Biegać skakać latać pływać

Weekend na Mazurach. Pierwszy raz w życiu zrobiłam tyle kilometrów za kółkiem. Poszło mi całkiem nieźle zważając na czas pokonania drogi. Nawet bardzo nieźle. Co tu kryć... Lubię Jeździć. Rodzinna integracja wpłynęła dobrze chyba na każdego z nas.

Na mnie na pewno dobrze podziałało słońce i woda i widoki i żaglówki i ludzie i piwo i śpiewy i tańce i w ogóle. Powinnam mieszkać gdzieś gdzie przez 8 miesięcy w roku chodzi się w bikini, to mnie autentycznie uszczęśliwia. Bosko zażywa się kąpieli słoneczno – jeziornych...echech. Umysłowo wciąż leżę na plaży, ciałem znajduje się oczywiście w biurze ii yyyy ...pracuję ;)

Rzecz kolejna w mazurskim raju to Siatkarze. Siatkarze z definicji mojej i Małej M. To taki wzorzec atrakcyjnego faceta, umięśnionego i opalonego i uśmiechniętego, który znakomicie dostarcza rozrywek nie tylko wzrokowych. Do Siatkarza tęskni się w długie, nie tylko samotne, wieczory, ale i we dnie gdy roznosi nas libido(mogą być to tęsknoty grupowe, z koleżankami), zwłaszcza po piwku. Za Siatkarzami oglądamy się na ulicy i stajemy obok nich w autobusie, przypadkowo wpadając na nich przy okazji zakrętów. I takie tam. Oczywiście Siatkarz nie musi być autentyczny. Jakoś tak małe jest prawdopodobieństwo wpadnięcia w komunikacji miejskiej na Zagumnego czy innego Gruszkę (nie tylko dlatego ze właśnie przegrywają z Rosją w Eliminacjach MŚ) Siatkarz to taki abstrakcyjny – atrakcyjny. Do wzdychania.



Siatkarzy na plaży był dostatek. Rraanyyy. Nawet tacy prawie prawdziwi byli, co w siatkówkę plażowa grali i to jaak. Odszczekuję wszystko, com rzekła przy różnych okazjach na temat urody Polaków, znakomita większość z nich prezentuje się doskonale. A już jak sobie przypomnę piegowatych Irlandczyków czy krótkonogich Hiszpanów to hmm.. pierwsza liga ci polscy Siatkarze.

Inna sprawa, że z odwagą i pewnością siebie jest u nich już dużo gorzej. Nie żebym wolała pewniaków - cwaniaków, ale czasem trzeba się namęczyć żeby obiekt westchnień uwierzył, że ten uśmiech jest właśnie dla niego! Ostatnio na regionalnym forum szczyt popularności osiągnął post „Gdzie w naszym mieście są fajni faceci/dziewczyny?” Bo to takie nieintelektualne - podrywać w klubach. A gdzie indziej? Obie płcie narzekały, że trudno jest zacząć rozmowę , gdy dziewczyny czy faceci do pubów prowadzają się grupami, że w ogóle trudno jest zacząć... Bo może on/ona jest zajęty, a może się ośmieszę? W ten sposób właśnie może kilkunastu fajnych Siatkarzy umknęło MPKami, pozostawiając w mej głowie jedynie zapach wody kolońskiej i pytanie „where have you been all my life?” A tak na prawdę to co my mamy do stracenia? Złudzenia albo fajną znajomość...

Tak czy inaczej naladowałam się enerrgia na cały tydzień:)




Myślę sobie, że
Cichosza..
Ownlog