Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



I’m holding out for a hero ‘til the end of the night

Damsko. Wczorajszy sabat w rytmach „Hit the Road Jack” i “I Need a Hero”, przegadałyśmy przy morzu carlsberga i połaciach tortilli. Koleżanki ze studiów i koledzy z wojska to jest ta sama szajka...

„Ale ja go nie kocham...” K. artykułuje do wnętrza kufla swoje rozterki. „Bo facet musi być ode mnie silniejszy, musi mi imponować, przecież nie furą i nie brawurą, ale jakąś pasją...” Mówimy jej, ty małpo, ty egoistyczna szujo. Długonoga K. jest z nim, bo jej wygodnie.

Chciałybyśmy, żeby głaskali po główce, gdy marudzimy, ale później potrafili rzec: waćpanno, dosyć biadolenia, bierzemy się do roboty. Żeby sadzali na kolanach jak małe dziewczynki, ale problemy rozwiązywali jak z partnerami.

J. powróciła na weekend ze stolicy, gdzie od niedawna mieszka i pracuje. „Opowiem wam o moim życiu w Warszawie: pracuję, robię zakupy, wracam do pustego mieszkania, śpię. Kiedy, pytam, kiedy ja mam kogoś poznać i jak??? Może w korku na skrzyżowaniu, a może w hipermarkecie??? Albo jadę samochodem, albo stoję w jakiejś kolejce!” wykrzykuje.

Nie chcemy być ot tak, szybko, bo lepiej z kimś niż bez. Chcemy poznać, przekonać się, że styka i iskrzy. Do ugięcia nóg i motyli w brzuchu. Co z tego, że P. jest miły, zabawny i inteligentny i nigdy nie pozwala zapłacić za drinka, kiedy wiem, że gdy mnie widzi w wojskowej bluzie podobam mu się dużo mniej, niż w tiulowej bluzeczce.

Mała M. wszem i wobec ogłasza, że znowu dostałam kwiaty i że jak to jest, że ona w szczęśliwym związku sama sobie musi kupować żonkile, bo JJ jakoś się nie kwapi. Pierwotna fala zazdrosnego i zachwyconego pisku przeradza się w potwierdzenia, że później to już jakoś brak pasji, zalotów.

A my chciałybyśmy ekscytującej stabilizacji.

Mówię Małej M: Kochana, ty z nim mieszkasz, a ja nawet nie wiem jak Pan Najmilszy wygląda! Zainteresowanie panien sięga szczytu: Pewnie ma żonę!! Albo 50 lat!! - coraz ciekawsze scenariusze rodzą się w głowach moich serdecznych i życzliwych koleżanek...
Albo sumiaste wąsy – rzuca E. z boku – a gdyby przysłał wódkę, to byśmy się przynajmniej napiły... – dodaje i oddala się w kierunku baru.

Przy stoliku już pełna desperacja. No takie fajne babeczki. Niech oni, ci wszyscy faceci którzy nas nie znają, to niech oni żałują!

He’s gotta be strong And he’s gotta be fast
And he’s gotta be fresh from the fight
He’s gotta be sure And it’s gotta be soon
And he’s gotta be larger than life


02.04.06 18:48:34

Komentuj (4)


even if you don't dance, rock to this

Moje poczynania zawodowe przebiegają w różnym rytmie, aczkolwiek los prowadzi mnie całkiem wprawnie i na służbowym parkiecie nie wyłożyliśmy się ani razu. Zaś wszelkie niedociągnięcia, wynikające raczej z braku doświadczenia niż z nieznajomości kroków, nadrabiam miną.Przecież ja kocham tańczyć.

Bywało, że dostawałam propozycje zmiany miejsca pracy, ale z różnych powodów raczej nie były warte zatrzymania się nawet na moment. Jednak oferta jaką usłyszałam na początku tygodnia sprawiła, że pozostałam w wygięciu z głową do tyłu przez kilka chwil. W tej pozycji dojrzałam jak ku mnie wprawnym krokiem sunie mój ulubiony Prezes trzymając - niczym różę w zębach - całkiem sensowne przedłużenie umowy. Odbijany. Ma niezłe wyczucie w utrzymywaniu mnie w piruetach. A poza tym... ja lubię tę piosenkę, przy której z Szefem pląsamy.

Natomiast dziś powinien przenieść mnie do działu napraw i konserwacji, ponieważ wbiłam czołem w biurko niejeden gwóźdź... Ledwo żyję.

You can dance-every dance with the guy
Who gives you the eye,let him hold you tight
You can smile-every smile for the man
Who held your hand neath the pale moon light
But don't forget who's takin' you home
And in whose arms you're gonna be
So darlin' save the last dance for me
[M.Buble]



05.04.06 19:57:47

Komentuj (6)


Nic nowego nie odkryję, wiem..

Kilkudniowe zmagania ze szpitalnymi bestyjkami w postaci pań salowych, panów chirurgów oraz jednym strajkiem zakończyły się pomyślnie i mam już Babcię na mojej kanapie. Przemeblujemy nie tylko pomieszczenia, ale i harmonogramy dnia i chyba także to, co w głowach.

Bo w naszym spokojnym mieszkaniu, które ożywało przed 8 rano i po 18, dźwięczało muzyką i pachniało zwykle kawą i spaghetti... teraz będzie królowała Babcia wraz ze swoją świtą. Poranne programy poradnikowe oraz popołudniowe seriale, niekończące się serie wieczornych faktów, dzienników i wiadomości, ekskluzywne showy z gwiazdami zagoszczą na ekranie naszego telewizora, który dotąd nie przemęczał się projekcjami. Babcia będzie zaglądać do garnków narzekając, że nie jemy tradycyjnych obiadków oraz martwić się powrotami po zmroku. Ostrzegłam ją, że będę równie zawzięta jak ona, ponieważ póki co nie może się nic a nic męczyć, niczego tknąć - zamierzam surowo egzekwować przestrogi lekarza.

Całą resztę jakoś już opanowałam z nadzieją, że owe przeorganizowania wszyscy zniesiemy bez bólu, mimo, że każda z nas niewątpliwie zatęskni za niezależną przestrzenią, w jakiej funkcjonowała do tej pory. To, co najbardziej nam potrzebne to „spokój w głowach” i oczywiście Jej zdrowie, a później wszyscy i wszystko wróci na swoje miejsce...

W piątkowy wieczór z odsieczą przyszła Grupa Wsparcia. JJ jest trzecią osobą, która pozyskała pracę poprzez moje upodobanie do rozmów z ludźmi, których spotykam na swej drodze. Wraz z pozostałą dwójką czyli Małą M. i E. przygotował taką kolację, że śniadanie następnego dnia byłam w stanie zjeść dopiero o godzinie 12... Szparagi z puszystym dipem cytrynowym jako przystawka, canelloni ze szpinakiem, fetą i pomidorami oraz deser, złożony warstwowo: z delikatnego twarożku, musu z kiwi zmiksowanego ze świeżą bazylią oraz bitej śmietany, polany gorzką czekoladą i rozpuszczonym miodem...........................

Do tego wyśmienite porto, które spożywaliśmy już leżąc rzędem na podłodze, bo tylko w tej pozycji było możliwe przeżycie następnych dwóch godzin, bez groźby rozpęknięcia się na tysiące kawałeczków.. Była to najsmaczniejsza forma podziękowania jakiej doświadczyłam. Są zawsze, gdy tego potrzebuję, ze śmiechem, ciepłem, zrozumieniem. Jak mogłabym nie starać się im pomóc, jak tylko umiem?

A dziś, gdy jechałam żeby zabrać dla Babci te kilka najniezbędniejszych rzeczy (które zajęły mi cały bagażnik...) widziałam Bociany!!!! Uratowani!! Uratowani jesteśmy!!!

Wiem jedno, że dostałam więcej
Niż udźwignąć sama zdołam
Więc wysyłam trochę ciepła...


09.04.06 12:35:04

Komentuj (8)


Z deszczem w butach

Od niedzieli deszcz barabani w parapety tak melodyjnie, że wyłączam radio, gdy już leżę w łóżku i mruganiem rozgarniam ciemności, by połapać w nich myśli. Siły, cierpliwości, spokoju. Stabilności jakiejś, ciepłego ramienia mi trzeba na te zawieruchy kwietniowe.

Rozjaśniam się oczekiwaniem na zamówione już 90ml Cinéma, by rano otulać się cytrusową świeżością klementynki i fiołka, po południu grzać zmysły ciepłem piwonii i amarylisu, by wreszcie po zmierzchu prężyć się pod wpływem ambry, białego piżma i bursztynu. Rozpromieniam się pomarańczowo szatkując marchewki i jabłka na kolację, w zdrowym ciele zdrowy duch, mówi Sister i wciska mi pigułki magnezu. Podobno świetny przy wysiłku fizycznym, nadużywaniu kawy, stresie, więc dobrze, łykam.

I mam ochotę dopisać sobie jeszcze jeden dzień fitnessu, tak jakby siła fizyczna mogła mi dać tę psychiczną. W koszulkę wsiąka całe napięcie, można je potem łatwo wyprać, a resztę spłukać pod prysznicem…

Mój głos odbija sie od pustych ścian,
A to jest miejsce gdzie zasypiam sam.
W łóżku wielkim jak supermarkety.

Błagam na kolanach wpuść mnie wpuść,
Do jezyka, Do roztwartych ust.
Wpuść mnie na wieki. Pod powieki Twoje.
Zamiast internetu, Zamiast telewizji,
Pod powieki twoje.
[FISZ]


_____________________________________________________________________

23.15.
Konstatacje
dziś poczynione, w kolejności chronologicznej, są następujące:

Pratchettowska reguła mówiąca, iż najlepiej zorganizowany jest chaos nabiera nowego znaczenia, albowiem do niedawna recytowana z przymrużeniem oka, obecnie znajduje swe odzwierciedlenie w faktach. Mianowicie, gdy wyciągam jedną rzecz ze stosu, w którym zalega, wraz z nią wypada kilka rzeczy innych, jak się okazuje, pasujących do kompletu. Ma to zastosowanie zarówno w ubraniach, książkach jak i garnkach. Świąteczne porządki dopiero przed nami, choć przy aktualnym zagęszczeniu osobowym na metr kwadratowy naszego mieszkania,
akcja sprzątania może mieć krótkotrwałe efekty.

Czapka z daszkiem na mojej głowie, gdy pędzę bluesmobilem, jest wstrętną prowokatorką, zwłaszcza wobec panów noszących podobne czapki, ale o zgoła innym stajlu. Otóż ci mężczyźni najpierw mnie wyprzedzają,
by potem gwałtownym hamowaniem wyrównać i jechać szyba w szybę do najbliższego skrzyżowania, z którego ruszają z piskiem, aby powtórzyć manewr w identyczny sposób. A czapkę nieświadoma skutków nabyłam, aby nie nabawić się przeziębienia po fitnessach i innych harcach, gdy wracam rozgrzana jak Mick Jagger po koncercie...

Last but not least. Księżyc rumieni mi sny.

11.04.06 15:39:12

Komentuj (15)


Rrrradosnych, słonecznych Świąt,
Spotkań świątecznych ciepłych i bliskich
I tego, co w tych Świętach najważniejsze:
Niezachwianej wiary i spełnionych nadziei,
Buźka!

_________________________________________________________________


She rides...

Libido mnie roznosi wiosennie, co czyni postrzeganie nieco agresywnym. Mocniej wytuszowane rzęsy, temperatura ciała jakby wyższa, więc płaszczyk jeździ na tylnym siedzeniu rozłożony niczym zaspany pasażer. Wolałabym nawet przemieszczać się za pośrednictwem komunikacji miejskiej, okabelkowana empetrójkami, grzać przez szybę policzki, pieścić się ciepłym powietrzem, chwytać spojrzenia na przystankach. Ale wszędzie muszę być szybko, zaraz, albo z dodatkowym bagażem.

Nie tłumię więc pewności w oczach ani stukania obcasów, nie przeszkadza mi, że błyskawicznie zjeżdżają wzrokiem wzdłuż suwaka w sukience. Oddaję kluczyki, nie muszę stać w kolejce nawet do automatu, jako jedyna dostaję kawę do ręki. Kobiecość w tak męskim miejscu jak zakład mechaniczny panoszy się nieposkromiona i dziś mi z tym dobrze, dobrze z premedytacją. Żartujemy, dostaję czterdziestoprocentowy rabat (!) i wyrazy żalu, że opony zmienia się dwa razy w roku.

Zjeżdżając z podnośnika we wstecznym lusterku napotykam własny wzrok. Tak, wiem, że to tylko ich (e)reakcja na to co widzą, że to tylko moje hormony, ale jak mi oczy błyszczą...

She rides the night
She'll take you down
She'll take you
She'll take you around
[Danzig]


13.04.06 22:27:57

Komentuj (8)


I jest kilka takich miejsc, by zapomnieć i pamiętać

Świąteczne spotkania, roześmiane, ciepłe, przyjemne we wspominaniu
i omawianiu planów. Znamy się... dziesięć lat, nieraz w ciągu nich hałasowaliśmy, piliśmy wina, robiliśmy rzeczy głupie, wspieraliśmy się bez słów, toczyliśmy niekończące się dywagacje filozoficzne o sensie życia i smaku zapiekanek na dworcu o 5 rano...

Kształtowaliśmy się wzajemnie, uczyliśmy od siebie, pomagaliśmy sobie walczyć ze światem, pokazywaliśmy jak go kochać, mimo wszystko.Siedząc z M. przy czystej i grzybkach marynowanych, przy gitarze i „Kryzysowej Narzeczonej”, stwierdziliśmy, że zobacz, każdy z nas dostał po dupie, prawie wszyscy musieli podnieść się spod uderzenia, które spadło niespodziewanie.. A nie znam ludzi wrażliwszych, pogodniejszych, mądrzejszych, bardziej wytrzymałych. Nie złamie nas byle podmuch,jest w nas jakaś nieugiętość, a z drugiej strony bezwstydność w okazywaniu uczuć. Szczerość, otwartość.

Spotykamy się co kilka dobrych miesięcy, czasami co pół roku, przybywając z różnych miejsc, z najróżniejszym bagażem aktualnych zajęć i doświadczeń. Jesteśmy siebie ciekawi, jesteśmy dumni, brak nam tych, którzy na obczyźnie.. Dla siebie jesteśmy niezmienni, co budzi we mnie lekkie niedowierzanie, ale nade wszystko poczucie spokoju, wiarę w sens i wartość przyjaźni.

Bo nawet jeśli ich zdaniem robię źle, to po pierwsze powiedzą mi o tym bez ogródek, po drugie dodadzą, że życzą mi pomyślności. Bo cokolwiek się stanie, oni będą.

Gołębie wydziobują okruchy dobrobytu
Między krzesłem a podłogą wszystko po staremu
Nieznośna lekkość butów
SPOKOJNIE...


17.04.06 11:11:26

Komentuj (8)


Czerwooonooo – niebieeescyyy…

Barca pokonała wczoraj AC Milan i jest jedna nogą w finale, ja zaś pokonałam „Na wspólnej” i ową rozgrywkę mogłam obejrzeć z Babcią
jako nieocenionym komentatorem.

„A tego to ja znam..” pokazuje Babcia Ronaldinho tańczącego z Pirlo,
„Tak Babciu, z reklamy Pepsi”, nawet jeśli Babcia nie zna się na futbolu to niewątpliwie zorientowana jest w tym co aktualnie nadają w teleodbiornikach.

„O, a ten Łysy nie może się od niego odczepić??” denerwuje się Babcia. „Owszem, NASZYM zdaniem powinien, ale taka jest jego rola w tym meczu” oto dlaczego Jaap Stam „czepia się” naszego bohatera.

„Bardzo sympatyczny ten Rolinjo”, stwierdza Babcia, „zobacz, nie strzelił,
a i tak się cieszy…” Żeby każdy tak „nie strzelał” jak wiecznie uśmiechnięty Brazylijczyk, to wszyscy by się cieszyli…


Blaugrana al vent un crit valent,
tenim un nom, el sap tothom,
BARÇA!! BARÇA!! BAAAARÇA!!!!


19.04.06 11:05:39

Komentuj (7)


Supergirls just fly

Noszę, dźwigam, przewożę, tupię tam i z powrotem, irytuję się czasami,
a częściej grzeję uśmiech tym słońcem porannym, mglistym i powietrzem ciepłym, gdy wieczorem przemierzam spacerem osiedle i rozkładam na kupki swoje nad światem zdziwienia.

Jak to jest, że jadąc po zakupy z myślą o nowym wiosennym mundurku,
o kolorowych stanikach na wystawach, o pachnących balsamach
wracam, między innymi, z:

ośmioma kilogramami warzyw, mąką, cukrem, makaronem i ryżem – jakieś sześć kilo, pięcioma litrami soków, około trzema kilogramami mięsiwa różnego, sześcioma kilogramami proszków do prania, z tysiącem pięćset mililitrów płynów chemicznych różnego przeznaczenia, sześcioma rolkami papieru wiadomego przeznaczenia, deską do prasowania (nie wiem ile waży, ale za to ma chyba ze 150 cm długości, co?), albowiem stara w bliżej niewyjaśniony sposób przełamała się na pół, niczym po ciosie Bruce Lee, a to tylko Sister prasowała szaliczek. Taki zielony.

Jedyną rzeczą w koszyku - niepraktyczną, nie do jedzenia i nie do czyszczenia był balsam brązujący, bo dziewczyny lubią brąz, a słońce o tym wie, i czule pieści je, zupełnie inaczej niż solarium, na które mam zakaz i .. i bardzo dobrze!

Wchodzę do domu i zderzam się z rozszerzonymi zdziwieniem oczami Sister. „Jak ty to wszystko na raz przywlokłaś?? Trzeba było mnie zawołać!” „ A wiesz.. Jakoś tak się zamyśliłam… Poza tym nie wszystko. Idź po deskę do prasowania, bo nie mogłam przez nią zapalić sobie światła na klatce, stoi przy włączniku…”

Pewnie istnieje coś takiego jak Zmagania Siłaczek i zamiast „spaceru farmera” jest „spacer kobiety z zakupami”. A właśnie, przyniosłam też litr stronga.

it's alright, I got home late last night,
but I'm a supergirl, and supergirls just fly..


21.04.06 12:34:31

Komentuj (11)


..jakby cię nigdy nikt nie zranił..

Spotkania przy nieboszczyku nigdy nie są przyjemnymi wydarzeniami. Spotkania po latach z ludźmi, których niekoniecznie ma się ochotę oglądać, zwłaszcza w komplecie, również do takich nie należą. Zestawienie jednego i drugiego może więc co najmniej budzić niepokój, straszyć duchami z przeszłości i przyprawiać o gęsią skórkę.

Ze spokojem w podniesionej głowie, ale z ciężkim sercem spojrzałam wstecz, popatrzyłam przeszłości w oczy, rozejrzałam się – rozeznałam w sytuacji. W otoczeniu bez zmian: licytacje nad trumną, szepty za plecami, wścibskie pytania. Spokój, który czuję wewnętrznie i widzę na twarzy Sister i Wielkiego Brata utwierdza mnie, że jesteśmy poza tym wszystkim, że nie musimy niczego udawać, że nasze zachowanie nie jest wymuszone żadnym układem. Przez to mamy dużo więcej siły i reszta to czuje, szanuje, chyba wręcz dostrzega, co traci.

Wybaczanie jest ogromnie trudne, ale daje niesamowite poczucie mocy. Oczyszcza krew, klaruje spojrzenie, nie tylko pozwala oglądać się śmiało wstecz, ale i wiązać jakieś plany. Wreszcie z błędów, potknięć swoich i cudzych pozwala czerpać naukę. Wybaczanie najpierw kiwa palcem ostrzegająco, by za chwilę tym samym wskazać kierunek.

będą chwile zwątpień
jak cień
w cieniu tylko wypocznij
i wiedz że ta niepewność
może dobra być jak chleb,
jeśli o tym wiesz...


24.04.06 17:41:01

Komentuj (4)


Mój jest ten kawałek podłogi

Mam nową grzywkę w boskim brązowym kolorze, Barcę w finale, Wielkiego Brata robiącego remont kuchni, co doprowadza do tego, że w domu można przemieszczać się jedynie specjalnie wyznaczonymi ścieżkami, a co sprawia, że wszyscy na siebie wpadają, wszystko wszystkim wypada z rąk i nikt nigdzie niczego nie może znaleźć. Mam też żonglowanie etatami w pracy, czepliwego klienta, niedobór środków finansowych. Mam również "10000 Days" w słuchawkach (a przez to ugięte kolana..) i wszystkie kwiaty Holandii przy łóżku.

Nie mam czasu.

27.04.06 08:29:44

Komentuj (10)


życie to dym

Nie od dziś wiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Moje małe zgryzotki staja się maluśkie, moje plany weekendowe niekonieczne. Znowu muszę kogoś odprowadzić w ostatniej drodze.

Myślę sobie, że gdybyśmy pamiętali zawsze, jak kruche jest ludzkie życie, wcale nie żylibyśmy uważniej, kochali mocniej, dbali o siebie wzajemnie, pewnie chcielibyśmy tylko więcej przeżyć i szybciej kochać.

Nie od dziś wiem, że wychodząc z domu mogę do niego wrócić jako ktoś inny, mogę w nim spotkać kogoś niespodziewanego, może w nim kogoś zabraknąć, ja mogę nie wrócić. Może właśnie dlatego co rano oswajam swoje dnie, dzień dobry, myślę. Jeśli jest taki moment, że zanim stąd zejdziemy, całe życie przelatuje nam przed oczami, to najbardziej nie chcę powiedzieć sobie żałuję, że uczyniłam, żałuję, że nie zrobiłam.

Nie mogę cię zatrzymać
Nie mogę cię dogonić...
Nawet nie wiem czy wiesz
Nasze życie to dym
Ucieka nam między palcami…


28.04.06 15:56:24

Komentuj (7)


..i wiedz, że wszyscy mamy w sobie niepokojący dreszcz..

Magik, mój wentyl bezpieczeństwa, choć sam jest zakręcony, jak nikt umie spuścić ze mnie ciśnienie. Rysuje mi na skrawku papieru bilet na mistrzostwa w Niemczech, rząd V, miejsce 25, wynik meczu 3:2, zgadzamy się, że taki wynik to musi być widowisko. Zgadzamy się, że powiedzieć na głos o tym co siedzi w środku i uwiera to dużo, ale za mało, bo dopiero próba wprowadzenia namacalnych zmian jest więcej warta.

Modlę się, by jego problemy ze zdrowiem skończyły się, bo nie znam drugiego takiego, co przez 9 miesięcy w roku jeździ na rowerze, poza tym gra w nogę, w siatkę i pływa, więc fizyczne ograniczenia takiego człowieka zwyczajnie by zniszczyły.

Wyruszamy, by w dobę przemierzyć suwalskie wertepy, dołączymy do pedałującej tam GW, zapalimy ognisko, wytaczamy się w śpiworkach, napatrzymy się, napatoczymy na polską wiosnę.

Może być źle, z tobą i ze mną
Chociaż lubisz mnie
Tak to właśnie jest, że nagle
Kończymy się
I musisz teraz o tym wiedzieć też
Że każdy dzień to skarb
Tak, tak, po trzykroć tak
Każdy dzień to skarb
["dreszcz" t.love]


30.04.06 10:23:42

Komentuj (2)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu