojaże póki co zakończone.

(Na)walne zgromadzenie branży było istną lekcją życia – kiedy milczeć a kiedy mówić, kogo słuchać faktycznie, a do kogo jedynie uśmiechać się rozumiejąco, dużo cennych informacji, ale też obrzydliwe gierki, plotki, prezesostwo, derektorostwo, garniturostwo. Pratchettowski język dyplomacji miałby zastosowanie – bez ironii – w każdym calu.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że to jest moja działka, ze mnie ciekawi i cieszy. Było zajmująco, gwarnie, z dobrym winem i kolacją na koniec i nieformalnym gadaniem do świtu o doświadczeniach ze służbowej dziedziny.

Tak to wszystko chłonęłam, że zapomniałam, że jestem młodsza od pozostałych trzydziestu uczestników o jakieś dwadzieścia lat, przypominało mi się wówczas gdy uświadamiałam sobie że mają też kilkanaście lat więcej wprawy w spożywaniu alkoholu. Oczywiście sama poprzestałam na tym przepysznym czerwonym winku.. mniam. Czasem bywało nudno, gdy rozmowy przy stole schodziły na mrożenie bigosu dla dzieci, ale mnie obserwacja ludzi fascynuje, a wystudiowana przez pięć lat socjologia przynosi wymierne korzyści również w takich momentach:)

I jeszcze potwierdziło się, że mężczyżni z prawdziwą klasą zachowują swój urok bez względu na wiek i są absolutnie ujmujący, nawet gdy włosy już srebrne, ale spojrzenie wciąż błyszczące...

Do tego byłam w przepięknych miejscach, gdzie zima i śnieg i zamarznięte jeziora, i lasy pod śniegową czapą… chyba złapałam trochę świeżej energii, tak na koniec roku bardzo się przyda, żeby z rozpędem wejść w nowy.
A jest poważny plan ażeby ten Nowy przywitać nad zimowym morzem z Crazy M, która od wczoraj jest mgr.inż.arch.. :)

Therapy? Single & acoustic; niezawodnie otwiera opadające powieki,

Here’s no guns firing now
Big yellow cranes hold up the clouds
And this season’s changed me
I’ve fallen into a different skin
[“Loose”, Therapy?]


10.12.05 19:50:41

Komentuj (8)


Just ignore the smoke and smile

Zapieprz, pęd, ale opłaca się. Jesteśmy pierwsi.
Ale wciąż jest multum rzeczy do zrobienia. To służbowo.

Prywatnie, oprócz tego, że tylko sypiam w domu, to poruszam się powoli i intuicyjnie. Już nieco nerwowo. Bo znów wątpliwości, a niepewność mnie irytuje. Milczę, myślę sobie, odezwiesz się jak ci zależy.. a potem zaraz – bierz babo sprawy w swoje ręce, bądź tuż obok.. a potem, hej hej kto tu ma o kogo zabiegać.. i znowu – że w sumie, skoro nam obojgu zależy, to nie ważne, kto kogo pierwszy zaprosi na mecz.

Chcę być jedyna, wyjątkowa, skupiająca całą uwagę. Tylko dla niego. A z drugiej strony coraz mniej we mnie emocji, nie czekam na wiadomości, nie wysyłam. Jestem inna niż ona i chcę być inna, nie chcę być tą drugą, ale wiem, że nie będę z nią walczyć. Brak pomysłu na ciąg dalszy.

Mistook their nods for an approval (…)
Call it aftermath, she's turning blue
Such a lovely color for you…
While I just sit and stare at you
[“Blue”, A Perfect Circle]


13.12.05 21:42:16

Komentuj (3)


Good Morning Wietnam

Ktoś wstając rano z łóżka nadepnął na coś ostrego, raniąc sobie nogę, potem został wypchnięty z kolejki po świeże bułeczki, bo zagapił się na Mandarynę na okładce „Halo”, myśląc – jak to jest możliwe, że ona jest tak naciągnięta na twarzy, mimo posiadania dzieci i męża, którego sam widok przyprawia o zmarszczki. Być może potem temu komuś dwa razy zgasł samochód na skrzyżowaniu, co było świetną okazją dla innych kierowców do „zatrąbienia” go niemal na śmierć za małe opóźnienie na ulicy. A później nie było miejsca na parkingu i podczas manewrowania między innymi postawionymi byle jak autami, trzeba było odebrać telefon przypominający o bardzo nieprzyjemnej i zapomnianej już sprawie, która stała się jeszcze bardziej nieprzyjemna, ale już do tego niecierpiąca zwłoki.

Ja potrafię to sobie wyobrazić. I jeszcze dużo więcej.
Że kot zachorował, że zepsuł się zamek w kurtce i nijak nie da się tego ukryć, że awantura u sąsiadów nie pozwalała zasnąć do trzeciej nad ranem, że znowu nie ma komu przynieść z piwnicy jednej bardzo ciężkiej rzeczy.

Nie muszę sobie nawet wyobrażać, że pogoda jest szklana, że biomet niekorzystny, że horoskop kłamie, że jest czwartek, który jest już końcem męczącego tygodnia, ale ma w perspektywie jeszcze piątek do przepracowania.

Ale to czego nie mogę pojąć, to efekt domina jaki ktoś taki powoduje. Bach bach bach kolejno obrywa recepcjonistka, panowie montujący nowe piękne drzwi na fotokomórkę, pani, która zadzwoniła jako pierwsza i pan, który jakoś przypadkiem nawinął się nieświadom, że na własną zgubę. Recepcjonistka trąca kanciastym słowem Panią Sprzątającą hol, Monterzy psioczą na wchodzących do budynku pracowników, ci zaś z oburzeniem patrzą na Zagubionego Pana Nawiniętego, który plącze się wszystkim pod nogami. Ach, Pani Dzwoniąca zostaje przełączona do kadr zamiast do księgowości i tam rzuca się na pożarcie zupełnie na to nieprzygotowanej pani Danusi. Ta zaś, jako że jest złym przewodnikiem złości, kumuluje wszystkie nerwy w sobie, cały dzień trzęsą się jej ręce, a odpłacze swoje dopiero w nocy.

Dzień Dobry! mówię wchodząc do Pana Nawiniętego Już Świadomego i Panów Monterów oraz Recepcjonistki i Pani Sprzątającej, zerkającej na tę ostatnią i zaciskającej złowrogo kij od mopa… DZIEŃ DOBRY!, odpowiadają chórem i ku własnemu zaskoczeniu wszyscy zaczynają się śmiać…

The colors of the rainbow so pretty in the sky
Are also on the faces of people going by
I see friends shaking hands saying how do you do
They're really saying I love you.
;-)

15.12.05 12:37:10

Komentuj (9)


moc truchleje

Krajobraz jak z ruskiej bajki, ha, białoruska sieć MTC odcinała nas od świata równie skutecznie, co sypiący z niemożliwą intensywnością śnieg. Musieliśmy opuścić ciepłe wnętrze samochodu JJ’a, aby odsunąć zwalone na drogę drzewo. Udało się. Ruszyliśmy po to, żeby sto metrów dalej zatrzymał nas … łoś. Dalej już spodziewaliśmy się nawet słonia polarnego. Zamarznięte jęzory śniegowych zasp zwiewanych z pola na drogę, uniemożliwiały wyminięcie samochodów sunących z naprzeciwka. Trochę strasznie, ale jednocześnie spokojnie, bez niezdrowych emocji, bo JJ to taka ostoja spokoju.

Wyprawa przez podgraniczne rubieże kraju, przez biało – biały krajobraz, aby spotkać się na wigilii z Grupą Wsparcia. Nieco zmiksowaną, bo trochę moją, a trochę bardziej JJ’a i Małej M, a z lekka już obie gromady zazębiają się. W końcu chodzimy do tych samych knajp, na te same wystawy, koncerty, słuchamy podobnej muzyki, wymieniamy się książkami. Ktoś się zakochuje w kimś, ktoś kogoś odwozi do domu i tak jakoś skupiają się ludzie.

Kilkanaście osób w mieszkaniu o ścianach w słonecznych kolorach, kilkanaście potraw, z których każda przywieziona z innego domu, biblia, opłatek, ciepło. Przecież są wśród nas i ateiści, katolicy i prawosławni, są wegetarianie, którzy odstawiają śledzie na drugi koniec stołu i cynicy co świąt nie lubią za zamieszanie i komercję.. Ale wszyscy chcą być ze sobą i w taki bożonarodzeniowy sposób, bo to okazja do spotkania, porozmawiania, złożenia życzeń, bo jesteśmy sobie bliscy. Jest to też normalna impreza do wygłupiania się, z której wychodzi się po to, by kupić wino i powalczyć na śnieżki.

Późnonocny powrót już po czarnej, posolonej szosie, w półśnie, z tyłu, na ogromnym siedzeniu włajażera, jak nazywa ich auto Mała M. Oblepione białym puchem gałęzie zsuwały się po szybach, oblepione Magikiem myśli zjeżdżały gdzieś na tył głowy.

"Śnieg zasypał dzisiaj wszystkie drogi
Niewinnością białym płaszczem..."


18.12.05 21:21:53

Komentuj (5)


A green field from a cold steel rail

Poniedziałek papierowo-urzędowy, chroniczne już przeziębienie, biurokracja która nie pozwala nic doprowadzić do końca, spychanie na siebie wzajemnie obowiązków - to wszystko ciągnęło się do dziś. Kto wie, może jutro nastąpi ciąg dalszy. Dwa tygodnie w okolicy świąt wyobrażałam sobie jako czas, który w pracy spędzę na serfowaniu po okolicznych blogach oraz przepisywaniu ze starego kalendarza Bardzo Ważnych Dat i Kontaktów do nowego. Figa z makiem i to bez świątecznych bakalii.

Biurowa masakra segregatorem i pieczątką.

Śnieg wali, z nosa cieknie, fleki odpadają.

Gdzieś tak po 11, choć za oknem brudny śnieg, w głowie zrobiło się zielono, wiosna. Nie napiszę co Ktoś zrobił, bo i tak trudno uwierzyć. Domyślam się Kto, pierwszym podejrzanym jest Pan Nieustępliwy Negocjator, któremu ostatnio wspomniałam o „Back Against The Wall” Pink Floydów, wskazywałaby na to mała kremowa karteczka…

Ja usiadłam, wszyscy obecni w biurze wstali. Wielki uśmiech przylepiony na twarzy do końca dnia, jeszcze większe problemy z koncentracją.

How I wish, how I wish you were here.
We're just two lost souls swimming in a fish bowl…


21.12.05 23:19:30

Komentuj (3)


Ciepłych choć śnieżnych,
bliskich, nawet z tymi co hen daleko,
udanych i radosnych Świąt,
pełnych pozytywnych wzruszeń.
Oby ten wyjątkowy nastrój wesołości i refleksji jednocześnie,
dał nam siłę na cały rok.


Christmastime has come
There'll be toys for everyone
Cause christmastime has come for you
[Smashing Pumpkins]




* * *
ech, co za dzień


Niby wiem już, że nie wolno oceniać dnia przed zachodem słońca. Mimo wszystko zastanawiając się nad minionym rokiem nie przypisywałam jego ostatnim miesiącom zbyt wielu punktów. Dużo tęsknot, wiele niepewności.

aż tu dziś...

premia i propozycja zawodowa, nad którą mam się zastanowić do połowy stycznia

w mejlowej skrzynce wiele słów od Pana Nieustępliwego Negocjatora, tak ciepłych, że można z nich utkać koc na zimne wieczory..
mgliste poranki, leniwe popołudnia.. :)

[dzień, w którym grzeszą nawet anioły
i nawet niebo wydaje się być tak niedalekooo...]



23.12.05 10:34:43

Komentuj (7)


Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo

Spotkanie z M., który jak zwykle po przyjeździe ze stolicy wpada w me ramiona po kilkudniowym maratonie alkoholowym, upodlony ale szczęśliwy, aby znaleźć ukojenie i spokojnie nagadać się na następnych kilka miesięcy. Rzadko się widujemy, ale najważniejsze jest to, że mimo upływającego czasu i zmieniających się warunków – trybimy, pasujemy, rozumiemy się tak bez słów jak i za ich pomocą.

Zakochany jak szczeniak, ale widzę, że to zadurzenie mocno erotyczne, dobrze mu, ale nie mówi o niej inaczej, jak przez pryzmat łóżkowych przyjemności, mało się znają, mocno oddziałują na siebie. Mam nadzieję, że jak już opadnie pierwsza fascynacja zobaczy więcej, a nie będzie musiał usilnie doszukiwać się pozytywów. On musi mieć kogoś, kto będzie go motywował, ale i wprawiał w dumę, ona musi być wyjątkowa, bo tylko taka dotrzyma mu kroku. Cieszę się, że jest szczęśliwy, dobrze widzieć go tak nabuzowanego, chce się starać, bo ma dla kogo i mam nadzieję, że ona jest tego warta.

Złożył mi życzenia świąteczne: Zdrówka, bo przecież resztę wywalczymy sobie sami. M. - niezmiennie wzór ambicji, ale tej zdrowej, bo podpartej marzeniami.

Damsko – męskie dywagacje przez cały wieczór. Mówi: „uwielbiam ten twój brak wyrachowania, twoją szczerość, która jest tak rozsądna..”. Pytam go, a to przypadkiem nie jest naiwność??? Jeszcze chce mi się wierzyć, ale coraz trudniej ufać.

[„Nie rozmieniam na drobne słów, cenię sens, mijam czas.
Nie przyśpieszam, bo wiem na najlepsze trzeba poczekać i tak…”]


27.12.05 11:19:45

Komentuj (5)


Ślisko. Ślizgałam się dziś do pracy wyjatkowo nie trzymając rąk w kieszeniach, ażeby w razie potrzeby wspomóc się wszystkimi możliwymi kończynami przed rympsnięciem, wybiciem ząbków tudzież najklasyczniejszym szpagatem. Aż tak rozciągnieta JESZCZE nie jestem,
a nie chciałabym się rozciągać znienacka..

Ślisko, myśli drżą łapiąc równowagę. Minął tydzień od niespodziewanej niespodzianki jaka spotkała mnie w biurze. Dziś było niemniej zaskakująco,ale jeszcze bardziej dało do myślenia. Zaczynam robić się podejrzliwa i nie ukrywam,
chyba zaczynam się tej historii obawiać.

Śpiewam sobie:"Byłabym i listonoszem co im listy nosi miłosne, gdy nie kocha ich już nikt, i wielbicielem cichym tak, że kwiaty zostawił raz ..." Każdej, każdej życzę kwiatów bez okazji, wtulania nosa w purpurowe płatki w tak lodowaty dzień, albo tego rozstrojenia, nieznośnej roznoszącej dekoncentracji gdy patrzy się na bukiet stojący tuż, paaachnąąąącyyy niemożliwie..

Myślę sobie, że może jestem naiwna. Że zbyt otwarta. Że zbyt ufna, mimo wszystko. Pan Nieustępliwy Negocjator jest inteligentnym, ciepłym, zabawnym facetem, ale kim jest poza tym? Mam wierzyć, że to co mu wysyłam z nieskrywaną zresztą przyjemnością, warte jest takich prezentów? Mam myśleć, że Pan NN bawi się, bo się nudzi w pracy? A może przesadzam i powinnam duszę cieszyć i pisać, pisać zupełnie jak dotąd... Pewnie tak.

i dalej sobie śpiewam z Kayah:
Chociaż skradłabym Ci spojrzenie i przycupnęła pod powiekami
Choć nad ranem je znów uchylisz wiem
Nie zobaczę się Twoimi oczam

Nigdy się nie dowiem czy myślisz to, co mówisz mi
I czy mówisz wszystko



A tak już poza tym, to ktoś mi powinien nakopać tyłek, albo walnąć w ten głupi łeb, za chodzenie bez czapki. Kiedyś dzwoniła Mama i pytała: "nosisz czapkę?" a na moją odpowiedź twierdzącą dodawała: "to wyjmij ją z plecaka i zacznij nosić na głowie"

Tego też mi brak - nie ma mnie kto kurna ścigać...


28.12.05 21:29:37

Komentuj (0)


to normalne o tej porze, raz lepiej raz gorzej

Za dużo myśli wczoraj, fatalnie spałam choć o wiele za długo, jestem bez śniadania, kawy, za to w wątłym humorze. Kręgosłup jak korkociąg.

Nie ma co gmatwać się we własne wymysły, dziś wieczór piękności, pakowanko, a jutro … Myk i na wybrzeże. Nie mogę się doczekać
zimowego morza.

[ …muzyka forte
jak zazwyczaj o tej porze noc ciemna jak porter,
porter szumi jak morze]



29.12.05 08:33:38

Komentuj (8)


Stabilnego zdrowia. Bezwarunkowej miłości.
Niewyczerpanego poczucia humoru.
Pomyślności planów i satysfakcji z ich spełnienia.
Nadziei, co trzyma głowę na powierzchni.

Ostatnich pieniędzy, które zawsze jakoś się znajdują. Rubaszności.
Niepraktycznych przyjemności. Pojemnych ramion. Trochę czasu.

I żeby minusy nie przesłoniły plusów.
Żeby z głową w chmurach twardo stąpać po ziemi.
I wiary, że powyższe się spełni.


Gimme gimme gimme a man after midnight… :D



PS. ABONENT WCZASOWO NIEDOSTĘPNY


30.12.05 13:36:02

Komentuj (4)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu