Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Spokojny jest tylko mój dom..

Wróciłam ze „Skazanego na bluesa”. Łzy na policzkach i drżenie ramion, oto czym się skończyło. I tym, że nikt nie wstał z miejsca do ostatniego dźwięku. Jak katharsis, wzruszona ale oczyszczona.

Potężna rola Tomasza Kota, gdyby to był inny kraj – na miarę Oscara, bez wątpienia. Prawdziwy na tyle, na ile można było. Dobra Fraszyńska i doskonały Adam Bauman jako ojciec Ryśka. Oczywiste od pierwszej minuty, że film zrobiony przez człowieka „stamtąd”, przez kogoś kto był obok. Prawdziwie na tyle, by można było Kidawie - Błońskiemu uwierzyć czy też zaufać.
Nie było takiego filmu w polskim kinie.



Przypomniałam sobie własną miłość wieloletnią do Dżemu, która ostatnio jakby przygasła, kiedy już nacieszyłam się płytą „2004”. Choć właściwie to jesienią zwykle wracam do bluesa i pewnie będzie jeszcze na to czas i w tym roku. Ale przede wszystkim przypomniałam sobie to co najistotniejsze, że w życiu najważniejsza jest wolność, że piękne są tylko chwile, że dopóki się marzy - dopóty się żyje. Tysiąc razy to sobie powtarzamy a i tak nie dociera do sedna.

Zwłaszcza po dzisiejszym dniu w pracy, kiedy jakoś się przykleiłam do myśli materialnych, obowiązkowych, przestraszonych o własny tyłek. Głupich myśli, ograniczonych, zaślepionych jakoś. Jest 100 możliwości, 200 kombinacji i ze 300 sposobów na radzenie sobie. Tu czy tam, jest tyle miejsc i tylu ludzi, którym mogę być potrzebna. Łapię się na własnej nadgorliwości, na zamartwianiu się choć właściwie nic się jeszcze nie stało, na braniu wszystkiego bardzo do siebie. I nie stanie się nic, bo nie dopuścimy do tego, tak? Tak. Więc o co chodzi?

„Żyj z całych sił, i uśmiechaj się do ludzi bo nie jesteś sam. Śpij nocą śnij, niech zły sen Cię nigdy więcej, nie obudzi, teraz śpij.
Niech dobry Bóg, zawsze Cię za rękę trzyma, kiedy ciemny wiatr, porywa spokój siejąc smutek i zwątpienie, pamiętaj że ...
Jak na deszczu łza, cały ten Świat nie znaczy nic ... Chwila która trwa, może być najlepszą z Twoich chwil
Idź własną drogą, bo w tym cały sens istnienia, żeby umieć żyć.
Bez znieczulenia bez niepotrzebnych nie spełnienia, myśli złych.”



01.09.05 21:04:35

Komentuj (3)


… rozkołysz, rozkołysz, rozkołysz …

Każdym
Kolejnym
Rozpiętym
Guzikiem mojej bluzki
Przypinam Cię do siebie
Śmierć zamkom błyskawicznym


Tęsknię i nawet boję się mu o tym powiedzieć, bo właściwie już się pożegnaliśmy. Powiedzieliśmy sobie, że było wyjątkowo, przepięknie, że może kiedyś gdzieś, że warto by było. Że żal tego ciepła, tej niewykorzystanej jeszcze energii. Że za mało, za szybko, tak kurewsko żal.

Do pionu postawiły mnie dziewczyny. „Iskry poszły” – powiedziała E. komentując wieczór, kiedy go poznałam.
Brak słów.
Tak bardzo chciałbym go zobaczyć
… jeszcze raz …

04.09.05 20:58:46

Komentuj (1)


O dwóch takich..

Po pierwsze, skoro jasno mówię co myślę, jakie mam oczekiwania, co mogę dać, jeśli pytam „co o tym sądzisz?”, otwarcie, normalnie, prosto, szczerze, to dlaczego on wciąż nie rozumie?? Przecież to oni zawsze narzekają, że z babami to nie wiadomo, od której strony zacząć, że nie mówią wprost o co chodzi, że trzeba się domyślać.
Uff
Drań jeden, łajdak szuja i kanalia, jest mi winien przynajmniej normalne pożegnanie, ale pewnie się boi skurczybyk i woli to załatwić w ten sposób. Tchóóóóóóóóóóóóooóóórz!!!! To nie żal, to nie rozczarowanie, to wkurw.
(i jeszcze: podlec, niegodziwiec i łachmyta! ... any ideas??)
Ale ale
Ja wiedziałam, że tak będzie :) no wiedziałam, no, od samego początku przecież sama sobie przypominałam, tak? I dlatego już nie marudzę, tylko ląduję, oto finisz wakacyjnego romansu, (chciałam napisać letniego, ale akurat był całkiem gorący), koniec kropka, oto początek powrotu do dejli lajf.
Muszę zaczytać się w prozie życia.

Plan na ten tydzień: odebrać wreszcie dyplom, certyfikaty, pozapisywać się na studia, hiszpański i inne aerobiki, aby zamotać się w zajęcia i nie myśleć.
Nie chcę zapomnieć. Radość, którą miałam była tak namacalna, że można ją było kroić nożem i pakować w słoiki, jak mówi M., wekować na zimę.

Po drugie, M., który wpadł ze stolicy na maraton po urzędach i nie omieszkał wyciągnąć mnie na piwo. No dobra, specjalnie ciągnąć mnie nie musiał...
Rozhuśtane Guinessy w kuflach, Red Hot ChP w głośnikach, w oczach zrozumienie, w sercu „garp”. (energia, którą Irving w „Świecie wg Garpa” nazywał takim właśnie stanem ducha, szczęściem, spokojem, a co my prawie 10 lat temu ochrzciliśmy „fazą”). Mogę mu powiedzieć, ze się boję, mogę mu powiedzieć, że marzę; nie będzie pouczał, prostował, nie powie: ej no przesadzasz i tak masz dobrze, będzie się cieszył, jak ja się cieszę. Powie między oczy o swoich wrażeniach, skrytykuje, oceni. Opierniczy. Myślę, mam nadzieję, że to samo ma ode mnie. Podziwiam jego ambicję, jego pęd, jego wariactwo i przy całej tej dzikiej fazie - jego ciepło.
Snuliśmy plany i jedliśmy grillowe kanapki z nocnego.
Save as this magic moment


06.09.05 11:11:55

Komentuj (8)


piece of my heart , lalala la la

„cześć, słodka” zamruczał dziś tym swoim porannym zachrypniętym głosem. Jechałam właśnie do pracy.
„Cześć, ty fiucie” tak odpowiedziałam..
..tysiąc razy w myślach, gdy wczoraj wyobrażałam sobie jak to będzie gdy zadzwoni ostatni raz z Polski.
Oczywiście zmiękłam. ALE. Choć ma kawałek mojego serca, to głowy dla niego nie straciłam !!

Dziś dzieńdobry - pracowity. Jutro szoł, które skrupulatnie i z zapałem szykuję od 2 tygodni. Bogaty sponsor daje niebagatelny potencjał, a im więcej możliwości, tym więcej szczegółów do pilnowania. Lubię to.

Jako, że wrzesień miesiącem szkoły jest, TU proponuję powtórkę z angielskiego i polskiego - jednocześnie ;-)… :-D


08.09.05 19:56:22

Komentuj (1)


some velvet morning

Zaraz startujemy, adrenalina już mrowi w opuszkach palców, ale jest piątek, zmęczenie skumulowane z całego tygodnia. Nie po raz pierwszy objawia się to tzw. głupawką. Jeszcze jest czas na kilka łyków kawy. Zaczepiam M. na gg:
L: :) dzieńdobry
M: uszanowanie, pani piękna :)
L: halo, czy to wirtualna apteka?? seks dożylnie i kofeinę w aerozolu poproszę
M: seks tylko dowcipnie, kofeina tylko w płynie
L: panie, pan nie żartuj, ja mogę mieć na to receptę.
M: no innego nie ma
L: kto was zaopatruje? Watykan?
M: pani, receptę to może mieć i na orgazm w maści, ale u nas na magazynie tego ni ma !
L: :D
***

20.00
p o w e r t r i p

Po takim dniu mycie okien i pranie oraz prasowanie firanek może wymyślić tylko ktoś zsocjalizowany przez Babcię. Musiałam wyładować się na czymś bezmyślnie, fizycznie. Pomogło.

W głośnikach Monster Magnet, głośno, mocnooo. Porter jeszcze w lodówce.


09.09.05 10:39:48

Komentuj (5)


all these things that I’ve done – the killers

Sekstyl Wenus popycha wręcz do porządkowania. W domu i w głowie.
Letnie sukienki odesłane w dalsze części szafy, ustąpiły miejsca zamszowym marynarkom, sztruksowym mundurkom, wykołnierzykowanym koszulom.

Inne to było lato. Tym bardziej inne, gdy w pamięci jeszcze ubiegłoroczne, irlandzkie, pochmurne, zatęsknione i zmęczone lato. Pracowałam, a mimo to czułam się jak na wakacjach, jak na jakimś obozie. Przez to mieszkanie razem, przez to malowanie rzęs w jednym lusterku, przez odsypianie night shift i przez niespanie 48h, bo trzeba zobaczyć Howth we mgle.. przez to wszystko zżyłyśmy się z E. i Małą M. jak siostry.

Tegoroczne lato, gdy praca decydowała co mogę, a czego nie – nie do wyobrażenia, że trzeba mieć czyjąś z g o d ę na mój, własny, zasłużony, kilkudniowy urlop. Kierownik miał rację mówiąc, że szybko umkną mi akademickie złudzenia..
Lipiec. Pierwsze lato tak bardzo miejskie, zakurzone, rozkrzyczane w knajpianych ogródkach na deptaku. Poważne jakieś, byłam jakby nieco poza. Między innymi dlatego, że tylko ja pracowałam, reszta postanowiła urządzić sobie ostatnie wakacje przed dorosłością. Grupa Wsparcia zostawiając mnie na kilka tygodni pocieszała mnie: „to nie wakacje, to bezrobocie” ;)

Inne lato, bo tak bardzo zmieniło się tuż obok mnie.
Czerwiec. Po pięciu latach bycia w związku przestałam czuć się zobo-związana do czegokolwiek. Chociażby do wysyłania kontrolnego smsa, pytającego bądź tłumaczącego - co robisz/co robię. Do planowania dnia z powinnością uwzględnienia kogoś, choć wcale nie mam na to ochoty. Oczywiście, zabrało mi to sporo czasu, bo rozstaliśmy się w marcu, ale i tak byłam porażona tą świadomością. Że go najzwyczajniej nie ma. Że nie muszę. Wyjazd eksa ułatwił tylko sprawę. Bał się tego, ale wyjeżdżając miał nadzieję, że jak wróci, to Wróci. Nie Wróci.
Sierpień. Zakochałam się szybko, mocno, krótko. Wyjazd Basisty sprawę również ułatwił, bo nadał jej tempo. Wróci? Pojęcia nie mam.


Teraz z jednej strony mam wrażenie, że poukładało się jak te sukienki, że wiadomo na co jest pora. Z drugiej strony, (jak śpiewa Pan Waglewski "nabroiło się") tegoroczny wrzesień to wciąż lato, jest tak gorąco, że jutro znów będę musiała wyciągnąć z szafy to, co odłożyłam jako nienajpotrzebniejsze.

It's not hard to fall, and I don't wanna lose
It's not hard to grow
When you know that you just don't know



11.09.05 19:46:29

Komentuj (5)


Jesienią zwykle zaczyna się szkoła, a w knajpach zaczyna się picie.

Letko podchmielonam.

JJ obroniony - majster, minister, magister. Wszyscy więc w komplecie. Spotkałam jedną dawną znajomą z czasów szwendania się z M. po ciemnych parkach w skórzanych płaszczach ;) oraz jednego znajomego, którego nie rozpoznałam, z imprezy pożegnalnej eksa.

Jakoś ostatnio dużo wokół twarzy mało Osób.
Byli więc ludzie, nawet bardzo ciekawi, żeglarze, artyści jak JJ :P oraz jazz i pilsner z sokiem korzennym. Ale humor dziś jak księżyc – do połowy.
Za gwarno mi było i uciekłam.

Nie mogę przestać myśleć o piątkowej prezentacji, nie tyle ze względu na pracę w nią włożoną, ile przez organizatora…Podchmielonam i głupiam,
ot co. ;)

Na stole kawy dwie, w nich cukru ziarnka dwa
I wczesna jesień




13.09.05 22:36:15

Komentuj (1)


Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje

Dzieńdobry z serii: pier.. nie robię. Ojejaaa jak mi się nie chce..

Od kilku dni mam kryzys, mniej więcej po śniadaniu i przed suszeniem włosów, mam nieodpartą ochotę zakopać się znowu do łóżka.
Albo chociaż poszwendać się po mieszkaniu nicniemusząco, z filiżanką parującego espresso w ręku. Wyobrażam sobie różowy szlafroczek, ranne pantofle z pomponikiem, na kryształowym obcasie, zatyczki do uszu i ten taki pasek satynowy na oczy, buehehehe, wyobrażam, wstrząsam z przerażeniem i idę wykręcać sobie włosy..
Do pracy rodacy, ale tylko z grzywką, która nie przypomnina motocyklowej owiewki...

Dasz bór i hew anajs dej :)


14.09.05 09:38:42

Komentuj (6)


Hold me, thrill me, kiss me, kill me

Właśnie rozmawiałam z Basistą. Ma się dobrze, Szmaragdowa Wyspa podoba się mu, poza tym ściska i gorąco całuje.
Żesz kurna no, fak
Miało być już bez emocji, tak? Chyba trzęsły mi się ręce, te baby to jednak gupie są, nie?, żeby wpadać w popłoch z powodu rozmowy z jednym wyjechanym kochankiem. Złoszczę się sama na siebie.
Ech ech wzdech

Ale ale. Idę sobie dziś z Bratową do klubu fitness, może przynajmniej wyżyję się fizycznie.
I spotkanie jest z Grupą Piwnego Wsparcia :)
I nie wyrabiam się trochę. Potrzebuję jedynie 2 godzin do doby i zniesienia ograniczeń prędkości w ruchu drogowym.

21:30 jazda jazda

Ku mojemu zaskoczeniu nie padłam na twarz, nie jestem mokrą plamą, nie musieli skrobać mnie z podłogi. Było zajebiście ciężko ale wytrzymałam. Do wtorku, do następnych zajęć, powinnam pozbyć się zakwasów, nie wiem tylko jak będę poruszać się jutro.
Na obcasach...

Co do sportu, to zaraz kibicujemy Wiśle, tak?
jazda, jazda biaaała gwiaaazdaaa !!!

Co do GPW, to kolejna z nas jedzie za granicę, na szczęście na południe, a nie do Kraju Wiecznych Wiatrów i Zajebiście Mokrych Opadów. Przynajmniej urlop można planować w ciepłym kraju:) no i ćwiczenia z języka, do którego wracam już w październiku. Pożegnałyśmy K. pewnie aż do świąt, życzę jej powodzenia z całego serca. Zawsze jest odważna, zawsze bierze to czego chce. Mój lichy patriotyzm żałuje, że tacy ludzie stąd wyjeżdzają.



15.09.05 15:11:38

Komentuj (2)


podupada w zaduchu tym duch

Prezentacja z potknięciem, przez kilku rozkojarzonych,!
za których musiałam przepraszać czarującego organizatora.
Ma piękny uśmiech. Rozładował nim moją złość,
bo jak tu się nie złościć, kiedy poleruję, chucham i dbam,
a jeden z drugim gamoń psuje wrażenie w ciągu chwili.
I jeszcze senior kurna prezesso, który też chyba miał kiepski poranek i nie omieszkał mi tego okazać.
Wrrr..

Bardzo dziś mi Voo Voo w głowie. Voodka. ;)
Kto wie, dziś Grupa Piwnego Wsparcia może zmienić okazjonalnie nazwę.


w dołku mym mam to co chcę bym dłubiąc mógł wydłubać się
w dołku mym mogę też głową w dół, w poprzek, wbrew


16.09.05 15:12:34

Komentuj (1)


physically fit

leżę i nie mogę się podnieść, bo:

zdradliwie i podstępnie dopadły mnie zakwasy.
ałłłaaa, bolą mnie zwłaszcza pośladki..

widziałam nowy klip Robbiego Williamsa "Tripping"

I got this fever need to
leave the house, leave the car, leave the bad men where they are
I'll leave a few shells in my gun stop me staring at the sun



17.09.05 09:44:57

Komentuj (7)


E. wymienia mi zalety funduszu emerytalnego, który powinnyśmy
– rade, nie rade – wybrać.

L: To jak to jest w tym Nacjonalnym Nibylandzie?
Oops, to chyba nie jest dobra nazwa dla czegoś co ma być ostoją i opoką naszej przyszłości…
E: składki pobierają z tego co wysyłasz do zusu, a do zusu wysyłasz zawsze tyle samo, więc to cię nie rusza, a Nibylandia ma największy dochód od kilku lat. Raz do roku przysyłają informacje co robią z twoją forsą. Iii jeszcze to, co zbierają jest dziedziczne - jak zemrzesz przed emeryturą to dostanie to twój spadkobierca
L: dobra opcja, ale co to za śmierć przed emeryturą…


psiakostka

O jak zzzimno. Nie pomaga ani sfeterek w ognistym kolorze, ani skarpetki z ocieplaną podeszwą (ot wynalazki..) ani nawet pranie z gotowaniem, przy którym pralka – moja rówieśniczka - zaparowuje całą łazienkę. Ale ja tej pralce wszystko wybaczę, albowiem ona to prała zużyte przeze mnie pieluchy tetrowe. I nie tylko moje…

Sister w puszczy, siedzę więc tu sama i grzeję się różnymi ciepłymi myślami. Nieraz już stwierdzałam, że nie lubię być sama w domu. Jasne, czasem mam ochotę, dziś też przez kilka godzin było ok.
Potem zaczęło mnie nosić. Pranie, gotowanie, tęsknienie - oto com wymyśliła jako zajęcie.Taka wewnętrzna obawa, uświadamiany lęk. Doskonale wiem skąd się wziął.

Na szczęście są ludzie z którymi 5 minut rozmowy daje pogodny mikroklimat na całych 40 m2, tak jak z Crazy M, która dłubie projekt dyplomowy hen, hen na wybrzeżu.

I can’t stand it any longer I need the fuel to make my fire burn bright
So don’t fight it any longer Come to me again in the cold, cold night



19.09.05 21:47:54

Komentuj (3)


Rock your body

Lubię jak mi rzęzi każde ścięgno. Jak pot spływa mi z szyi, między łopatkami, po kręgosłupie. Lubię jak głęboki oddech przekłuwa mi płuca, kiedy każdy kolejny wyrzut ręki z ciężarkiem jest niemożliwym wysiłkiem.
Ale trzeba docisnąć, doociągnąąć.
Nawet lubię ten łupiący w uszach rytm, właściwie nie w uszach, on wali w każdej komórce..

I potem jak schodzę z parkietu i wtulam twarz w ręcznik – rozluźnienie. Lekko bezwładne kończyny, a czuję się taka silna. Mięśnie jeszcze drżą i kilkanaście minut później, na pedale gazu noga wciąż lekko drga, zwłaszcza przy ruszaniu, mimo starań, szarpię.

Zaskakujące, jak bardzo mnie to rozładowuje, a jednocześni daje kopa na następny dzień.

We need body rockin not perfection
Let me get some action from the back section
Body movin, body movin..
[Beastie Boys]



20.09.05 22:50:03

Komentuj (5)


The Cure'acja

Zamotałam się we własne zgryzotki. Generalnie chujnia nastrojowa.
Trzeba jak najszybciej zakończyć ten dzień. Do wieczora może wygrzebię się na powierzchnię, albo raczej... wypłynę na fali alkoholu.
Dziś oficjalne pożegnanie K.

Mimo tego, że wczoraj taki pozytywny wieczór z GW, spożyłam ok. 40 cm2 lazanii (część ze szpinakiem i brokułami, część z kurkami, nieboo w paszczyy :) 0,5 l soku porzeczkowego i mimo kilku godzin głośnego śmiechu.

Niepokój jakiś wewnętrzny, coś mnie wierci i tłamsi od środka.
Tęsknię za dużymi, ciepłymi ramionami.
Dobrze, że mam na biurku taką dobra kawę..;)

And I feel like I’m being eaten by a thousand million shivering furry holes
and I know that in the morning I will wake up in the shivering cold
And the spiderman is always hungry...


frajdej 19.30

Wyruszam w noc. Rzęsy mam do samych brwi i będe nimi trzepotać.
i taki tekst dziś znalazlam:

If you wanna run cool, you got to run
On heavy, heavy fuel
[Dire Straits]


no to co? tankujemy :)



23.09.05 12:57:19

Komentuj (3)


Piątkowy wieczór był rzeczywiście jak rajd. Po pubach.
Przetańczyłam chyba z pięć godzin.

Właściwie jeśli chodzi o tupanie na parkiecie to jestem niezniszczalna.
Jak mi szepnął znajomy, którego zawsze spotykam w klubach:
„widać, że kochasz ruszać się”. Widujemy się na imprezach, przy barze zamieniamy klika słów na temat lokalu, jeszcze kilka na temat ludzi.
Jest świetnym obserwatorem, nic dziwnego, fotograf i dziennikarz.
„Masz na parkiecie taką pewność siebie w poczuciu rytmu, że nie można oderwać od ciebie wzroku”. I to nie był podryw, ani pochlebstwa, bo właściwie oprócz tych imprezowych spotkań nic nas nie łączy.
Więc to dlatego jest tak niewielu, którzy dotrzymują mi kroku??

Dziś natomiast spełniłam swój obywatelski obowiązek.
Uważam, że przy nazwiskach kandydatów na listach powinne być zamieszczone zdjęcia. Miasto zalepione do obrzydzenia, a tu nagle taka dziewicza biała kartka ze zwykłym drukiem. Żadnych krzykliwych haseł, kolorowych napisów. Aż można się pomylić.
Nazwiska senatorów tak obce, że faktycznie zagłosowałabym na tego o najmniej kretyńskim wyrazie twarzy, gdyby obok była fotografia. A tak musiałam przestudiować ich nalepione na drzwiach życiorysy.

Wieczór wyborczy. Wybieram naleśniki z przepysznym dżemem jabłkowym przywiezionym dziś od Babci. Frekwencja 50%, bo Młoda poszła na randkę :)

Nieważne kto jak tańczy
Lecz by wzruszenia trzymał na kolanach
R.Przemyk



25.09.05 19:22:11

Komentuj (1)


Is it strange?
I still need a quiet place to go..


Umknął mi gdzieś wrzesień, zwiał skubany. Może dlatego, że taki był słoneczny, sierpniowy bardziej niż październikowy? Nawet za nim nie tęsknię. Za wrześniem w sensie. „Czas pomyka”, a ja chcę mieć jak najwięcej zajęć. Zamotać się, zapełnić, zazaza… zapomnieć?
Nieee, może po prostu – nie myśleć.

W pracy jestem jak pracowity owad, zależy mi.
Nowe przedsięwzięcia, nowe doświadczenia, stara dobra ambicja.

W domu ogarnęło mnie zupełne lenistwo, nie mam ochoty nawet pomalować sobie paznokci. Ani u nóg, ani nawet u rąk.
Ani prać białych koszul.

Mam ochotę tylko pić kawę z mlekiem. Taką po hindusku, jaką mi robił V. w Dublinie, prosto do łóżka, a do tego były wiśnie w wódce i czekoladzie… On sam był jak te wiśnie - czekoladowy w karnacji, wyśmienity (nie tylko rano.. :P), ale w większych ilościach niespodziewanie przyprawiał o zawrót głowy. Wręcz o nieznośną utratę równowagi.

Właśnie. Chyba asekuruję się tymi wszystkimi „obowiązkami”. Tak sobie myślę, że czasami odcinam się lub odsuwam innych tylko po to, by nie zachwiać jakiegoś wyimaginowanego w moim łebku balansu. Jak mam ułożony plan, jakąś wizję, czuję się po prostu bezpieczniej.

I wanna be as big as a mountain.
[HEY]



26.09.05 19:51:06

Komentuj (3)


Ferajna

W polsacie „Donnie Brasco” czyli dwóch najfantastyczniejszych facetów w jednym filmie: Al. Pacino w płaszczu w kratę i okularach lotnika oraz Johnny Depp z wąsami.

Ale ci dwaj w najdziwniejszych ubraniach, bez ubrań :>, z wąsami, bez oka („Piraci z Karaibów”), niewidomi („Zapach kobiety”), z wargami a’la Cindy Crawford („Charlie i fabryka czekolady”) a nawet z Madonną w łóżku
( „W łóżku z Madonną” :)

więc ci dwaj nawet nosząc nazwisko Corleone i nawet będąc Truposzem
to najseksowniejsi faceci na ziemi :D I to nie możliwe ze jeden ma 65 a drugi 42 lata !!?? Nienienie




Z nowości osobistych to zapowiadają się masakryczne czwartki.
Maraton: praca, fitness, hiszpański.
Wychodzę o 7.30 wracam o 21.
:)))


27.09.05 21:51:56

Komentuj (5)


właściwie to dobry wieczór

Spałam dziś godzinę zbyt długo, praaawie się spóźniłam, wybiegłam bez kawy, bez śniadania, bez codziennego grzebania się, które sprawia, że człowiek budzi się mentalnie a nie tylko cieleśnie.
I cały dzień oczy mi się kleiły.

W kinie taki sobie filmik „ Jeden dzień w Europie” – raczej na kanapę
i do tv, niż do kina. Zabawny, budził stałe we mnie zadziwienie nad stereotypami, zachwyt nad innością kultur (czasem zupełnie nieodległych geograficznie) oraz wzmógł uśpioną ostatnio chęć podróżowania.
Ale do „Nocy na Ziemi” Jarmusha nie umywa się nic a nic.

Ale za to mus gruszkowy w towarzystwie GW oraz jazzzda w deszczu po mieście uczyniły ten wieczór zdecydowanie pozytywnym.
Roześmiana E. w nowych miedzianych włosach i opowieści Małej M. z wyprawy w Bieszczady, która związku z przedłużającym się bezrobociem rozważa zostanie zawodowym turystą. ;)

Gdyby tak jeszcze Liverpool wygrał z Chelsea, a tu tylko bezbramkowy remis…

Jutro narada wojenna z samym bossem, którego ostatnio coś chyba w dupę ugryzło bo chodzi jak wściekły. A wszyscy wokół niego na paluszkach.. Żebym ja się go chociaż bała. A tu nic. ;)

A teraz? Teraz to w słuchawkach śpiewa mi prosto do ucha:
„ i’ll be so far, you’ll be so close, sleeping in my hand… wait, wait for me..”

Na co ja mam kurwa czekać???


28.09.05 23:43:47

Komentuj (2)


Welcome to the picture show It might end up wrong So you better be strong

Kilkunastu maturzystów zginęło w karambolu. Jechali na pielgrzymkę do Częstochowy i kierowca przy wyprzedzaniu wpieprzył się pod tira. Koszmar jakiś. E. mówiła mi dziś rano że ona też jeździła na taką wycieczkę w liceum i że przez pierwsze 40 km zrobili już flaszkę.
I dodała, że to musiał być taki wesoły autobus.

Tak mną ciskają różne myśli. Że żal jakiś, że chciałoby się szybko kogoś/coś obwinić. Kto wierzy, ten szybko stłumi w sobie wątpliwość, jak „niebo” mogło na to pozwolić (pff..w końcu to była pielgrzymka…ech..), kto nie wierzy poprzeklina kierowców, tiry i polskie drogi.
I myślę o tych, którzy za kilka dni wrócą na matmę do klasy..

Nie ma przecież absolutnie żadnego sensu zastanawianie się nad niesprawiedliwością śmierci. A pytania jakoś same kołaczą się we łbie. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się że ja nie miałam specjalnego żalu do losu. Bolało jak skurwysyn, ale nie pytałam dlaczego akurat mnie to dotknęło. Sama siebie przekonałam, że musiało tak być.
Że tak miało być.

A szok zostaje. Jakoś mi słów brak choć myśli całe zapętlenie. Ajjjj…

What kind of circus is this ? What kind of fools are we ?
When is the final curtain ? What can I do to set me free ?
[„Circus” Lenny Kravitz]



30.09.05 11:05:21

Komentuj (2)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu