Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Nie rozdziobią nas kruki ni wrony ani nic

Czasami czuję w sobie wielką sprawczą moc. Enerrrrgię.
Mam wrażenie, że gdy kiwnę palcem przewrócę jakąś kostkę domina, a cała reszta sruuuu i pójdzie, choćby przy dalszej delikatnej stymulacji. Wydaje mi się, że świadomie prowadzę rozmowy, śledzę ich przebieg, że podejmuję decyzje biorąc pod uwagę okoliczności, analizując fakty, ale również wrażenia czy intuicje. Co więcej, sądzę wówczas, że to co robię jest w miarę trwałe i – nie zawaham się użyć tego słowa – rozsądne. I (uwaga) okazuje się, że inni traktują mnie poważnie.

To „czasami” trwa chwileczkę, albo dwie.

Bo okazuje się, że gdzieś blisko jest coś lub ktoś o czym/kim ja nie wiem, że trzeba zaraz szybko jakoś zdecydować, że ktoś płacze, a ktoś ma roszczenia i że właściwie nie wiem od czego i kogo zacząć. Więc porzucam poczucie siły, zapominam o sensie i dorzeczności i wzruszam ciężkimi od smutku ramionkami, oczy mi się szklą, te oczy co jeszcze niedawno uważnie wpatrywały się w rozmówcę, dowodząc zrozumienia i przytomności jaką reprezentuję całą sobą.

Nie, nie mam wahań nastrojów (a jeśli nawet, to co, nie można...?), nie straszę ludzi zmianami malującymi się na mym licu, ani nagłym szlochem z piersi wyrwanym. Tylko tak nagle dociera do mnie moja małość i nicość, niestałość sytuacji, kruchość osób, ulotność uczuć. A najgorsze, że ja ciągle niby o tym pamiętam, a za każdym razem dziwię się równie mocno...

A najlepsze, że mimo wszystko myślę sobie: ruszaj się Bruno...

Jeśli nie rozjadą nas czołgi
Jeśli nie zestrzelą samoloty
Jeśli nie pousychamy z tęsknoty
Jeśli nie choroba dziedziczna
Żadna broń biologiczno - chemiczna
Żadne bomby, żadne prądy, niezawisłe sądy
Mamy spore szanse
Przeżyć jeszcze jeden taki dzień ...
[happysad]


02.08.06 22:13:17

Komentuj (9)


wheels keep on turning

Warszafski deszcz, niedzielny, urodzinowy, nawet nie zauważyłam kiedy przestał padać. Mieszanina odczuć. Pokręcona doba. Tu jeszcze w Najmilszych ramionach, za chwilę w Kwaterze Głównej Korporacji, zgłębiając techniki otwierania maski amerykańskiego wehikułu, a przed momentem próbowałam koncentrować się jeszcze na dotyku dłoni, żeby go sobie zapamiętać, na zapas.

Mam więc Pomarańczkę, co turla się ze mną po szerokich drogach i pokrętnych uliczkach. Szybka. Zwrotna, tańczyła mi nieco na początku, zaskakując wspomaganiem kierownicy. Już poskromiłam. Wygodna, miękka, do mojej dyspozycji, choć przecież głównie do realizacji służbowych zadań. Miły dodatek. Bardzo.

Mam też stosik myśli nieposkładanych, bo tempo pracy nie pozwala jakoś na bieżąco ich porządkować,
a w służbowym otoczeniu każdy forsuje swoje sposoby na skuteczność, mam sporo tęsknot wieczornych za Najmilszym, który dezorientuje mnie nieco swoją tajemniczością, trochę smutków, bo stary kochany piesek u Babci chyba już dokończy żywota...

Mam problemy z poranną pobudką i za długą grzywkę. Listę spotkań z dawno nie widzianymi ludźmi, która realizacji doczeka się najszybciej za tydzień... Mam ciekawe perspektywy weekendowe, tylko muszę sobie kieckę wyszykować...

Fajny dziś księżyc. Pełznę do łóżka.

All the tired horses in the sun
How’m I supposed to get any ridin’ done? hmm.
[Bob Dylan]


09.08.06 22:25:47

Komentuj (6)


If you don't know me by now, You will never know me…

Istne oberwanie chmury zmieniło Pomarańczkę w amfibię; o ile widok owych wehikułów zwykle budził mój uśmiech, to siedząc wewnątrz płynącego w koleinie szosy autka, wcale nie miałam ochoty się śmiać. Śliska powierzchnia obnażyła niedoskonałości opon, a kilka innych mankamentów jakie dało się zauważyć po tygodniu jazdy, zapowiadają rychłą wizytę w serwisie. Chcę czuć się pewnie.

No właśnie. Nie tylko w samochodzie. Jadąc na Mazury wiedziałam, że powinnam być ostrożna.
Że „powrotów nie będzie”. Że to tylko impreza, przy okazji której spotkam się z Basistą...

Oprócz dobrego wychowania, jakie winni zapewnić nam rodzice, opiekunowie, najbliższe środowisko, jest coś, z czym trzeba chyba się urodzić, bądź nabyć na podstawie społecznych kontaktów w sobie tylko znany sposób. Klasa? Inteligencja emocjonalna? Wyczucie? Jak zwał tak zwał. Otóż Basista wykazał się kompletnym brakiem klasy, ja zaś brakiem zrozumienia dla takiego zachowania. Tłumaczenie jakie podał uznałam za działanie dla własnej wygody, za egoistyczne próby manipulacji, a wszystko co potem robił (lub czego nie zrobił) za tchórzostwo. Nie chciałam przeprosin. Kiedyś stracił moje zaufanie, tym razem - sympatię.

Oczywiście, że uznaję weekend za udany. Wytańczyłam się, poznałam sympatyczne grono osób, doświadczyłam czegoś o czym chyba nieco zapomniałam: że jestem rozpieszczana przez fajnych facetów, jakich wokół siebie mam, przez Wielkiego Brata, Najmilszego, Magika, JJ’a, innych kumpli, szefów. Warto jednak ciągle pamiętać, że są faceci, którzy myślą fiutami, ale brak im jaj.

Jednak nie o płeć tu chodzi (bo jakoś prymitywnie mi to podsumowanie zabrzmiało...). Mimo tradycjonalnego podejścia do sprawy, nie jestem skłonna obciążać ludzi zobowiązaniami wyłącznie na podstawie posiadania przymiotów płci, określonego koloru oczu czy stanu konta. Chodzi o to, że podejmując decyzje należy brać za nie odpowiedzialność, za ich skutki, choćby sytuacja zmieniała się w ciągu kilku godzin. Przecież przywitaliśmy się z uśmiechem, a gdy mnie żegnał pospiesznie, miał wzrok wbity w ziemię. Żałosne.

Ciekawe jest też to, że moje skłonności do analizowania ludzkich zachowań sprzyjają zapominaniu o przykrych zdarzeniach, bowiem zwykle znajduję jakieś społeczne usprawiedliwienie, jestem w stanie rozumieć motywy postępowania, nawet jeśli ich nie akceptuję. Tym razem okazało się jednak, że niegrzeczne dzieci są takie czasami wyłącznie przez własne kaprysy, niczym nie uzasadnione, że należy je zignorować.

Nie chcę już o tym myśleć. Chcę soundtracku z „American Psycho” i Carlsberga, co chłodzi się w lodówce.

Let's take what we can
I know you hold your head up high
We've raced for the last time
A place of no return

And there's something in the air
Something in my eye
I've danced with you too long…
[David Bowie]


15.08.06 20:24:36

Komentuj (4)


Radio Brasil

Frunę E67, trzy tiry zjeżdżają zupełnie na pobocze, żebym bez strachu mogła je wyprzedzić, pozdrawiamy się światłami. Słońce grzeje przez przednią szybę, choć jest dopiero siódma rano, tzw. zimny łokieć i pęd, który rozwiewa mi kucyk, Staszewski w głośnikach.

Blask jezior oślepia, tłumy ludzi w turystycznym miasteczku przypominają, że są tacy, którzy urlopują na całego. Między innymi Grupa W., co to rumuńskie i bułgarskie wertepy przemierza włajażerem.
W tamtym roku też mnie z nimi nie było.

Piknie. Gorąco. Bluzka lepi się do mnie, lub ja do niej, w zasadzie to nie ma znaczenia.
Lubię jeździć Pomarańczką.

Bolą mnie stopy, od wysokiej temperatury, od tupania całodziennego, od wciskania pedałów. Boli mnie łeb od stresów. Boli mnie dusza, bo mnie uwierają tzw. ideały. Na szczęście jest Najmilszy, co mruczy cieplutko przez słuchawkę na dobranoc, jest Sister tuż obok z uśmiechniętą, choć też zmęczoną paszczą, jest porter i ... radio Batanga, (może powinno nazywać się "Balanga"?)co wprawia w lepszy nastrój namiastką plaży, bikini, słońca, rozkołysanych bioder, wbrew burzy za oknem, co już dwa razy wysłała w kosmos niniejszą notkę. Tańczymy, koniecznie boso.

18.08.06 22:47:05

Komentuj (2)


Stąpamy oboje po niepewnym gruncie

Niepowstrzymana chęć, aby wsiąść w pociąg po to, by spojrzeć w oczy, by poczuć mocne Najmilsze objęcia, by wtulić nos za ucho. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Niewymownie, za krótko, z nieustanną myślą by zachować, zapamiętać każde tknięcie i tchnienie, bo nie wiadomo kiedy raz (nieraz?) następny. Teraz tęsknię i samotnie mi i wcale nie chce mi się naprawiać kącików ust, które opadły w bezuśmiechu i ramion opuszczonych w bezradności jakiejś.

Na skrzyżowaniu słów
Niewypowiedzianych
Gdzieś pomiędzy wierszami
Wybucha w nas permanentne siódme niebo
Już nie panuję nad zmysłami
Moje oczy są oczami wariata
Kiedy spotykają się z twoimi oczami


20.08.06 22:35:54

Komentuj (4)


Wtorek - potworek

Gdy wchodzę do domu, zdejmuję buty, czuję ból stóp, a jednocześnie kłującą ulgę, gdy boso dotykam zimnej podłogi. Jakieś żarcie, jakieś pranie, jakiś program informacyjny. Stressss spływa, ale trochę go zostaje, takiego rozmazanego, że myśli nadal ślizgają się samowolnie wokół spraw, spraweczek, telefonów, których nie mam ochoty odbierać. Kopsnie ktoś trochę zaangażowania, bo zdaje się mam jakieś braki... ?

Za dużo widzę z boku, zbyt łatwo odkrywam mechanizmy, kolejny raz przeklinam komunikacyjne zdolności, lepiej być naiwną i nieświadomą, spokojną duszyczką.

Koję się Floydami, refleksyjnie, głośno, zresztą z myślą o Najmilszym. Wczoraj, gdy tak smętnie tęskniłam postanowiłam zawierzyć nastrój panu Kaczkowskiemu i przy Trójce zakończyć niedobry wieczór. Włączyłam radio i ...nic. Cisza. Robię głośniej i po chwili zaczyna się oczywisty gitarowy wstęp, a po nim „ So... so you think you can tell...” Rozkłada mnie zupełnie, bo jeszcze chwilę wcześniej myślałam sobie:how I wish you were here.. a tu w Minimaxie lista utworów Davida Gilmoura. Niby przypadkowo, a tak trafnie, bo oprócz tego, że tak mi zatrważająco samotnie, to myślę sobie ostatnio...

And did they get you to trade your heroes for ghosts,
Hot ashes for trees, hot air for a cool breeze, cold comfort for change,
And did you exchange a walk on part in the war for a lead role in a cage?


Nie jestem w stanie powstrzymać łez spływających ze mnie wraz z tym napięciem, nie jestem w stanie nie brać odpowiedzialności za pewne „spraweczki”, nie jestem w stanie nie czekać, aż w skrzynce pojawi się wiadomość wiadomodkogo, aż usłyszę ciepłe w słuchawce mruczenie.

Zaleję to chyba melisą, zaparzę, zasnę.

22.08.06 21:55:44

Komentuj (14)


na wszystkie moje pogody, niepogody duszy mej

Leje, grzeje, wieje, potem cisza. Tak, to opis sytuacji atmosferycznych. To również mógłby być opis tego com doświadczyła w minionym tygodniu. Słoneczne promienie wysuszą krople deszczu, siostrzane dłonie otrą przesmutne łezki, stresy zatamuję tabliczką czekolady i trzeźwym spojrzeniem pewnego mądrego faceta, który wykazuje ogromną cierpliwość do moich wymysłów.

Wciąż jeszcze potrafię zaskoczyć siebie (innych niestety też) swoją własną głupotą, tak, tak. Brawo, brawo.... Ale: nie daj mi, Boże, broń Boże skosztować tak zwanej życiowej mądrości...

Raz na wozie, raz kozie śmierć. Wkręcam się powoli w firmową maszynkę, która działa jeszcze na niskich obrotach, ale mam w nich duży udział, mam więc satysfakcję, mam też spokój, mam zadowolonych szefów. Wreszcie. Pięć tygodni spędzonych w nowym miejscu, „dopiero” widać pierwsze efekty mojej nauki, mojej pracy, „dopiero” zyskuję prawidłową pewność siebie na służbowym gruncie, opartą na wiedzy, na zdobywanym codziennie, z godziny na godzinę doświadczeniu. Nabieram swobody w poruszaniu się w korporacyjnych labiryncikach, układzikach, w grzebaniu się w dokumentowych stosikach, zajmuje mi to coraz mniej czasu, ale wciąż jeszcze ślęczę w papierkach zdecydowanie zbyt długo, ślamazarnie, nieudolnie. A chciałoby się od razu.

Nic to, jak mawiał Mały Rycerz. Będzie dobrze, łaski nie robi.

Trzeba mi wielkiej psoty,
na wszystkie moje tęsknoty,
ochoty duszy mej,
wielkich wypraw pod Kraków,
nocnych rozmów rodaków,
wysokonogich lasów
i bardzo dużo czasu...


29.08.06 21:20:26

Komentuj (5)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu