Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



aaa szare, bure..

Pokój wydaje się taki przestrzenny bez tych kilku mebli, ale bałagan, bo stosy książek i gazet za nic w świecie nie chcą wyglądać równo i porządnie bez wsparcia półek. Jak w życiu, nic nie jest proste, gdy nie ma się o kogo oprzeć.

Oficjalnie, szybko, nie padło nawet jego „co słychać”, tylko wymiana rzeczy, uścisk dłoni. Sztywno, zimno. Zajrzałam do reklamówki którą mi wręczył; książki, płyty (nie wszystkie, jeszcze upomnę się o resztę...) i ... moje zdjęcia. Albo nie może na mnie patrzeć, albo raczej zabrania mu nowa panna, bo jakoś nie miał problemu z zsunięciem wzroku po falistej linii od moich ramion po kostki nóg. Jest taka reklama, która mówi, że za wiele rzeczy można zapłacić kartą, ale nutka żalu w oczach byłego jest bezcenna. Oczywiście, że jest, bo tak mi poprawiła humor, że teraz mam monty - nastrój. Nawet ostatnie zmartwienia zsunęły się z czoła gdzieś na potylicę.

Na tych zdjęciach mam osiemnaście, dziewiętnaście lat, czarne włosy do pasa. Na większości z nich mam czarne ubranie. Tak myślę, że dziś nie nosiłabym żałoby od pierwszego do ostatniego dnia, bo przecież trzymam ją w sobie do chwili obecnej i zawsze będę, ale wtedy chyba jednak było mi to potrzebne dosłownie. Mimo słabości do czerwieni i innych ciepłych barw.

Było też dziś spotkanie, które przebiegło w zgoła innej atmosferze. Magik niespodziewanie odwiedził mnie w pracy, oczarował przy okazji kilka pań i mimo bardzo krótkiej wizyty przekazał dużo ciepłych słów. A przy tym opierniczył i zalecił nieco więcej egoizmu. Zadziwiając go podzielnością uwagi, jednocześnie walczyłam z nawałem zadań i wyrzucałam z siebie cały ostatnio nagromadzony brud. Patrzyłam w jego wilgotne oczy i bez oporów mogłam mu powiedzieć o swoich strachach. On rozumie.

Ktoś powinien mi kazać wcześniej kłaść się do łóżka. Insomnia.

Śpij, śpij moje serce
Iii nie płacz już więcej
Za oknem jest ciemna noc przecież
Śpij i daj spać kobiecie...
[Kołysanka dla serca,Kayah]


01.03.06 23:10:29

Komentuj (4)


Telling myself it’s not as hard as it seems...

Nieobecność Kierownika oprócz oczywistych minusów, zauważanych na każdym kroku, ma też swoje plusy, które niezmożony optymizm każe mi wynajdywać w obecnej sytuacji.

Niewątpliwym minusem jest to, iż trzeba uważać przy jedzeniu, bo gdy dzwoni telefon nie ma komu pokazać na migi, że właśnie odgryziony kawałek jabłka jest zbyt wielki by połknąć go w całości, nie mówiąc o przeżuciu w sekundę. No i naprawdę, co dwie głowy to nie jedna, tych dzwoniących wydaje się być ze trzy razy więcej niż zwykle, a zaległe papiery gromadzą się z pięć razy szybciej. Jeden kubek kawy wygląda smętnie, jeszcze rzadziej zauważa się, że nowy wokalista INXS zdarł już sobie gardło, śpiewając od kilku godzin, do tego nie ma z kim omówić porannej prasówki..

Jeśli zaś chodzi o plusy, to przede wszystkim uczę się mówić NIE osobom, które traktują to biuro jak miejsce składania skarg, wniosków i załatwiania spraw wszelkich. Mówię „nie” myśląc „idź sobie” lecz innymi, mniej kurtuazyjnymi słowy… Zawsze miałam większą cierpliwość do ludzi niż do rzeczy, teraz potrafię łagodnie dać do zrozumienia drukarce, że nie zrezygnuję z wymiany tonerów cyjan i magenta tylko dlatego, że wkładanie nowych następuje w inny sposób niż wyjmowanie zużytych.

Muszę dziś odreagować, umawiam się z Grupą Wsparcia na jakąś piwną sesję u Małej M.

- Jesteś samochodem? – pyta Mała M. zastanawiając się czy przybyłam do pracy bluesmobilem, który jest teraz bardziej szary niż błękitny…
- Właściwie to powtarzam sobie, że jestem oazą spokoju, ale mogę też spróbować z samochodem… Jestem wypolerowanym Fordem Mustangiem Ghia z 74-go, albo Thunderbirdem…. nigdy nie mogę się zdecydować, błyszczącym w kalifornijskim słońcu…. Wiesz, to działa, już mi lepiej!!

Going to California with an aching in my heart…
[Led Zeppelin]


03.03.06 15:59:54

Komentuj (2)


welcome to the suck

Wystawa zdjęć Piotra Andrewsa wprawia w drżenie ramiona.

"Nie wiem, dlaczego tak musi wyglądać świat, który fotografuję. Wiem, że dlatego, jak wygląda - powinien się zmienić. I nie dlatego, że ja widziałem te tragedie, tylko dlatego, że wielu z ludzi, których fotografowałem, nie zobaczy już nigdy niczego. A nie musi tak być.”

Płoszę myśl, że dla dziesiątek osób czytających podpisy pod wstrząsającymi zdjęciami z Afryki, Sarajewa, inwazji w Czeczenii,
z Afganistanu, z wojny w Zatoce Perskiej.. owa wystawa jest sposobem
na spędzenie sobotniego wieczoru.

Fotografie robione jak zza pleców diabła, wstrząsają po najmniejszy nerw. Nie widać na nich jednak sił nieczystych. Widać ludzkie.

04.03.06 23:26:52

Komentuj (3)


If you can't say no just think about me

Stałam z zadartą ku fotografii brodą, gdy E. trąciła mnie w ramię. „Jest Eks, z dziewczyną” mówi teatralnym szeptem. Widzę odbicie w antyramie, jak próbuje odwrócić się i udać, że to nie on pierwszy nas zauważył.
Jedno spojrzenie na E. i już do nich podchodzimy, zupełnie mieszają skrzyżowania rąk. Eks mocno skonsternowany, dziewczę gdy się przedstawia nie patrzy mi w oczy, tylko na Eksa, ten zaś najwyraźniej nie wie co zrobić z całą swoją postawą. Jakby zaskoczony, że jestem wyższa od niego o kilka centymetrów, nogawki dżinsów chowają obcasy dłuższe niż kiedyś, przy nim. Z przyjemnością zmuszam go do tego, by się wyprostował, by usiłował mieć oczy na poziomie moich.

Panna jest niską blondynką, jej biust tworzy rysujący się pod dzianinowym sweterkiem push-up. Zewnętrznie stanowi więc moje zupełne przeciwieństwo. Ma prostokątną szczękę, słaby głos, długie ale zniszczone farbowaniem włosy i nie patrzy w oczy, choć ma ładne. Robi sympatyczne pierwsze wrażenie. Zapytana o odczucia a propos wystawy, mówi, że jej się „podoba”, Eks dodaje kilka zdań, przeciwnych do moich i nadal próbuje sprawiać pozory wyższego.

Potem śmiejemy się z E. nad grzańcami i dziwimy nieposkromionej złośliwości, która przystoi mi jako byłej, gdy mówię, że jeszcze Eks pokaże nowej mój sklep fryzjerski i butik z bielizną i wówczas zyska na urodzie. Myślę sobie, po co te uszczypliwości? ;-)

06.03.06 15:54:49

Komentuj (9)


Just Like A Woman

Ćwierćfinały Champions League. Wczoraj tłumnie oglądany i hałaśliwie komentowany z mojej kanapy mały cyrk na arenie Camp Nou - Barca z Chelsea, dziś solo i w milczeniu mała rzeźnia Realu z Arsenalem plus podglądanie wyników on-line Liverpoolu, mała rozpacz.

Poza tym mam całkiem nowe zakwasy w prezencie od nowej Treserki i całkiem pokaźne zmęczenie i frustracje z pracy, objawiające się zespołem zestresowanego barku. Zesztywniał i boli... Masażysta potrzebny od zaraz.

She makes love just like a woman, yes she does
And she aches just like a woman
But she breaks just like a little girl.
[Bob Dylan]


08.03.06 23:14:17

Komentuj (4)


Better not look down, if you want to keep on flying

Przyglądam się z dystansu swojemu PITowi, próbując pod odpowiednim kątem i w korzystnym świetle dojrzeć zachętę, by zająć się nim bliżej. Choć jeśli na jakiegoś miałabym patrzeć z ochotą byłby to ewentualnie Brad Pitt zwłaszcza z czasów „Thelmy i Louise”...

Znowu rachunki za szkoły moje i Sister dwukrotnie większe niż wypłata, irlandzkie oszczędności topnieją, a głód wiedzy nie słabnie. Taki dochód to, proszę wybaczyć, raczej odchód.

Kierownik powrócił z urlopu, ja zaś dwutygodniowe samodzielne zmagania odreagowuję Panterą albo Żelaziką, które noszę w słuchawkach jako heavy-duty equipment - służą za podnośniki opadających powiek. Wyżywam się kopiąc powietrze podczas fitnessu, odjeżdżam myślami w absurd podczas spotkań z Grupą Wsparcia, gdy odpręża mnie śmiech na cały głos. A po wszystkim dopada mnie obezwładniające znużenie.

Diagnoza M: skoro albo walczysz albo śpisz - brak ci seksu, moja droga, musisz wyładować się w najlepszy z możliwych sposobów. Oczywiście, jego głęboki humanizm nakazał mu złożenie propozycji ulżenia mi w tych trudnych chwilach i na pewno chęć pomocy bliźniemu będzie wystarczającym wytłumaczeniem dla jego kobiety, jeśli tylko będzie mi współczuła tak jak on. Dziękuję bardzo, jakoś sobie poradzę.

Czas marcowy, czas trudny. C h y b a znowu za naiwność dostanę nauczkę, chyba zbyt pieczołowicie kolekcjonuję emocje, chyba jednak nie...mam zamiaru przestać taką być.

That girl have lived in love and for love
and over love, and under love all her life
If the arrows from cupid's bow that had
passed through her heart had been sticking
out of her body she would have looked like a porcupine…
[B.B.King/Thelma&Louise/soundtrack]


12.03.06 20:00:15

Komentuj (1)


That what you fear the most, can meet you halfway

A dziś jest dzień w którym trzy lata temu pękło nam niebo. Szare marcowe bardzo zimowe niebo rozpieprzyło się na tysiące kawałeczków, i już nigdy, nawet gdybyśmy chcieli, nie skleilibyśmy go na wzór dotychczasowego. Bo nic już nie było takie same, choć następnego poranka musiałam jak zwykle wstać z łóżka i wyjść po chleb. Chciałam wtedy, by rzeczywiście coś runęło, zawaliło się fizycznie, namacalnie, albo żebym ja zachowywała się bezrozumnie, żebym mogła zwariować, wyłączyć się lub walić głową w mur. Ale dzień dział się, po nim przyszedł następny, różniły się od siebie jak zwykle, różniły się od innych niezwykle.

Tęsknię za Nią, nie wtedy szczególnie, gdy mi ciężko, gdy jestem chora, zmęczona, gdy muszę powalczyć, wysilić się, poświęcić, samodzielnie dźwignąć. Tęsknię, gdy wychodząc z obronionym tytułem mgr zastanawiałam się, do kogo wykonać pierwszy telefon; tęsknię, gdy przy świątecznym stole jest gwarno i śmiesznie. Tęsknię, gdy w chłodny sierpniowy wieczór, około 22 nabieram ochoty na gorące bułki prosto z małej piekarenki. I tęsknię, gdy jestem u E. a jej mama stawia przed nami talerze z parującym rosołem.

Tęsknię zawsze bez wyjątku, gdy patrzę na Sister i w zmęczone oczy Wielkiego Brata, gdy przyjeżdża na weekend. Nie było dnia, bym nie tęskniła.


Śpieszmy się kochać, kochajmy nieśpiesznie.

13.03.06 19:55:19

Komentuj (8)


You've got to try a new position, yeah,
something that'll make it all right…


Z rozmów z księgową, która robi dochodzenie w sprawie wydatków działu..

- co to jest pozycjonowanie? – pyta pani H. kręcąc głową nad fakturą
- Hmm, jak by to pani wytłumaczyć… jeśli chce się osiągnąć lepsze efekty, a przez to większą satysfakcję, czasami warto zmienić pozycję …
- acha, to już rozumiem czemu to tyle kosztuje…

Honey, we can't last without a shot of new spunk
[Prince]


16.03.06 12:44:25

Komentuj (6)


Don't mess around...

Niniejszy wieczór powinnam spędzić nad kserówkami z finansów, coś mi się wydaje, że jutro mam jakieś zaliczenie. Tymczasem radośnie kołyszę się z Peterem Cincottim, Herbim Hancockiem oraz Norą Jones z The Peter Malick Group, zgodnie z zaleceniami niejakiego Pana Kydrrrryńskiego. Jakieś takie spokojne soundy trzymają się mnie od tygodnia.

Tęsknię za Panem Najmilszym, wystukuję do niego kolejny list i myślę sobie, czy kiedykolwiek go spotkam, czy też to wszystko za jakiś czas wyparuje jak wilgoć z mojej rozgrzanej skóry, gdy czytam jego słowa? Setki wiadomości wysłanych w obie strony, ilość (jakość?) emocji w nich - poza jakąkolwiek oceną.

Samotnie mi już, ale... dziś jest dobrze, spokojnie.

I'll hate to be the one, the one that you left behind

17.03.06 21:48:50

Komentuj (1)


O 7 rano dopijając kawę i malując rzęsy oraz wertując notatki
z metod oceny efektywności projektów inwestycyjnych oglądałam
Tajemnice Wiklinowej Zatoki, nie mogąc wyjść z podziwu nad językiem jakim posługiwali się bohaterowie tego animowanego filmu. W jakich dobranockach tworzonych obecnie postaci używają słów „natomiast” i „aczkolwiek” i jacy z powodu „zgiełku cywilizacji” przenoszą się na „łono przyrody”??? Piżmak Serafin oraz szczur Archibald potrafią wyrazić swe opinie za pomocą pięknie złożonych zdań i wyrażać emocje nie tylko poprzez wydawanie dźwięków typu „wow” czy wołanie „super”. Ucząc bawią, bawią ucząc, ale może tylko mnie i inne dzieci, które bajki śledziły na czarno - białych telewizorach w połowie lat osiemdziesiątych... Na koniec cała zachwycona usłyszałam jeszcze żwawą piosenkę w stylu country z chórkami Alibabek, przekazująca wartościową prawdę życiową:

„Bo raz na wierzchu raz na dnie, tak w życiu jest, to każdy wie...”




Każdy wie, niemniej jednak boi się tych spadków. Ja też się boję, bo jutro rano odwożę Babcię do szpitala, potem będziemy czekać na ewentualną operację, a potem... Nie wiem jeszcze jak, ale nastąpi spora reorganizacja.

Musi musi musi być dobrze. Zamawiam!

19.03.06 17:35:19

Komentuj (8)


So, untill you get to grandma's place…

Przychodzę z Sister do szpitala, kończy się pora odwiedzin,
Sister pyta portiera:

- Czy będziemy mogły wyjść tędy za godzinę?
- A dokąd pani idzie? – pyta wąsaty grubasek wiedząc, że niektóre przejścia zostaną niedługo zamknięte.
- Do Babci – odpowiada rezolutnie Siostra
- A co pani, Czerwony Kapturek?? Ja pytam o nazwę oddziału...

Little Red Ridin' Hood
You sure are lookin' good
You're everything a big bad wolf could want...


20.03.06 18:30:47

Komentuj (5)


Podaruj mi trochę słońca

Drugi dzień przymusowego urlopu. Ile można zrobić podczas dwóch takich dni, nawet między wizytami w szpitalu, między myślami rozedrganymi?

Nie od dziś stres objawia się u mnie wzmożoną aktywnością na polu domowym: uprałam pościel, firanki, przeprowadziłam gruntowne sprzątanie, ugotowałam dwa najnormalniejsze obiady. Wyspałam się też nieco i... widziałam słońce. Zakuta w biurze przez około 8 godzin nie mam okazji połazić po mieście, potaplać się w świetlistych plamach, powystawiać policzki do promieni, po – od – dy – chać.

Magik wyciągnął mnie na zakupy, potem na spacer przez miasto, zmierzwił włosy, przywrócił do pionu sylwetkę i przygładził nieco myśli. Uspokaja mnie, bo pokazuje rzeczy z drugiej strony. Czasami zaplątana w swoje małe filozofie nie widzę, że to wcale tak być nie musi, że tylko dlatego, że dotykam tego czubkiem nosa nie dostrzegam całości. Że czasami warto odsunąć się, przechylić głowę, zobaczyć z tzw. perspektywy. Zaangażowani tracą ostrość widzenia na rzecz jaskrawości uczuć. Warto więc przywdziać te magikowe okulary, by na chwilę zyskać inne spojrzenie, które też nie musi być zupełne, raczej uzupełniające i przez to cenne. I jeszcze warto oderwać się od tych hałasów codziennych, aby popatrzeć w skrzące się szare tęczówki, by posłuchać jak opowiada o jakichś rowerowych, najważniejszych na świecie parametrach.


21.03.06 22:49:00

Komentuj (4)


..napełniam olejem pustą głowę..

Już od dwóch godzin powinna być conajmniej 15.47. Urlop jest jednak nonsensem, ponieważ po dwóch dniach pracy jestem zmęczona bardziej niż przed tzw. wypoczynkiem, albowiem w dwa dni musiałam zrobić to co normalnie robię w cztery. Przy czym część spraw niezałatwionych przez nikogo spowodowała lawinę nieszczęść, tornado nerwów oraz intensywne opady przekleństw. Nie moich.

Nie za bardzo to wszystko do mnie docierało, ponieważ myślami raczej byłam przy Babci, która po operacji wraz z krwią nie straciła na szczęście ani mililitra poczucia humoru. Nie mam pojęcia jak wytrzyma jeszcze dwa szpitalne tygodnie, niecierpliwi ją bezruch, bezsilność. Aktywna dotąd osoba, której działanie bezustannie nastawione było na pomaganie innym, właściwie z dnia na dzień stała się bezradna. Jest słaba; słoneczna dotąd twarz teraz jest bladziutka, a kąciki ust opuszczone w dół. Świeże zwykle spojrzenie szkli się i ucieka w sen. Ale dłoń ma wciąż ciepłą i mocną gdy trzyma mnie za przegub ręki. Mówi o mnie „iskra”, ha, mam to po niej. Wierci się w łóżku i wydaje dyspozycje.

Boję się, bo tli się a nie skrzy.

Czasem płaczę bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie cała złość


23.03.06 15:46:49

Komentuj (6)


When I’m on, when I’m on my way

Led Zeppelin pomaga wchodzić w zakręty między pracą, szpitalem, domem, hipermarketem, empikiem, itd.. Cieplejsze powietrze wprawia w lepszy nastrój, moje słońce chłonięte przez szybę daje mi moją energię, moją siłę, moją prędkość. Zamiast witamin na przesilenia powinnam dostawać recepty refundujące benzynę. Układam obowiązki, usadzam na miejsca niesforne małe myślowe demony, niektórym poukręcałam ich wredne łebki. Ustawiam rodzinkę, nawet jeśli nikomu się nie podoba, nawet jeśli nie jest lekko - wszyscy muszą współpracować. Basta.


Promienny ogrom tulipanów nie mieścił się w żadnym z wazonów, którymi dysponowałam w pracy, dopiero cooler do szampana objął złocistą naręcz, która potem zajęła całe przednie siedzenie plącząc się o dźwignię zmiany biegów. Pan Najmilszy jest nieobliczalny...

Wzdycham sobie leciutko, ech wzdech, ale śmieję się, śmieję,
nawet całkiem głośno.

Oh let the sun beat down upon my face, stars to fill my dream
I am a traveler of both time and space,
to be where I have been…
[Kashmir /Led Zeppelin]


27.03.06 20:43:53

Komentuj (10)


Friday on my mind

Mam kawę, którą parzy się dłużej niż pije, ale jedno i drugie wiąże się z ogromną zapachowo-smakową przyjemnością, miałam naleśniki z wiśniami, a przede wszystkim mam dzień wolny od pracy. Nie jest wolny od innych, prywatnych obowiązków, a nade wszystko zaległych, zaśniedziałych, zmurszałych spraw, które pozostawione nadal nietknięte mogą zacząć wydawać nieprzyjemny zapach. Trzeba zatem posprzątać.

Za chwilę ruszam więc na rajd po różnych instytucjach mniej lub bardziej państwowych, a że sprawność Pogromcy Urzędów zdobyłam jakiś czas temu w ciemnym borze biurokracji – jestem nieustraszona!

...w rzeczywistości właśnie dodaje sobie animuszu, bo jak wiemy, bliskie spotkania z takimi miejscami to zawsze przygoda, która niesie ze sobą różne niespodzianki.

Planuję też szereg przyjemności, w końcu nie można sobie obrzydzić takiego dnia zajmowaniem się wyłącznie pukaniem do biurowych pokoików i zaglądaniem w kasowe okienka. Pozaglądam więc również w witryny, zwłaszcza te z lingerie primavera/verano. Moj drogi M. sugeruje, bym w ogóle przestała nosić stanik na wiosnę, na zachętę obiecując mi silikon na rocznicę ślubu. Niestety, tak niestety, są rozmiary, które wymagają stelażu, bo inaczej szybko nastąpiłaby klapa.

Ruszam tedy kontemplować mój piątek. Adios.

Today I might be mad
Tomorrow I'll be glad
'Cause I'll have Friday on my mind
[David Bowie]


Ulice ślinią się, przed momentem spadł deszcz

Taki ciepły deszcz, masakruje mi grzywkę zmieniając ją w pokręcone kosmyki, ale tupię sobie po błyszczącym chodniku z nieskrywaną przyjemnością, aż mijający mnie facet i jego jamnik przyglądają się z uwagą, czy faktycznie uśmiecham się do siebie, czy to tylko jakiś grymas. Wreszcie można spokojnie moknąć w skórzanej kurtce pilotce a’la wczesny Travolta, można niedbale wiązać wściekle pomarańczowy, ale cienki szalik, można jeździć z otwarta szybą... Całe popołudnie chodził za mną porterek i dzwonił butelczyną o moje kubki smakowe, ale Wielkiemu Bratu zepsuła się lokomotywa i muszę go odebrać w nocy z dworca, więc tylko herbata z cytrynką sprawia, że poddaję się, nie mówię więcej nic ...
21.52



31.03.06 10:19:52

Komentuj (6)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu