Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



roller-coaster

Najpierw w pracy płakałam w kiblu, przeklinałam polskie urzędniczki oraz panie z problemami emocjonalnymi... Nie mogłam się zebrać do tzw. kupy. ZGARBIŁAM SIĘ po kolejnym kopniaku.
Potem przysły płytki z Europizarra, modliłam się o to żeby koleś - niejaki Pablo - rozumiał angielski i nie przysłał 120m2 łupków granitowych tylko dwie próbki...udało się.

A potem był grill. Ubawiłam się przednio. I najlepszy męski głos, jaki słyszałam na żywo. AHORA jestem wstawiona jak ta lala... Nie wiem jak ludzie pisza blogi po pijaky, bo mi wszystko lata, lalalalalata. Słyszałam, że ów głos ma być moim urodzinowym prezentem, co mnie cieszy, bo głos niezłym jest nie tylko w słuchaniu ale i w oglądaniu...

ale co będzie, zobaczymy...

jeszcze jedna myśl - lepiej być trzeźwą i niezależną (posiadać środek transportu) niż wstawioną i żałować, że nie można było zostać dłużej... JJ, menszczyzna Małej M.powoził - jak zwykle gdy nie pił - był śpiący, a jak był śpiący , chciał do domu...Ale ale. Jutro do pracy, więc nie żałujemy tylko grzecznie udajemy się do łóżeczka...

I żeby nie było wątpliwości - jesli są tu jakieś literówki pijackie tzn., że nie byłam w stanie poprawić wszystkiego czytając to 10 raz. dzienkujee


03.08.05 23:58:50

Komentuj (1)


słodko-gorzki
oops. Rano męczyły mnie suchoty (zapewnie po winie;), a cały dzień męczy mnie wczorajsza pieśń (zapewne po tym - NIM, który ją śpiewał). I po prostu muszę ją tu wstawić..

"Oto coś co zdarzyć się musi, na pewno znak
Coś co sprawi, że wreszcie zrozumiesz mnie tak
To na pewno się stanie, ale jeszcze nie dzisiaj
Oto jest ciemny pokój, w którym ja i ty
Bawiliśmy się ogniem całą noc, a drzwi
Wszystkie wyjścia i okna są ciągle zamknięte

Oto cisza, która spadła na nas prosto z gór
Oto dzień, bieg przez park, oto szkolny mur
Oto chwila którą będziesz długo pamiętać

Są godziny, których lepiej warto poznać bieg
Są też dni oraz noce, przecież wiesz,
W których zanurzając się jesteśmy wreszcie
Tacy jakimi chcielibyśmy zawsze być
Tacy czyści i wolni, znów ktoś wali do drzwi
I nim minie minuta, ty obudzisz się

Oto czas na wytchnienie, czas by żyć i próbować
Słodko-gorzki smak każdej chwili poznać
I nim minie kolejny dzień musisz jeszcze zdążyć
Zostawić na piasku ślad i spotkać się ze mną
I odejść tam gdzie nas nigdy nie znajdą
Jeśli tylko uwierzysz, znajdziesz drogę na pewno

Oto cisza, która spadła na nas prosto z gór
Oto dzień, bieg przez park, oto szkolny mur
Oto chwila którą będziesz długo pamiętać

Są godziny których lepiej warto poznać bieg
Są też dni oraz noce, przecież wiesz
W których zanurzając się jesteśmy wreszcie
Tacy jakimi chcielibyśmy zawsze być
Tacy czyści i wolni, znów ktoś wali do drzwi
I nim minie minuta, ty obudzisz się"
R. Olbrychski
04.08.05 12:34:20

Komentuj (0)


You’ll be so far I’ll be so close… sleeping in my hand, wait…wait for me

Więc to musiało się zdarzyć.

Urodziny doskonałe. Takiego dnia nie można sobie zaplanować, można sobie go cichutko wyobrażać. Impreza przygotowana
i poprowadzona tak, że wszyscy świetnie się ubawili. I jedzenia
i alkoholu, i tańców i śpiewania – rzecz jasna – było dosyć. Nie było mi dosyć jedynie mego prezentu urodzinowego. Nazwijmy go umownie: Basistą.

Magnetyzm czuć w powietrzu, nie? Przyciąganie ciał, nie tylko podczas gry w twistera. Włoski na przedramionach, unoszące się gdy „przypadkiem” dotykał mnie ramieniem siedząc obok. Ciarki na plecach, gdy mruczał do ucha w tańcu. Jak to piszę, to takie banalne. Jak to czuję, mam wrażenie że unoszę się ze 2 cm nad ziemią. Grawitacyjna bliskość ciał i spojrzeń. Wieczór radosny i zakręcony jak twister i seksualne kalambury, w które graliśmy w drużynach podzielonych wg płci i była przy tym kupa śmiechu. Reszta stała się jakoś tak szybko i jakoś tak…normalnie.

Basista całuje świetnie i wie jak mnie dotykać: tak w tańcu, jak
i w łóżku. A jak śpiewa - ja momentalnie jestem gotowa. Artysta, talent bezsprzeczny i bezdyskusyjnie nieodpowiedzialny marzyciel. W sam raz na kochanka :P.

Myślałam, że nie usnę. Ciągle wracaliśmy do swoich języków, ramion, do tego miejsca za uchem. Ciepły, fajny seks bez popisów. Odwrócił mnie plecami do siebie, zaplątał się we mnie i tak przespaliśmy całe długie 2 godziny. Wyspałam się jak w ciągu 6. Rano czuły i całuśny facet. Bez zażenowania, nie chciało nam się ubierać, pośmialiśmy się z siebie. Reakcja otoczenia? W sumie nie wyczułam. Żadnego kaca. Alkoholowego również – o dziwo.

No i teraz siedzę i myślę. I nie wiem czy bardziej myślę o tym, żeby sobie za dużo nie wyobrażać, że to tylko chwila, że było fajnie, ale „było”, czy o tym, żeby jakoś się z nim zobaczyć. I to szybko! Sprawdzam telefon, w głowie jakieś zaklęcia wymyślam, uroki smsowe, czy coś w tym stylu. No mógłby napisać jeszcze jednego.

Zbieram do kupy plany na następny tydzień. Zostaję sama w mieście, tzw. Grupa Wsparcia (czyli moi najlepsi :)jada na wakacje. Tylko ja pracuję. Młoda też wyjeżdża na kilka dni. Nawet lekcje hiszpańskiego już się skończyły. Umrę z nudów? Najlepiej byłoby przebyć ten czas z nim, nie?

A już w piątek – najpierw stolica, potem wybrzeże.

UPDATE
no i napisał(!:-), że żałuje, że nie ma go w mieście, bo przyszedłby na chwilkę i wyszeptał kołysankę...Po pierwsze wolałabym na dłużej niż chwilę, po drugie, wiem jak reaguję na jego głos, więc raczej bym nie zasnęła...ale spać idę szczęśliwa,ha!

07.08.05 21:04:17

Komentuj (1)


crazy little thing called love

Pieprzone motyle w brzuchu.



08.08.05 12:17:26

Komentuj (2)


Love-resistant
On wyjeżdża, ja zostaję w strugach łez
(„czyżby czar mój zetlał i spełzł?”).

Dziś rano jechałam do pracy w strugach deszczu. Ale lepiej, żeby mnie deszcz olewał niż wybranek serca :P
Dlaczego parasolki zawsze nie chcą się zamknąć i wyginają na lewa stronę tuż przed drzwiami autobusu? Zadurzenie miłosne czyni jednak waterproof i tak przylazłam do pracy - chlup chlup chlup - wyglądam jakby mnie kto suszył hotelowym odkurzaczem, takim wielkim, co zbiera wodę i pierze. Letko wymnięta. Ale co tam.
Więc on wyjeżdża i trzeba przeżyć to co zostało intensywnie, tak intensywnie jak krótko. Wprost proporcjonalnie. On chce, ja chcę, czas ucieka. Deszcz pada.

09.08.05 09:34:10

Komentuj (2)


sweet surrendering

Z jednej strony strasznie się cieszę na ten nadmorski weekend i mnie nooooosiii, z drugiej zaś myślę o moim Basiście i ...gasnę. Codziennie wymieniamy się ciepłymi słowami, wczoraj w nocy nawet gorącymi ;-) ale wiem że on już myśli tylko o swoim wyjeździe. Że zobaczę go jeszcze przez chwil parę i zostanę rozsmakowana, spragniona i rozbudzona... Co przeżyję to moje, mówi M., który w ogóle jest pełen zrozumienia dla rozterek duszy mej cierpiącej ;-) i mówi też, że zazdrości mi tego zakochania, choćby nawet bez perspektyw. Bo zakochać się jest zawsze warto i basta. Zadziwiające jak ten facet mnie rozumie, ale w końcu nie bez powodu nazywam go Przyjacielem z pełną świadomoscią i bez zastrzeżeń.

I taki to właśnie mam nastrój. Skaczę tańczę pakuję manatki i … łapię się na tym, że stoję z czymś w garści iii myślę. Sista pyta – zawiesiłaś się ?? no właśnie tak.

Reset nastąpi już niedługo:-) Pierwszy zapewne jutro w Wawie z M., a drugi winem na plaży w Gdańsku.

Myślę myślę myślę oooo nimmm

lying all alone and restless
unable to lose this image
sleepless unable to focus on anything but your surrender
tuggin a rhythm to the vision that's in my head
tuggin a beat to the sight of you lying
so delighted with a new understanding
something about a little evil that makes that
unmistakable noise i was hearing
unmistakable sound i know so well
spent and sighing with that look in your eye
spent and sighing with a look on your face like
sweet revelation
sweet surrender
thinking of you
thinking of you
sweet revelation
sweet surrendering

dancing in quicksand with maynard keenan - od dni kilku perfect circle w słuchawkach..



11.08.05 18:45:49

Komentuj (0)


I put a spell on you

A jego palce były dziś strumieniami wody pod moim prysznicem..
I jak ja mam teraz pracować, do diabła..

12.08.05 08:40:39

Komentuj (3)


Sześć lat później

Kalendarze dziś były odstręczające. Odwracałam głowę, ale chciałam pamiętać. Pierwszy raz pękło mi wtedy niebo, ziemia przestała toczyć swój garb, a niemoc rozkładała nam ręce. Kompletnie nieprzygotowani, w sierpniowy ciepły świt. Ale cztery lata później, tym razem w marcowy i przenikający chłodem, kiedy nie tylko byliśmy przygotowani, ale wręcz czekaliśmy – wcale nie było łatwiej. Bezsilność. W tym mieści się cała złość
i cierpienie, i smutek, i cios i bezwład ręki.
Złapałam się dziś na tym, że nie zastanawiam się, jakby to było gdyby nadal żyli. Sama nie wiem dlaczego. No nie wiem, no.
Tato, po którym odziedziczyłam nie tylko brązowe oczy…Jeśli można odziedziczyć ducha zabawy, to mam to po nim. Poczucie humoru, jakiś rodzaj szaleństwa, impulsywności. Tak długo nie mogłam zrozumieć, jak można stracić taką afirmację życia jaką on miał. Kiedy zrozumiałam zaczęłam myśleć o nim: Tato, nie - Ojciec. Tęsknię, sądzę nawet, że często.


„10 lat przed ślubem” i „Sześć lat później” napisał mi M. na płycie, którą dostałam w prezencie kilka dni temu. „After dark” Negatyvnych. Przepisowo poczekam do zmierzchu, wtedy obejrzę.
Mój wyjątkowy przyjaciel, jeden z dwóch najinteligentniejszych mężczyzn jakich znam i jedyny, który rozumie mnie co do joty. Czy wzięło się to stąd, że mamy już za sobą miłostki, że możemy spokojnie przejść nad własną cielesnością i czerpać przyjemność jedynie z wzajemnej obecności i rozmów? Chyba m.in. dlatego, bo nie wierzę w męsko – damskie, czyste przyjaźnie. Mogę mu powiedzieć, że mam ochotę kogoś przelecieć, albo że boję się zakochać i on to rozumie. Więcej, dopowie to, czego ja na głos nie mam odwagi przyznać.
W drodze na wybrzeże do Crazy M. padło tylko kilka ważnych słów, ale między nami przelało się tysiące najważniejszych myśli. Ciepłe, zielone spojrzenie jego oczu, gdy staliśmy w oknie pociągu, ciepłe jak słońce grzejące nam oparte na framugach ramiona i zielone jak Polska przez którą grzaliśmy od świtu. he he „Oto chwila, którą będę długo pamiętać”.
Kobieta, która go dostanie będzie miała dużo, o ile nie wszystko. To atrakcyjny facet. Nie mam zupełnie do niego dystansu, bo szanuję go i kocham jak brata, ale potrafię ocenić czy ma ładny tyłeczek, czy nie. Ma. Nikt tak nie pojmie Lwa, jak drugi Lew. Rozumiem jego ambicje, jego narcyzm i perfekcjonizm. Rozumiem jego złości i miłości. Póki co, to mi M. pokazuje męskie mechanizmy myślenia, czym zapewne uczyni ze mnie potworę, a jeśli tak się stanie to będzie musiał zostać mym amatorem. A Młoda ma nam przypomnieć, za jakieś dziesięć lat, że moglibyśmy się pobrać, o ile nam „nie wyjdzie” z innymi. ;-p Takoż zostało postanowione
:-)

W głośniku "Adore", w żołądku brokuły zapiekane z serem, w głowie..no któżby, jeśli nie Basista?

16.08.05 19:32:19

Komentuj (0)


crash

Ależ mam wkurw. Przywaliłabym komuś,
(wiem nawet komu, księgowej...) ale i tak mnie ramię boli więc powiedzmy, że nie zrobię tego, ażeby kontuzji sobie nie pogłębić.
Taka jest wredna, że nawet nie tłumaczę sobie, że przecież jest dobra w swojej robocie jak nikt - to pewne. Ale tym co mówi i robi zapluwa cały swój profesjonalizm. Mam wrażenie, że kobietom po 55 roku życia należy przynajmniej skracać czas pracy :P
tak, tak, też kiedyś być może będę miała 55 lat choć raczej nie będę księgową, ale kto wie, nieszczęścia się zdarzają.
i tak, tak jestem niesprawiedliwa, jak się jest księgową po 55 to tez chce się żyć i pracować (co oznacza żerowanie na pracy innych :P - znowu jestem niesprawiedliwa, ale robię to świadomie).

i niemożebność zrobienia jej czegokolwiek sprawia, że zwisam z krzesła przy biurku w pozycji mokrego ręcznika i jako taki usycham. Usycham z braku wieści od Księcia, który już niedługo odjedzie na swym uroczym koniku na Szmaragdową Wyspę, a jego księżniczka (ja tak o sobie...) uwali swój warkoczyk tuż przy karku i zacznie stawiać irokeza..tak a propos, to jutro umowiłam się do fryzjera, o ironiooo.

ale juz pewnego dnia...
Someday I’ll have a disappearing hairline
Someday I’ll wear pyjamas in the daytime
Afternoons will be measured out
Measured out, measured with
Coffeespoons and t.s. eliot

17.08.05 11:29:58

Komentuj (0)


"We, Jah people, can make it work"

Biadoliłam wczoraj nad księgową, ale trzeba przyznać, że Kierownika lepszego nie mogłabym sobie życzyć. Dziś zreflektowaliśmy się, że tydzień taki krótki wydał się przez ten wolny poniedziałek. Wymyśliliśmy wiec, ze może by tak Kierownik brał wolny piątek a ja poniedziałek. W sumie mi pasuje, mówię, w piątek wieczorem i tak się będę bawić, jak to w piątek, a on mi na to, ze będzie zaczynał w takim razie już w czwartek. Fakt. Ale tylko w poniedziałki tak się nie chce iść do pracy, we wtorki już można przeboleć. Pomysł tak cudny jak nierealny ;)

Jest to chyba podstawowa wada posiadania pracy. Lubię to co robię, ale tak naprawdę dopiero wtedy jak już tu siedzę, a na biurku w granatowym kubeczku pachnie kawa. Przed 7 rano wydaje mi się, że do końca życia będę już skazana na zwlekanie się z łóżka, wykonywanie tych samych czynności, odliczanie dni i godzin do piątku albo minut do końca. A oczy wydają się taakie ciężkie o świcie, a poza kocem tak zimmmno. (jasne, w sierpniu, w mieszkaniu, zimno..:)
Praca jest dla mnie taką potrzebą jak czytanie książek, picie piwa czy spotkania z ciekawymi ludźmi. To ostatnie to faktycznie jej codzienny element. Właściwie na tym etapie to wciąż jawi mi się jako doświadczanie nowego – i mam nadzieję, że tak będzie zawsze, albo bardzo długo. Mam w sobie dużą potrzebę uczenia się.Nakrrręcam się na październik.

Jeszcze tylko dwa tygodnie i skończy się sezon ogórkowy, będą tłumy, telefony, rekiny biznesu, tygrysy Europy i inni weseli bohaterowie.
Ale póki co biuro rozbrzmiewa wygrzebanym starociem - Crash Test Dummies, God Shuffled His Feet, (nie wiem czy Kierownik ma lepszy zmysł marketingowy, czy gust muzyczny...) a wiatrak miele ciepłe powietrze i jest jedynym, który tu rzeczywiście pracuje.
Ooo już po 10.00, coffi tajm? :D


18.08.05 10:32:56

Komentuj (4)


Relax, kick your shoes off baby

Nie mogłam się doczekać dzisiejszego spotkania. Umówiliśmy się szybko, oboje w tym tygodniu nie jesteśmy zbyt zajęci. Punkt 16.00 otworzyłam drzwi i spojrzałam w zielone oczy. Patrzył taksująco. Jego młodość była obawą i dla mnie i dla niego, ale on ma w sobie dozę autoironii, co pomogło pozbyć się krępującej atmosfery. Poza tym młody nie znaczy – niedoświadczony. Wiadomo, ze do TEGO trzeba mieć pewne zdolności i … wyobraźnię. Ma takie delikatne długie palce. Zanurzył je w moich włosach, dotykał... Momentami miałam wrażenie, że jestem w letargu, czułam subtelne mrowienie na karku… Zajęło nam to godzinę. Pierwszy raz zawsze budzi obawy, ale już po chwili wiedziałam, że będzie dobrze. Wystarczyło spojrzeć i poczuć jak on się rusza. Zdecydowałam, że będziemy spotykać się regularnie. Myślę, że jemu też na tym zależy, bo pasujemy do siebie.
Ja i mój nowy fryzjer.
Pierwszy raz w życiu strzygł mnie facet :-) Na koniec powiedział, że mam ładne oczy :-D

Natomiast inne spotkanie do skutku nie dojdzie w najbliższym czasie. Basista najpierw mnie zirytował, ale potem mu darowałam. Poczekam. Skutecznie pocieszył mnie Fryzjer (magik, a jaki ładny, miodzio!! :-) i zakupy – typowe, tak? Tak, klasycznie ale za to efektywnie.

Więc kontynuuję pocieszanie się: 22%wag., alkohol 9,5% obj.
no to rilaks, bejb.


18.08.05 21:08:15

Komentuj (1)


"...A słońce wysoko wysoko świeci pilotom w oczy Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie..."

Jesień w zzzimnych nocach i rozmytych konturach poranków. Odwoziłam dziś Wielkiego Brata o świcie na dworzec, a mgła nad łąką pomarańczowa od wschodu słońca i powietrze tak ażurowe zimne i rześkie brrrrr i tak cudne cudne. Przy dźwiękach „Nowego Dnia” Jamala, który wypełnił mi cały weekend i zapewne jeszcze cały tydzień będzie mnie męczył. Świetna płyta, energiczna, mądra, świeża. Ma w sobie temperaturę lata i spokój jesieni. Więc przy „Rewolucjach” kręciłam się po zaspanych jeszcze rondach i tak mi było po prostu dobrze.

Jeszcze czuję sierpniową intensywność, jeszcze mnie nosi imprezowo, ekscesowo, beztrosko jeszcze, jeszcze, jeszcze. Gdyby wpadł wczoraj w moje ręce, (w moje usta ;-) ) chyba zmiotłabym go z powierzchni łóżka.
Już wyczuwam wrześniowe poukładanie, zaplanowanie, szeleszczące papierami powracanie do obowiązków. Pogodziłam się z tym, że on jest na chwilę. Chwilę, którą się trzeba nacieszyć, tak jak trzeba się napawać słonecznymi dniami we wrześniu, tak przyjemnymi i leniwymi i tak nieznośnymi w swej przyjemności właśnie dlatego, że to pozostałości po lecie.

Krystyna Kofta, którą uwielbiam za ubieranie w słowa babskich uczuć – pozornie nie do nazwania – napisała: „Namiętność brałyśmy za miłość. Ale dawała podobne poczucie szczęścia.” Zdaję sobie sprawę, że to co dzieje się w mojej zakutej główce to kompilacja hormonów, doznań zmysłowych i wyobrażeń zrodzonych na własne, li i jedynie, życzenie. Chemia. „Gdy mi go przedstawiano, czułam, ze drań mnie zgubi” – śpiewa Martyna J. , kolejna, która skomplikowane kobiece rozterki (ach te globusy, migreny, uwiedzenia i inne nieszczęscia ;-P) potrafi wyśpiewać z taką oczywistością.

Wiem, wiem, że będzie bolało. Ale póki czuję – czuję, ze żyję, nie?




22.08.05 13:50:27

Komentuj (3)


"Pancakes for one are no fun" Of Montreal

Wczorajszy dzień z cyklu „Czekam trzeci dzień, patrzę na drzwi” obfitował w autodopieszczanie. Nowy komplet bielizny, naleśniki z wiśniami, przyjemne lekturki m.in. listu z Dalekiego Kraju od Grupy Wsparcia :-), która już powraca z wakacji (thanks Dżizas, pożądam spożycia piwa w hałaśliwym kręgu osób) meczyk Wisła – Panathinaikos
(no to mnie chłopaki nie dopieścili, ale rozgrywka widowiskowa, jeszcze gdyby tak Majdana gdzieś schować...)
Luzik. Tylko czemu znowu zaklinałam telefon?? Popełzłam więc do łóżeczka, tuż po meczu, zmulona mimo wszystkich tych atrakcji. Aż tu nagle około pierwszej... Działa jak jakieś pieprzone audiotele, jeden telefon, a mi od razu krew w żyłach zaczęła szybciej pulsować i spać nie mogłam przez pół nocy. Daję słowo, jak małolata. I daję słowo – jak mi się to podoba! No i teraz moje myśli kłębią się w okolicach piątku, bo nie mogę się go doczekać. lalaal lalal :-)
Nieznośne, przyjemne uczucie.

Zastanawiam się, czy męskie reakcje na stan zakochania bardzo różnią się od damskich. Mam wrażenie, ze babeczki robią się bardziej uczuciowe, czekają i błądzą myślami tu i tam, a najczęściej TAM, a faceci robią się nieco bardziej energiczni, nosi ich... Ale to tylko taka generalna myśl. Bo mnie też nooooosi.
A za chwilę rozkłada plackiem.

Paplałam przez gg z M. o Basiście. Spytał mnie, co to znaczy, że jest „super” (no nie mówiłam, że jak siksa, odurzenie zubaża mi słownik, niedługo zacznę malować serca przebite strzałą oraz puszczać sobie „I just call to say I love You”, bleh :-)
To znaczy, że traktuje mnie jak pępek świata i daje do zrozumienia, że jestem jedyną, malutką, choć oboje wiemy, że najchętniej przeleciałby mnie bez zbędnych ceregieli (wszystkie są niezbędne ;-) przy najbliższej okazji, bo w sumie o to tu najbardziej chodzi. Jest „super” bo między pożądaniem i namiętnością okazuje zwykłe zainteresowanie tym co robię każdego dnia i ma w sobie to niesamowite ciepło, luz.

M: aaa, wszystko jasne, czyli słodki facet to ten, który traktuje kobietę jak księżniczkę, dobrze kumkam?
L: tak
M: no rewelacja, jakież wy jesteście nieskomplikowane, daj kobiecie odczuć, że jest dla ciebie najważniejsza - i wszystko załatwione.
L: Oczywiście. A daj facetowi odczuć, że to on pokonał smoka i dziesiątki innych Dratewek, żeby dobrać się do twojego wianka, a będzie wniebowzięty.
M: i teraz jest jasne, dlaczego mi się z kobietami układa tak sobie...
... bo nie były dla mnie najważniejsze
ech...
L: wiesz co, chyba nie musza być n a p r a w d ę najważniejsze, maja się tak czuć...
M: wiem - ale jak mam dać odczuć, że jest najważniejsza, skoro nie jest?
mam udawać? - to bez sensu - bo i tak prędzej, czy później wyjdzie to na jaw
L: posłuchaj, ja wiem, że on jedzie w cholerę, ja wiem że jesteśmy tylko na chwilę, że żyjemy w dwóch różnych miastach i zawsze znajdą się nieco ważniejsze sprawy, a mimo to traktujemy się poważnie na tyle, na ile trzeba, to nie jest udawanie, to kwestia.. hmm okazywanego szacunku i czułości?

Takie rozmowy pomagają mi układać własne myśli nieuczesane:-)


24.08.05 14:23:50

Komentuj (1)


I got my head but my head is unraveling

Zakręcony ranek. Ale wcześniej noc, w ciagu ktorej wymieniliśmy z piętnaście gorrących smsów (jasne, ze łatwiej byłoby zadzwonić, ale nie byłoby przy tym takiej uciechy), po których nie mogłam usnąć, bo wystukiwałam rytm "Closer" NIN

O świcie dosuszałam spodnie żelazkiem a następnie suszarką, ale i tak były wciąż mokre. Poza tym, okazały się... za luźne. Latem zawsze chudnę, ale żeby tak z zaskoczenia ?? Wychodzę przed blok, patrzę, a samochodzik oblepiony zielonymi farfoclami. Ktoś kosił trawnik obok parkingu...Pięknie, jadę sobie uwalonym autkiem, w za dużych mokrych gaciach, jak na jakimś rajdzie...

A przed chwilą powiedziałam klientowi: dziękuję za zamieszanie i przepraszam za pomoc. Facet był zachwycony.

Anything else??


25.08.05 10:48:54

Komentuj (5)


Mała obawa, duża potrzeba

Basista ma dziś kocert. Spędzimy razem weekend.
Boje się. Nie, nie mam tremy, mam obawę, że wpadnę po uszy i nie będę umiała z tego wyleźć.

"Otwórz oczy szeroko i skacz.
Powiedz: teraz lub nigdy, zamiast - będzie co ma być"


26.08.05 15:59:39

Komentuj (4)


Stany wyzwolone

Słodko rozwala. Rozwala mi każdą komórkę ciała, mrowi i mruczy. Zajebisty stan.

Zagrał świetnie. Zapamiętałam zielone sceniczne światło na jego karku i twarze ludzi zatopionych w jego głosie. Zamyka oczy gdy śpiewa i chyba krew mi na chwilę przestawała krążyć, gdy je otwierał i szukał mojej twarzy. Czy ja go sobie nie wymyśliłam jako nastolatka?? Rokendrolowiec śpiewający do mnie prosto ze sceny „you're everything I need, bejb”
y e a h!!! :-P

Grupa Wsparcia oficjalnie wczoraj powitana chmielem. :-D Tęskniłam za nimi niemożebnie. Bez przyjaciół jestem cieniem samej siebie

A dziś: Gdy zostajesz u mnie na noc, Nie myślę o śmiertelnych czasach.... lalallala lala



29.08.05 08:59:32

Komentuj (3)


And so it is...

Wyciszył mnie, rozładował, dotykiem, winem, muzyką. No sobą przede wszystkim.
Było nie-wy-mow-nie. Wyczuwamy się, od podobnego poczucia humoru, zdziwień nad światem, przez rozkładanie chwil na małe wesołości, wreszcie po współgranie ... ciał. Pojechał. Została pustka między udami. I między uszami :-) Chociaż nie, w głowie minuta po minucie  "The Blowers Daughter" słowo po słowie.


I już zaczęło boleć, przez chwilę.

I śpiewam sobie cichutko: I can't take my mind off of you...


30.08.05 12:08:33

Komentuj (5)


Z rozmów z M.

L: wiesz co mi powiedział? że ja onieśmielam!
M: wiesz, jesteś babką, która wie czego chce i sięga po to, a facetów to trochę... onieśmiela właśnie, bo facet jest łowcą, a nie zwierzyną łowną :D
L: ja jestem szczera, prostolinijna, ;) tylko tyle, przecież nie straszę. Mówi, że podoba mu się, że potrafię być taka cięta, ale z drugiej strony - niektórych ponoć zbijam z tropu :)
M: ale to jest to, o czym mówiłem : "a co jeśli nie sprostam", zapamiętaj to zdanie, bo to klucz do męskiej paranoi
L: :))))
M: sposobem na oswojenie takiego faceta jest dać mu do zrozumienia, że ma prawo do pomyłek, chwil słabości etc.
L: i tak nie mogłam zrozumieć czemu mieliby się mnie faceci bać???
M: bo jesteś zdecydowaną babką,a emocje trzymasz dla kilku wybranych, co jest skądinąd najlepszym rozwiązaniem.
L: cóż, nie rozmieniajmy się na drobne. Czasem czułam się tak samotna, że chciałabym się wtulić w pierwsze lepsze męskie ramiona. Pierwsze, ciepłe ale ... jakoś tak bez emocji?
to po co?? po ch ...? :-) po ch ... to ja się nie musze wtulać.
M: uwielbiam cię babo!!


30.08.05 16:45:42

Komentuj (6)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu