Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Some days are slippy, other days sloppy

Obiłam sobie tył własnego jestestwa tak, że obecnie spoczywam na krześle w pozycji korzenia mandragory. Niestety, nie uwalnia to od cierpienia, zaledwie nie potęguje bólu, może dlatego, że jedyne co kontempluję to kształt i kolor jaki przybrał mój pośladek.

Forma i barwa „prawie-lędźwi” będzie ewoluować zapewne przez tydzień, niezmienna będzie pozycja śpiąca – na twarzy.
Boleść nieprzysiadalna.

Some days are sulky, some days have a grin
And some days have bouncers and won't let you in
(…)
Some days are better than others
[U2]


01.02.06 20:46:06

Komentuj (7)


Girls Just Wanna Have Fun

*
- Wiesz, ostatnio mam ochotę robić materiały z dziedziny religii. – mówi E. której pomagamy szukać inspiracji do pracy - W jakiejś wiosce założył się nowy kobiecy klasztor... Cztery samotne mniszki w lesie – to jest temat!
- Może to tylko przytulające się do drzew wegetarianki? Hodują dready?
- Kto tam wie, co maja pod habitem...

**
- Kupowałaś ostatnio fajne staniki?
- Nie, fajne staniki kupuję gdy mam wielką chandrę, ekstra pieniądze albo randkę z perspektywą.. A ostatnio nie wystąpiło żadne z powyższych..
- To dobrze i niedobrze...
- Jak to w życiu, moja droga, a ty z jakiej okazji szukasz?
- Schudłam, dlaczego zawsze chudnie się tam, gdzie nie trzeba?? Dziś sugerowano, że muszę zjeść najwięcej tortu bo inaczej będą mnie wsuwać pod drzwiami do tajnych gabinetów i pokoi z dokumentami...

***
- właśnie to jest najgorsze - ja nie wiem czego chcę.. – wzdycha E.
- Dopadły cię wątpliwości z cyklu - telewizor meble mały fiat, tak? – chwytam w lot jej nastrój - Może zacznij z drugiej strony, wiesz czego nie chcesz? Może trochę dłużej trwać, zanim wyciągniesz wnioski, ale mogą być za to pewniejsze.
- hmm, niezły plan. Wiesz co... chcę iść do kina. To znaczy, nie chcę nie iść do kina - jak wolisz.
- No widzisz!

Oh,when the working day is done,
Oh, girls, girls just wanna have fu-un...


02.02.06 19:46:40

Komentuj (4)


Opieka to nie tylko zapewnienie życzliwości, czułości, wsparcia.
To także czujność, ochrona, podejmowanie decyzji, które wpływają na kogoś innego. Tak trudno jest zabronić tłumacząc się troską. Tak bardzo złości egoizm nieodpowiedzialności, gdy sama kieruję się racjonalną dbałością. Jak rozsądnym tłumaczeniem trafić komuś do serca? Jak mimo własnej do kogoś słabości ustawić niezbędne granice?

Pokłóciłam się z Sister. Mocno. Zobaczę ją dopiero jutro. Nie wolno tłumić w sobie złości, szybko należy wyjaśniać nieporozumienia, ale w sumie to dobrze, że mogłam wszystko przemyśleć. Spokojnie porozmawiamy o regułach, gdy wróci.

Ja nie tylko się o nią boję. Ja się wręcz boję myśleć, że mogłoby coś jej się stać. Ale przecież nie mogę jej osłaniać własną miłością podszytą czarnymi myślami. Jest wolna, pełnoletnia. Ale jak mam ją przekonać, że widzę trochę więcej, bo z dystansu?

Przypadkowo E. przyniosła dziś „Lemony snicket: Seria niefortunnych zdarzeń” - projekcja obowiązkowa jeśli chcecie zobaczyć historię o mądrych sierotach, podejrzanym pożarze, wstrętnych pijawkach, włoskim jedzeniu i tajemniczym towarzystwie



Ty na pewno inaczej odbierasz ten film – powiedziała E. śmiejąc się z Carreya, ale z bardzo poważnymi oczami. Jadąc rano na zajęcia złapałam się na myślach, że czasami, rzadko ale jednak, mam dość. Mam pretensje. Podczas oglądania tej... bajki wrócił zwykły stan umysłu,
przyjęty jako spadek i ostatnia wola, i błogosławieństwo.

"Na świecie jest więcej dobra, niż zła.
Wystarczy uwierzyć.
Jeśli coś wydaje się szeregiem niefortunnych zdarzeń,
tak naprawdę będzie pierwszym krokiem w podróży.

Co by się nie stało będziecie opiekować się sobą nawzajem.
Jak zawsze. Pamiętajcie o tym i nigdy nie zapominajcie.
Wspierajcie się wzajemnie. Jesteście rodziną. Stanowicie DOM...


...zawsze jest "coś".
Coś, co trzeba wynaleźć, przeczytać lub ugryźć.
Coś, co trzeba zrobić aby znaleźć schronienie.
Nieważne jak małe."


04.02.06 22:54:49

Komentuj (3)


Stop orkiestra!

Mam ochotę na czerwone wytrawne wino i tango (niekoniecznie wytrawne, raczej improwizowane). Jacyś chętni? Nie ? ?

Z winem sama bym sobie poradziła, gorzej z tańcem.
Co nie znaczy, że bym nie spróbowała.

A tak pięknie akordeon gra. Pararara raraa ra...

Czerwone Tango - daj usta niech przeminie ból i żal..

05.02.06 20:50:17

Komentuj (11)


Let It Snow

Winter’s back. Wot siurpryza.
A na drogach iście po polsku, ale słów mi brak.

Mielony śnieg z solą, niezbyt wyszukane danie, dziś doprowadziło mnie wręcz do skurczu żołądka. Albowiem nieświadoma czyhających zagrożeń radośnie wyruszyłam bluesmobilem do pracy. Kierowałam się potrzebą szybkiego przemieszczania, ponieważ planowane były na popołudnie i wieczór m.in. seans „Jarhead” z Grupą Wsparcia w moim domu, a oprócz tego zakupy, wizyty u szewca, fitnesy itd., itp.

Osiągnęłam więc szczyt możliwości jako kierowca. Wzniosłam się na wyżyny cierpliwości. Zdobyłam pik opanowania. Jak tylko zaparkowałam pod blokiem powiedziałam sobie BASTA, nigdzie już dziś autkiem nie jadę, włożyłam dwie bluzki, polarek - gigant, czapkę do zadań specjalnych, kurtkę z kapturem, szalik wielki jak wąż boa, skarpetki grzejące nie tylko grubością materiału, ale i kolorami pasków jakie je zdobią oraz kawał rockendrolla na uszy... i resztę spraw załatwiłam przy pomocy dżentelmenów z MZK, ale projekcję trzeba było przełożyć.

No bo na przykład po co jest dystans między bluesmobilem, a następnym samochodem? Hę? Oczywiście po to, by jegomość w czarnej alfie mógł mnie wyprzedzić i wcisnąć się weń, zmuszając do hamowania. Zgrabny, nieskromnie przyznaję, tyłeczek mego autka tańczy wówczas coś w stylu latino, ale facet jadący za mną zdaje się nie doceniać walorów tych pląsów...

Jeśli jutro nas nie zasypie, to JJ odpali włajażera i znowu wyruszymy na wschód. Dostaliśmy zaproszenie na degustację pomidorowej i czeskiej kinematografii, więc co nas może powstrzymać? Przecież przygodę z łosiem i zwalonym drzewem podczas ostatniej tamże wyprawy wspominamy z rozrzewnieniem...


07.02.06 23:37:10

Komentuj (4)


Kolega maj

Zmęczenie bardziej fizyczne niż mentalne, ale problemy z koncentracją dawały się we znaki (zwłaszcza Señorowi Oscarowi Moralesowi...) przez cały dzionek.
Trudny tydzień, napięcia umościły się w zesztywniałych mięśniach i nerwach, ale psychicznie czuję się całkiem nieźle. Może dlatego, że myśli lądowały tak często w różu i zieleni cudnego, wiosennego, ogromnego bukietu, który pyszni się w wazonie od środy.

Mało czasu by pisać, a tak wiele różnych epizodów i refleksji. Myśli najpierw kłębią się, a potem rozpierzchają, bo dzieje się, oj dzieje.

Służbowe dylematy czasem złoszczą, a czasem straszą, ale praca cieszy. Uważny wzrok Prezesa tropi moje kroki na korytarzu, lustruje służbowe uśmiechy i podania rąk serwowane klientom. Czuję się jak wizytówka.

Kwiaty iście majowe, nie potrzebują bilecika, mimo, że znów mnie zaskoczył, to przecież wiem, że to od NNiego.

Ciekawskie poruszenie współpracowników, bo powszechnie wiadomo, że nikt po mnie nie przychodzi, już nawet przyzwyczaili się do tej myśli, że ja naprawdę nie mam kawalera. Ani nawet dziewczyny. Choć miałam wrażenie, że kiedy nie mogli pogodzić się z faktem żem wolna, dopuszczali homo-możliwość. Bawiło mnie to, zwłaszcza gdy wnikliwie obserwowali wizyty Małej M i E.

"how i wish you were here", to moje tęsknoty w kolorze pink.

10.02.06 22:10:11

Komentuj (9)


Moi Podyplomowi, drużyna uśmiechnięta, tak szybko poznaliśmy się i poczuliśmy, że umiemy bawić się razem w kompletnie wariacki sposób. Pamiętam pierwszy zjazd, mocno alkoholowy, potem tańce do świtu i powtórkę z rozrywki już następnej nocy. Szaleństwo.

Tym razem odkryliśmy miejsce z bezapelacyjnie najlepszym grzańcem
(z pomarańczą!!!), z największymi i najbardziej hot enchilladas i burritos, z muzyką Doors i Dylana. Na samo wspomnienie robi mi się Uśmiech. Lubię obserwować, jak ludzie skupiają się, by być ze sobą dla wszechstronnej przyjemności.

___________________________________________________________________


Od piątku czuję podskórnie, że nadchodzi ten czas niepokojący, choć jeszcze miesiąc, to odczucie przyspieszyło przypadkowe spotkanie. Śnieg był tak samo brudny, rozbabrany po kostki, wsiąkający w przydługie nogawki, nie do zniesienia, a wiatr wilgotny, nieprzyjemny; kilka razy dziennie deptałam ścieżki do miejsca bezNadziei. SJ pomogła mi zrozumieć, wyrzec się żalu, cierpienie przyjąć jak przydział. Przewartościować. Nie widziałam jej od tamtego marcowego świtu.
Przytuliła mnie po chwili, bo najpierw nie poznała, a potem już zaskoczyła tym, że wszystko pamięta, o wszystkich wypytała.

Właśnie w piątek po przebudzeniu, o szóstej rano policzyłam te lata, tradycyjnie mając z tym nie lada problem, bo niby trzy a jakby dziesięć. Jak zwykle poskładałam owo wrażenie troskliwie, choć pośpiesznie. Tym bardziej zaskoczyło mnie to spotkanie po południu.

Wieczorem zaś, już w łóżku otrzymuję sms – pytanie: „Ponoć późno, ale może masz ochotę na spacer?” Ponoć Magik zaczął nowy etap, ale... może zbyt późno?

Dużo dziś świec i bergamotki w herbacie, trochę Morrisona, a trochę Truposza, a między nimi oczywiście William B.

Some are born to sweet delight
Some are born to the endless night


12.02.06 21:00:08

Komentuj (1)


Forbidden fruit

Kierowana chęcią zakupu szlafroczka, udałam się na zwiedzanie sklepów z intymną konfekcją damską. Szlafroczek ma być milusi, taki do opatulania się, gdy krople wody spływają jeszcze po skórze przyprawiając ją o dreszcze.

Przesuwając wieszaki zobaczyłam młodego człowieka ukradkiem i pospiesznie dotykającego wiszących obok biustonoszy. Zaczęłam przyglądać mu się z zainteresowaniem, no bo co on taki nerwowy?? Niechybnie coś kombinuje... Dopiero po chwili dotarło do mnie, że biedak nie może znaleźć metek z rozmiarami!! Zaczęłam rozglądać się za panią z obsługi i zauważyłam, że wokół jest kilku takich panów, z wypiekami na twarzy - nie wiadomo czy z nadmiaru wrażeń związanych z taką ilością kobiecej bielizny czy z zakłopotania. Tak czy inaczej całkiem nieźle komponowali się z dekoracjami i modelami w kolorach miłości, szczególnie dziś wyeksponowanych.

Olśniło mnie kolejny raz. To w Walentynki mężczyźni bezkarnie i przyobleczeni w wątłą pewność siebie penetrują sklepy z bielizną.
To wtedy szafują numeracją, a zwłaszcza gestykulacją.
Przychodzą indywidualnie, z bardzo samodzielną miną, bądź z kumplem i wówczas próbują żartować pokazując sobie co bardziej wycięte majteczki, przejrzyste haleczki i cieniutkie sznureczki...

Często od razu wiedzą co im się podoba. Zdecydowanie celują w określony kolor, kształt obszycia, wzór koronki.
Ze znawstwem podnoszą przezroczystości ku światłu, gładzą kciukiem satyny fig, lekko pociągają za kokardki przy ramiączkach.

Lico im rzednie, gdy przychodzi do określenia rozmiaru.
75B! przypominają sobie, że dziewczyny w szkole średniej zawsze tak mówiły. Potem patrzą na te B i ... „yyy, takie małe? A to się proszę panią dopasuje do kształtu?, bo ona ma takie bardziej no..
w gruszkę!"

Zakazany owoc znowu szansa przeszła obok
Choć już czułem ten smak, o,oooooo........


13.02.06 20:47:59

Komentuj (6)



Silencio. Młodsza próbowała wyciągnąć mnie do teatru, Magik proponował kino domowe, ale po prostu musze się wyciszyć. Korzystam, że po hałaśliwej końcówce tygodnia mam dom tylko dla siebie.

Pędzę, tankuję kofeinę, śpię za krótko. W pracy przejęłam część nowych obowiązków, próbuję łączyć je z dotychczasowymi, ale muszę się nauczyć odmawiać tzw. drobnych przysług, bo rozpraszam się i rozmieniam. Oprócz tego powinnam też rezygnować z niektórych rozrywek, one również bywają męczące.

Oczywiście, jestem niewyspana i zmęczona, ale szczęśliwa, bo jak tu się nie cieszyć kuligiem, leśniczówką i białym szaleństwem z Grupą Wsparcia, lepieniem bałwana w metrowych zaspach i obłędnymi tańcami w salonie pełnym trofeów ojca Małej M. Nawet fakt, że dziś raniutko musiałam być na wykładzie nie mógł mnie powstrzymać przed tym wyjazdem. Próbowałam położyć się nieco wcześniej, zakopałam się w śpiworek i rodowe pierzyny, pamiętające pewnie czasy babci Małej M. ale po chwili pojawiło się przy mnie całkiem spore grono i przegadaliśmy mój sen.

Wreszcie zobaczyłam Magika, po dwóch miesiącach, rzeczywiście, jakby nowy, pewny siebie, z dużą tolerancją alkoholu, wcześniej spożywanego w śladowych ilościach lub wcale. Dobrze, że to samo porozumienie. Brakowało mi jego nonsensów.

„Póty dzieje grzechu, póki w człeku kapkę dechu...”
[Klucznik / Lao Che]


19.02.06 17:19:29

Komentuj (3)


Yeah we’re all very worried about you

Dzień nieplanowanych spotkań.

Masz kogoś? - pyta Przyszła Bratowa znad półlitrowego kubka kawy, w ulubionej ostatnio knajpce. Porwała mnie zaraz po pracy, pogadać o pasemkach, facetach, o pracy, która irytuje. O trudnych decyzjach i strachu przed zaczynaniem od tzw. zera. Spotkania z nią zawsze oznaczają roztrząsanie babskich rozterek, lubię to. Z E. zaraz zastanawiałybyśmy się, co na to Bauman, z Małą M. szukały praktycznych rozwiązań, a z Bratową po prostu trochę beztrosko plotkujemy, a trochę poważnie planujemy.

Zatapiam długo wargi w przepysznej kremowej piance. Tłumaczę, tak samo jak rano dla M. przez komunikator, że nie rozmieniam się na drobne randeczki, że może tęsknię za Kimś (za NNim...), ale nie za kimkolwiek. Zdradza, że widziała Eksa z dziewczyną i wahała się, czy mi o tym powiedzieć. Ciekawość mnie wręcz zżarła, ale jakoś nawet nie zakuł szpikulec zazdrości.

Przed chwilą zaś zakończyłam partyjkę scrabble z Małą M i JJ’em, którzy zawitali niespodziewanie. Grabunek (rabowanie z grabieżą) oraz Helpina (pani, która notorycznie niesie pomoc) to zaledwie dwa z wielu fantastycznych pomysłów jakie zrodziły się podczas gry.

Dlaczego koniecznie chcą mnie swatać ??

20.02.06 23:16:31

Komentuj (4)


dawno mamy już za sobą pierwsze kroki w chmurach...

Wzruszam się, gdy widzę jak staje się kobietą.
Niepokoję się gdy mówię, uważajcie na siebie,
ufam jej, gdy pozwalam zostać u Lubego na noc.
Rozumiem, choć trudno.

Gdzieś pomiędzy wierszami,wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami, moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z twoimi oczami
[Stąpając po niepewnym gruncie / PP]


21.02.06 22:50:37

Komentuj (7)


I have to find the will to carry on - on with the show

Bez pracy nie ma kołaczy. Mnie kołacze serce. I w głowie mi się kołacze. Codziennie do kilkuset osób - mijam, rozmawiam, informuję, zachęcam, uśmiecham, kieruję, żegnam. Nie, nie pracuję w informacji PKP...

Spotykam grupy, wygarniturowanych młodych mężczyzn z firm medycznych, panie, których wiek trudno odgadnąć, przychodzą w niebanalnych spódnicach na sztywnych halkach - zwykle z koncernów kosmetycznych, szaro-beżowych pracowników administracji, honorowych lekarzy i prawników, sprawdzających, czy wzbudzają wystarczające zainteresowanie... Spotykam się też z nimi face to face, muszę wyczuć, czego taki ktoś ode mnie oczekuje, czego potrzebuje i dlaczego zastanawia się, czy rzeczywiście jestem za młoda, czy tylko tak wyglądam...

Zwykle szybko nawiązuję kontakt, dopasowuję się w chwilę po tym, gdy wywnioskuję, czy pożądana jest barwna opowieść, łącznie z pokazaniem miejsc i anegdotami, czy też rzeczowa informacja i szczegółowa kalkulacja przy biurku.

Praca z ludźmi wymaga dużego zaangażowania, elastyczności, refleksu, odporności na niechętne spojrzenie lub wręcz przeciwnie – na zbytnią poufałość. Denerwowałam się dziś, gdy Mężczyzna o Woskowej Twarzy ironizował z wyższością, ale z uprzejmą miną doprowadziłam ustalenia do końca. Cieszyłam się, gdy po dwóch dniach wspólnej pracy odebrałam uśmiechnięte podziękowania od Unijnej Pani, jej satysfakcję i zapewnienie o rychłym powrocie, bo wszystko zrealizowano w stu procentach.

Do tego dochodzą kontakty z współpracownikami, na różnych stanowiskach, w różnym wieku, o różnym stopniu wrażliwości. Bywa, że obok szczęki na podłodze lądują moje dłonie, opadające pod ciężarem bezmyślności, peerelowskich nawyków, nieuzasadnionej złośliwości. Zdarza się, że boli arogancja, czasami zaś porywa zapał i oryginalność napotkanych postaci. Bywa, że trafia mnie myśl, że gdyby nie oni - dzień nie miałby swoich kolorów.

Chciałam ponarzekać na cały ten jazz, ale Pan NN, którego chyba przechrzczę tu na Pana Najmilszego przypomniał mi o czymś...

The show must go on!
Inside my heart is breaking,
My make-up may be flaking,
But my smile, still, stays on


23.02.06 22:10:21

Komentuj (4)


Śnieżycą przez sto lat mogłabym być...

Mam ochotę czymś rzucić. Czymś dużym lub czymś ostrym. W Eksa.
Parę dni temu przysłał maila, że jeśli uprzejmie mogę, to abym oddała mu łaskawie jego meble, które to miały być już mu nigdy niepotrzebne, ale nagle okazało się, że grzecznie zwraca się do mnie z miłościwą uwagą, iż uniżenie niezbędne mu jest to stare biurko i ta półka na książki.

Oczywiście, odpisuję, wszystko co w mej mocy uczynię, by zapuścić się w owe dwa miejsca, w których panuje największa w domu dowolność, przy czynnym udziale Sister, zapalczywie odgruzuję twoje niezbędne ci do oddychania meble i zaszczycona odstawię ci je pod dom w najbliższym dogodnym terminie.

Rrrrwa. Dziś dostaję odpowiedź, że moja dyplomacja jest na piątkę z plusem i parę cynicznych aluzji, ale że jestem nieszczera. Jasne, że jestem, bo najchętniej powiedziałabym mu, że stary, przyjedź jak będę miała czas i chęć łaskawą udostępnić ci te rupiecie do wyniesienia i uważaj przy tym żebym ci szufladki na łeb nie wsadziła...

Książki, gazety, płyty, kilka zdjęć, wszystko ląduje na podłodze. Do czasu kupna wyposażenia pokoju – czyli do nie wiem kiedy.

Gdy jestem podminowana albo sprzątam, albo gotuję. Koncentruję ręce na sypaniu kolorowych proszków do bulgoczących sosów, na odmierzaniu, skręcaniu, krojeniu; zbieram myśli wokół ścierania, mydlenia, szorowania... Zrobiłam osiem fajitas, z wyraźną słabością do słodkiej papryki i ze skłonnością do bardzo ciemnego piwa, właśnie wydaję jednoosobową kolację hiszpańsko - irlandzką. Takie modne f u s i o n.

Bo jeśli ja nie jestem burzą, nie chcę być
Nawet cieniem drzewa, które rośnie przy
Twojej drodze, którą chciałam z tobą iść
Wszystko albo nic
[kayah]


24.02.06 20:18:55

Komentuj (4)


Tried to run, tried to hide

Kierownik dostał zesłanie na urlop. Po jego powrocie ja dostanę zesłanie prosto do wariatkowa. Wzbiera niepokój.

Piję kakao, słucham bossanovy, trawię obejrzany kilkanaście minut temu „Jarhead” Sama Mendesa. Męsko, a wzruszająco. Ironiczny, komediowy wręcz obraz, jednak wybuchy śmiechu są tłumione wybuchami pocisków. Zdjęcia, które czynią pustynię jednym z bohaterów, a do nich muzyka, która tu nie jest tłem ani uzupełnieniem, jest współtwórcą filmu.

Nie mogłam sobie odmówić przyjrzenia się z bliska temu panu...


27.02.06 23:15:41

Komentuj (3)


Idzie na burzę, idzie na deszcz

Omija mnie słońce, które ponoć przez cały dzień zalewa miasto. Jadąc do pracy obserwuję zamglony wschód, jakby zawinięty w watę cukrową,
a wracając zachód w pomarańczowej skórce. Potem przyklejam się do szyby przy podlewaniu zeschniętej palemki w biurze, niestety tylko fragment parkingu jest kałużą jaskrawego światła, a kilka mniejszych plam tworzy się w szybach naprzeciw mojego okna. Nieba niebieskiego tylko fragment.

Rano w autobusie właśnie sobie pomyślałam, że już będzie łatwiej, bo gdy wstaję jest jasno, bo fotosynteza, bo promienie już czają się za żaluzjami, by je wpuścić, bo biel codziennie mijanego kościoła, za dziesięć ósma, otwiera oczy jeszcze szerzej.

Później nie było już czasu podnieść wzroku znad papierów, tylko sztuczne światło i monitor, albo właściwie nic nie widzące spojrzenia na pojawiające się obok sylwetki. Ostatni z odebranych telefonów zacisnął mi powieki i pięści.

W drodze do domu wpatrywałam się w to cudne słońce, ale oczy zwilgotniały dużo wcześniej.
Boję się.

Te niedobre przeczucia
Latające dywany, nagłe serc ukłucia
I nie przegonię ręką z czoła czarnej chmury
[SnL]



28.02.06 18:06:49

Komentuj (6)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu