Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Sam na sam

Ostatnie dni rozpaczliwie krótkie, już-grudzień nieubłaganie skrywał w szarościach i mglistościach dolinę Rospudy, nie pozwalając nacieszyć się oczom. Za to uszy koiła cisza, umysł - spokojny i szczęśliwy dom nad jeziorem, w jakim przyszło nam mieszkać. Ciało zaś subtelniało pod dotykiem Najmilszych palców, prężyło się pod gorącym oddechem, kołysało w szerokich ramionach, lgnęło do rozgrzanej skóry.

Dobrze jest wyciszyć w sobie kiełkujące egoistyczne zapędy, butną pewność, utemperować kanciaste myśli. Zwolnić, złagodnieć. Zwłaszcza przy Kimś tak wrażliwym, spokojnym, ciepłym.

Tak się zaczyna każda misja,
Znaleźć człowieka, swoją przystań,
Urządzić po swojemu fragment świata,
Zbratać się z nim (tak czyń)
I nie żałować słowa dobrego,
Mądrego słowa, po drogach wędrować,
Zrobić co tylko się da, aż się dopełni czas.
Tańcz! [M. Czyżykiewicz]


04.12.06 18:54:47

Komentuj (2)


It's just that it's delicate

Nie chce mi się wracać do pracy, oj nie chce, wstawać w ponury grudniowy świt, lamentować nad kondycją fryzury przy tak niesprzyjających warunkach atmosferycznych jak mżawki i mgły. Po dniu dzisiejszym, kiedy to telefon dzwonił służbowo zdecydowanie zbyt często, stwierdzam jednak, iż nawał zaległych spraw jaki mnie czeka wymaga, by zacząć go zmniejszać natychmiast. Od zaklejania kopert ze świątecznymi kartkami po rozwiązywanie skomplikowanych sytuacji handlowych, jakie zaszły pod moją nieobecność. Kręgosłup pobolewa, ale jeśli mam uczciwie przyznać ile czasu podczas tego zwolnienia solidnie przeleżałam to... hm.

Podpieram sobie samopoczucie tak prymitywnymi, acz skutecznymi sposobami jak zakup eliksiru do ciała o zapachu kandyzowanych kasztanów, co po rozsmarowaniu na skórze zostawia migoczące drobinki. Wcinam ciastka z pokaźnymi kawałkami orzechów, popijam młodym winem Eksowym, śledzę wyniki meczów
Barcelona : Werder oraz Galatasaray : Liverpool. Nie jest źle.

Tęsknię mrucząc co smętniejsze kawałki, no zgadnijcie czyje, pewnie, że Rice’a Damiena, no bo czyjeż?
I w głowie mam nie ten ruch dłoni, jakim zjeżdżał po moim nagim biodrze, lecz sposób w jaki czyści szkła okularów.

there’s still a little bit of your ghost your weakness
there’s still a little bit of your face i haven't kissed
you step a little closer each day, that i can’t say what's going on


05.12.06 21:39:19

Komentuj (10)


I’ll be lazing on a sunday

Dzień sponsoruje literka „L”: Lavazza i Leniwa niedziela. Choćby nawet miniony tydzień nie był męczący, to niedziela, gdy nic się nie musi, gdy czasu jest dużo, gdy można przechadzać się z kubkiem kawy zbierając i roznosząc po domu książki, płyty, czasopisma oraz zapach owego boskiego napoju – to jest dopiero relaks.

Powrót do pracy nie był taki straszny, zaczął się czas „świątecznych” spotkań, często odbywanych z obowiązku, często służących temu, by osiągnąć korzyści, taki marketing w bożonarodzeniowym kubraczku. Ale mimo to jest miło, ludzie się śmieją, życzą sobie jak najlepiej, rozmawiają o osiągnięciach, o planach, może nawet trochę się do siebie zbliżają. Po coś przecież są te święta, nie tylko BN, również inne, „cywilne”.
To nieco zmusza ludzi do tego, żeby o kimś pomyśleć, do kogoś przyjść, coś przynieść.

Wysiłek jaki wkładamy w społeczne kontakty zależy od tego jak bardzo są dla nas ważne – tak czy nie? Oczywiście motywacja może być różna – potrzeba serca i rozumu bądź portfela. Na przykład z czystej sympatii kilkanaście osób od lat spotyka się przedświątecznie, po to żeby ze sobą pobyć, najeść się wigilijnych pyszności i wyśmiać w oparach absurdu – jak to miało miejsce wczoraj, z Grupą W. Denerwuje mnie narzekanie na komercyjność świąt, na to, że jest przymus robienia prezentów. Czy nie lepiej traktować je jak dobry pretekst do miłych gestów i jeszcze milszych spotkań?

Nowy rok przywitam w podobnym gronie, w gościnnych choć ciasnych progach mazurskiej chaty JJ. Przywitam sama, choć w tłumie przyjaciół, if you know what I mean. I póki co delikatnie mnie to frustruje. Jeszcze tydzień pracy, potem tydzień wolnego, i już ja sobie wszystko przemyślę...

17.12.06 12:01:38

Komentuj (6)


There’ll be toys for everyone

Oby te Święta dały Wam to, czego najbardziej potrzebujecie:
spokój, radość, rodzinne ciepło, chwile wytchnienia.
I baaaardzo pomysłowe prezentyyy!!! :*

23.12.06 10:56:47

Komentuj (5)


Tyle było dni do utraty sił
Do utraty tchu tyle było chwil...


Zwykle pamiętam o tym, jak bardzo potrafi zaskoczyć każdy dzień... a cóż dopiero rok. Na przykład sądziłam, iż zakonserwuję się w pracy, a zmieniłam ją w połowie roku. Los podsuwa nam innych ludzi i stawia w sytuacjach, a to co z nimi zrobimy leży w naszej gestii. Niech pomyślę, jak wiele może wydarzyć się po tym, gdy odpiszemy na maila w określony sposób...

Odpisałam Najmilszemu i Szefowi Z. Dzięki temu pierwszemu próbuję dotykać najczulszych emocji w jakimś malutkim światku, dzięki drugiemu - poruszam się w strukturze potężnej korporacji. Z obu powodów czuję się wyjątkowo.

Dobry rok. Szybki. Kojarzy mi się z lasem migającym za szybą samochodu. Rok podróży małych i dużych. Rok bardzo pracowity, to zawodowe sprawy pochłaniały mnie najbardziej, to w nich najwięcej się zmieniło.

Trochę się przemieściliśmy. Wielki Brat w stolicy, Sister też coraz częściej. Psa już nie ma. Babcia z ulgą wróciła do siebie, w dwojakim znaczeniu – po operacji i po pobycie u nas. Ale wciąż mamy w sobie poczucie obowiązku, żeby się rodzinnie zebrać. Najważniejsze decyzje wciąż podejmujemy razem. Oby jak najdłużej.

Moi przyjaciele, bliscy, pewni, wyrozumiali. Chyba w jakiś sposób czujemy się za siebie odpowiedzialni, wszak „oswoiliśmy się” na dobre, jak by tłumaczył Małemu Księciu Lis.

Najmilszy jest obecny przez okrągły rok, choć spotkaliśmy się dopiero w lipcu. Niewątpliwie jest Kimś szczególnym, choć pewnie okaże się, jak bardzo... Oprócz tego zagubiony Magik, Jurata, Basista, który kolejny raz rozdrażnił mnie w ciągu jednej sierpniowej nocy. Eks, z którym tak lubię spędzać czas, aż czasami nie wiem co z tym zrobić.
A w Nowy Rok wchodzę sama.

Chcę żeby nadal było szybko, uczciwie, blisko. Dzięki temu czuję się szczęśliwa. W pracy, w rodzinie, z przyjaciółmi. Dzięki temu znów mogę powiedzieć: nie żałuję, cieszę się tym co mam.

Cierpliwości nam trzeba. Wyrozumiałości. Dla siebie nawzajem i dla siebie samych. Wyczucia, współczucia. Empatii.

To daje siłę, daje czas, dobre emocje, to zbliża ludzi - tego Wam życzę na Nowy Rok. Zdrowia i poczucia bezpieczeństwa... po to, żebyśmy mogli sobie poszaleć.

25.12.06 17:29:55

Komentuj (10)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu