Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Morze szumi w muszelkach dłoni Twych
Podnieś dłonie do ucha i słuchaj
Morze snuje opowieść o ludziach złych
Oczy ich są fałszywe a pięści chciwe
A przecież dłonie mogą prawdę.nieść
I pomóc zawsze kiedy bywa źle

Na raz, na dwa, świat za uszy dziś złap
Ty w przód jak żółw, on rakietą ucieka..


Uśmiechów, kolorów, szczerości, bezwarunkowej miłości...
Bo trzeba pielęgnować dziecko w sobie i w innych i kochać tak, jak należy kochać dzieci
- najbardziej wtedy, gdy najmniej na to zasługują.

01.06.06 11:26:39

Komentuj (7)


F r e e d o m, czyli wolna chata

Babcia wyeksmitowała się. Po wizycie u lekarza przez dwa dni miała niemal kompletnie spakowane rzeczy, czekając z ogromnym utęsknieniem na dzień wyjazdu. Starych drzew się nie przesadza. Do młodych drzew nie dosadza się starych.

Ogromna lekcja trzymania języka za zębami, tolerancji, rozbrajania naburmuszonych min. Że nie wspomnę o zwykłych ograniczeniach lokalowych, tęsknocie za pogadankami z GW do późnych godzin nocnych na mojej kanapie po meczu, za kuchennymi wymysłami. Jasne, że były momenty pełne dzikiego śmiechu, były też poważne, gdy cieszyłam się, że jesteśmy obok siebie. Jasne, że cieszę się, że wszystko wraca do normy. Zwłaszcza Babciny stan zdrowia.

Tłumy ludzi wokół mnie w pracy, jakieś pretensje i dąsy tych, które nie są moimi przełożonymi, a zachowują się tak jakby chciały być, mijam to wszystko ze spokojem w głowie, tym bardziej, że Potencjalny Pracodawca telefonuje z przypomnieniem. Nie, żebym była zupełnie przekonana, że podjęłam słuszne kroki. Ale to chyba dobrze, że nie lecę ślepo w ogień, bo nowy, jaśniejszy.

Spokój, bo weekend podbudował mnie szarym Magikowym spojrzeniem i ... wykładem, pewnego sławnego pana od HR. Bo są Wartości. I są Zasady. Również pomiędzy kasą i seksem.

Plan na wieczór: nauka i Bawełna od 20.00. Brak5HT dziś z brazylijskim przytupem, przyda się przecież trochę słońca, choćby muzycznie. Wszak poniedziałkowo i pochmurnie jest.

Oh I know they say someday time will show me
How to be so cool someday but what about right now
Please someone tell me what do I do while I'm waiting
Waiting to be so cool - someday
I know I'm not alone you know just how I feel
We both know the rules but who really knows
How to play this game?

[Freedom, Jefferson Airplane]


05.06.06 19:14:33

Komentuj (5)


Biało - czerwoni aaaejaejaaoooo aejaejaaaaooo !!!

Od dziś „Świat jest piłką futbolową”. Mam flagę, zarezerwowane miejsce pod telebimem oraz niezachwianą wiarę kibica, mimo tego, że ja-nas w finale nie widzę. Profetyka oparta na analizie poszczególnych grup wywiodła domysł, iż może to będzie Holandia. Jakoś tak wyszło. Dziwna sprawa, bo Magikowi wyszło to samo, w zupełnie niezależnej wróżbie, ale dokonanej tą samą metodą. Oboje jednak sercem jesteśmy za Brazylią i nie dlatego, że najłatwiej obstawiać najbardziej utytułowany zespół świata, ale z najprawdziwszych pobudek mających swe powiązania z FCB.

Chciałabym jeszcze wysoko widzieć Czechów choć nie powiem, Szwecja ;-) również ma swoje plusy...

Piłka jest okragła jak ziemski glob
na świecie tym są takie dni
gdy niebo grzmi bo padł gol
To był strzał
To był szał!!!


09.06.06 14:09:43

Komentuj (6)


Zawsze iść - rozkaz, który mam we krwi, małą wojnę w sobie mieć..

Łatwo jest kibicować, gdy zawodnik wygrywa, gdy trener jest sympatycznym i otwartym koleżką, gdy wzbudzamy szacunek jako kibice. To nie dotyczy tylko sportu, przecież uwielbiamy być dumni z polskich naukowców, lekarzy, specjalistów poza granicami kraju, którzy oprócz tego, że odnoszą sukcesy to jeszcze podkreślają swoje polskie nazwiska. Niestety mamy jakiś cichy wstyd za sprzątaczki w Belgii i pijaczków na budowach w Irlandii, czyż nie? Nawet na polityków, którzy jeżdżą na zagraniczne spotkania, wykłady i wywiady patrzymy inaczej niż na tych, którzy głownie zajmują się „sprawą polską” i po polsku, choćby jedni i drudzy głosili podobne treści. Wybiórczość, wygodnictwo, komfort dla własnych poglądów.

Nie grali dobrze. A może raczej: nie grali. Kilkunastu kolesi bez jaj, w tym trener, który oprócz braku ww. organu nie ma czegoś jeszcze, czegoś ważniejszego, to się chyba nazywa poczucie odpowiedzialności. A współcześnie chyba można to zastąpić czymś, co nazywa się PR, bo tam gdzie jest występ, publiczność i kamery, tam musi być wzajemna, pozytywna komunikacja. A tak jest histeria. Zabrakło odwagi, by stanąć przed fantastyczną rzeszą kibiców i przedstawić chociażby uzasadnienie dotyczące obranej taktyki. Mogłabym się tak rozpisywać, że ho ho, albo jeszcze dłużej, wszak na piłce zna się każdy, zwłaszcza kibic okazjonalny, który odkrywa w sobie ducha walki co cztery lata. Ale każdy fan wkurzy się, i słusznie, gdy zostanie zlekceważony, zwłaszcza gdy angażuje się bardziej niż zespół, któremu dopinguje.

Sport jest cudowny z tego względu, że jego częścią jest wiara we własne siły i możliwości. Wymaga charakteru, daje bolesne, ale bardzo cenne nauczki. Tego trzeba Chłopakom i tego im, kurna, życzę.
Będę z nich dumna nawet jeśli przegramy z Niemcami, tylko chcę zobaczyć walkę, koncentrację, wiarę.

Z każdym z was walczyć do utraty tchu i bez słów...
Mogę zwalić ciebie z nóg, wrogu mój, co wykrzywiasz usta (…)

Ludzie są po to, żeby żyć i tańczyć
Ludzie są po to, żeby mogli walczyć
Ludzie są i nie będą nigdy lepsi …


A teraz z niezupełnie innej beczki.
Mam nowy typ: Portugalia Chyba rozegram własne mistrzostwa, zupełnie niezależne od FIFA, wyłącznie na podstawie zdjęć. W trakcie wymiany koszulek…

12.06.06 10:08:47

Komentuj (8)


Dziwne rzeczy się dzieją, zaprawdę.

Eks promienieje życzliwością w rozmowach, jakie ostatnio podjęliśmy przez komunikator, Basista przesyła nagrania, od których miękną kolana, Prezes robi zebrania jak narady wojenne, a Janas ogłasza skład zespołu. (teraz Niemcy mają papieża, a my miejmy mundial, ok.?)

Ja cztery dni spędzę wiosłując synchronicznie z Małą M. oraz resztą Grupy W.
Mamy pasztet w piłkarski wzorek oraz credo Pingwinów:Nigdy nie pływaj sam.
Zamierzam wrócić jako apetyczna czekoladka, więc uprasza się uprzejmie o niechmurzenie.

Abonent wczasowo niedostępny.
14.06.06 17:56:45

Komentuj (9)


Show me that river, take me across

Dopiero w drodze do pracy, wjeżdżając rano do pochmurnego centrum miasta, nabijając wzrok na wieże czerwonego kościoła, poczułam, że wróciłam. Czasami jeszcze w ciągu dnia odnajdywałam swoje myśli w tataraku lub wpatrując się bezmyślnie w monitor czułam, że oczy pieką mnie tak, jak w pełnym słońcu podczas oczekiwania na otwarcie śluzy. Yeech....

Słońce gorące, woda lodowata, jak to w rzece, roześmiana, szalona Grupa W., i ta zieleń głęboka, wszędobylska hałaśliwa zieleń, w której utonęłam. Kukułki jak jakieś wariatki, darły się jak opętane jakby miały obdzielić wróżbą całe hordy panien na zamążpójście czekające. Kąpieli ilość niezliczona, pierwsze
o świcie, bo nie wiedzieć czemu zmęczenie kładło nas wcześnie i takoż budziło, wyglądały jak mycie na czas,
z podrzucaniem mydeł i szamponów, jak w jakichś dziwacznych zawodach. Później leniwe pławienie się popołudniami podczas postojów. I zmęczenie ramion, ten przyjemny ból wysiłku głaskanego cieniem, gdy wpływaliśmy pod zwieszone konary, w jakieś dzikie meandry, manewrując wśród zwalonych pni drzew. Nenufary, co zaraz zmuszały do śpiewania piosnki z „Nocy i dni” oraz o wiankach i wrzucaniu ich do wody.

Ciało pocięte przez te wściekłe bestie, które turystyczną krew piły pewnie ostatnio rok temu, trochę posiniaczone, ale opalone, zrelaksowane. W końcu byłyśmy z Małą M. jedyną nie - damsko – męską załogą, a nie ustępowałyśmy ani w tempie, ani w samodzielności. Głowa kompletnie odświeżona.

Rzeka spłukała dokładnie kurze ostatnich tygodni. Ale chyba jeszcze z niej nie wyszłam.
Bo ja jestem, proszę Pana, na zakręcie... Meandry jakieś.

Send down that cloud with a silver lining, lift me to paradise
Show me that river, take me across
Wash all my troubles away
Like that lucky old sun, give me nothing to do
But roll around heaven all day
[Louis Armstrong]


PS. Brak 5HT pichci w sosie curry Na kolację jak znalazł.

19.06.06 19:58:22

Komentuj (7)


If you miss me, I’ll be there, to brush the sunlight from your hair

“The weather’s like in Greece” mówi do mnie uśmiechnięty Arystoteles przy obiedzie. Nie wiem czy naprawdę tak ma na imię, ale wiem, że ma ładne oczy. Pełno ludzi, z Litwy, Łotwy, Niemiec, z Rosji. Kolorowy, roześmiany tłum. Niemcom nawet nie przyszło do głowy, że z powodu braku miejsc mogliby dosiąść się do stolika. Grecy szybko wyczaili, że ani ja, ani Sister nie będziemy miały nic przeciwko i jeszcze dostawili krzesło dla Arystotelesa. Różnice w kulturowym temperamencie widać gołym okiem. Fascynujące.

Bez trudu dostrzegam też wzrost zainteresowania ze strony Basisty. „Lea, my concertina” pisze „Will you still want me to want you” . Hm. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak to śpiewa. Szykuje się na urlop…

Poza tym uwielbiam angielski futbol, choć przegrałam piwo z Magikiem, bo obstawiałam 2:1 dla Brytyjczyków, a on skubany przewidział remis. Mecz był palce lizać, a strzał Cole’a daniem głównym.

I szykuję się na bal. Mierzyłam wczoraj delikatne materie, krawcowa majstrowała przy objętościowych różnicach między talią i biustem, a ja dochodziłam do mało budujących wniosków, że to jeszcze nic, bo kreacji najlepiej dopełniłyby jakieś fajne buty… O damski losie...

Skrzynka mailowa pusta. Głowa pełna tęsknot. Najmilszy gdzieś wyjechał.

And when this dirty world has been cold to you
I got two strong arms waitin’ to hold you
And when those mean days come along
We’ll stand together and we’ll take ’em on
So if you need me just call my name
[Bruce Springsteen]


21.06.06 15:57:48

Komentuj (9)


Kochanie nie zbliżaj się
Kochanie ostrożnie
Nie prowokuj mych
Ust czerwieni
Nie sobie jesteśmy
Przeznaczeni
(…)


Najpierw skraca się przyjęty społecznie, ale mierzony w centymetrach dystans. Uda stykają się niechcąco, siedząc rzędem na kanapie, a przedramiona łaskoczą się przy sięganiu po szklankę. Potem krótszy staje się również oddech, ale za to spojrzenie dłuższe. Wargi, namagnesowane, lądują na szyi, teraz można wziąć głębszy wdech, ale w rozchylone usta trafia język, jakby posiadał nadajnik naprowadzający. Ręce gładzą, po omacku, spięte mięśnie ramion, zjeżdżają po naprężonym łuku pleców, by z fali biodra lub pośladka zsunąć się między uda.

Udawanie, że nic się nie dzieje, nie może się udać. Udar. Pożar.

Kochanie więc
Śpiesz się, śpiesz
Bo życie tak krótkie jest
I zamiast dalej
Tak tonąć wolę
Choć raz w swoim
Życiu spłonąć…
[E.B.]


22.06.06 15:57:11

Komentuj (7)


This is where I long to be, la isla bonita…

Intensywność minionych dni jeszcze nie została odespana. W sobotę i niedzielę zdałam egzaminy, z bardzo dobrym skutkiem, w międzyczasie żegnałam się tanecznie, balowo, wesoło z podyplomowymi. I już. Skończyłam studia.

Mężczyźni, prychałam pod nosem złośliwie, zapinając na kostce rzemyki sandałków. Pełno ich dokoła, są blisko, ale na bankiet wychodzę sama. Wirowałam pół nocy na parkiecie, zsuwałam ich dłonie z pleców, zdejmowałam objęcia z talii, ale wzroku z wyprofilowanych wysokim obcasem łydek nie byłam w stanie zgubić. Przetańczyłam wszystkie kiczowate przeboje lat 80/90 – tych.

Irytacja jakaś, niecierpliwość, niedosyt mnie dopadł. Puste gesty, płaskie słowa, nadmuchane historyjki, wszystko to tak nijakie. Asekuranccy w emocjach, ale z lepkimi palcami – przed takimi facetami, jak przed duchotą czerwcowej nocy, trzeba uciekać choćby przez otwarte okno.

W niedzielną noc Basista z Zielonej Wyspy prosto do ucha opowiada o dolach i niedolach. Zaczyna grać, to dobrze, bo on powinien grać. Widziałam jak reaguje na niego publiczność, zahipnotyzowana, oblana ciepłym głosem, wzruszona drżeniem strun i uczuć w powietrzu. Hmm.

Chyba powinnam się przyznać do wysokiej nietrafności mundialowych wróżb. Niestety, nie oglądałam wczorajszego piłkarskiego pokera, gdzie sędzia tak używał kart, aż okazał się iluzjonistą. Cóż, jeszcze Brazylia, Portugalia, Hiszpania, zawsze byłam zwolenniczką południowych rytmów.

Jakieś podskórne oczekiwanie na n i e w i a d o m o c o.
Ale dziś sabat. Zagadamy niepokoje, bo dziewczęta też w rozterkach.

And when the samba played
The sun would set so high
Ring through my ears and sting my eyes
Your spanish lullaby


26.06.06 18:39:27

Komentuj (2)


Best I can

Pani Psycholog, specjalistka od HR, ma czarne oczy, wręcz nie widać jej tęczówek. Czyżby atropinka? Uśmiechnięta, mówi jakby w zwolnionym tempie, z życzliwym wyrazem twarzy, ale ciągle maże po moim cv, pewnie dorysowuje mi wąsy. Dopiero po chwili przestaję zwracać na to uwagę i gadam. Mówię. Odpowiadam. Wyrażam poglądy. Po czterdziestu minutach zmienia ją dwóch derektorów, wykrawatowani trzydziestolatkowie, spotykam przecież takich dziesiątki, codziennie, znam każdy ich grymas, gest poprawiający kołnierzyk na karku. Rozmawiamy, pytań jest moc i są ostre, niby nieco żartobliwe, ale zaczepiają o decydujące punkty, jak wędkarski haczyk. Mija kolejne czterdzieści minut i dwie szklanki wody.

Do końca nie wiadomo kto kogo złowił. Zadzwonili jeszcze tego samego dnia, choć mieli odezwać się pod koniec tygodnia, z pytaniem od kiedy mogę zacząć. Jednogłośnie - zdradza mi później Branch Manager, to on mnie namówił na udział w tej rekrutacji. Wbrew pozorom, ponoć to Pani Psycholog wyraziła największy entuzjazm.

Jeszcze spotkanie z Prezesem. Życzliwość jaką okazał zaskoczyła mnie, choć przecież potwierdziła klasę. Pożegnamy się z żalem, będzie cię tu brakowało, ale musisz wykorzystywać takie możliwości - mówił rozklejając mnie nieco. Dwa tygodnie na zakończenie zabawy na starym podwórku.

A Pennywise łupie punkowo w słuchawkach.

It's all or nothing now
It's so plain to see
It's just the start for me


29.06.06 15:45:26

Komentuj (9)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu