Alice speaks to Cheshire Cat

`Would you tell me, please, which way I ought to go from here?'
`That depends a good deal on where you want to get to,' said the Cat.
`I don't much care where--' said Alice.
`Then it doesn't matter which way you go,' said the Cat.
`--so long as I get somewhere,'
`Oh, you're sure to do that,' said the Cat, `if you only walk long enough.'


`But I don't want to go among mad people,' Alice remarked.
`Oh, you can't help that,' said the Cat: `we're all mad here. I'm mad.
You're mad.'
`How do you know I'm mad?' said Alice.
`You must be,' said the Cat, `or you wouldn't have come here.'


["Alice in Wonderland" Lewis Carroll]

'Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było'



Someday I'll wear pyjamas in the daytime…

Sen sobotni został przerwany przez niezwykle uprzejmego acz nadgorliwego klajenta, co niezwłocznie musiał uzyskać informację, cóż aktualnie dzieje się z jego byznesem. No halo. Ale cóż było robić, westchnęłam i sprawdziłam to, nie wychodząc z łóżka. Panie piękny, jak mawiają Cyganki, rozumiem, że Pańscy Chińczycy pracują piętnaście dni w tygodniu, ale ja tu śpię. Spałam.

Jest już kawka z pianką, jest Trójeczka. Potrzebuję jeszcze kosmetyczki, zakupów zdecydowanie innych niż spożywcze, czerwonego wina i całowania przez cały wieczór. Tak, czuję się niedopieszczona. Moje zmęczone ciało zaczyna mnie szantażować podkrążonymi oczami, szarą cerą, zawrotami głowy, kruszącymi się paznokciami. Oprócz „czegoś ładnego” kupię sobie pięć kilo witamin, co by się ratować, póki czas. Tak jak nie dano mi szansy na wyspanie się, tak całować się też nie będę (wzdech...) no ale może chociaż całą resztę potrzeb uda się zaspokoić.

I zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się:
Someday I'll have a disappearing hairline
Someday I'll wear pyjamas in the daytime

Times when the day is like a play by Sartre
When it seems a bookburning's in perfect order
I gave the doctor my description
I've tried to stick to my prescription


02.09.06 11:06:47

Komentuj (5)


If Love Is a Red Dress Hang Me in Rags

Wtorki, ach wtorki. Spokój umysłu i relaks ciała nabyty podczas weekendu odchodzi w zapomnienie, a może nawet całkiem szybkim truchcikiem ucieka omijając stos spraw niezałatwionych i kopczyk nagłych wypadków.

Piździ, a nie wieje. Chlapie. Ponoć jeszcze nie jesień, ponoć w weekend jeszcze nam przygrzeje. Ponoć w weekend wpadnę w Najmilsze ramiona, na co czekam niecierpliwie. Tymczasem moody monday dosłownie upłynął w deszczu, rozmył mi nieco plany spotkaniem z ... Eksem. Jak to człowiek nigdy nie wie, kto zadzwoni następny.

Wrócił ze Szmaragdowej Wyspy, kolejny raz. Tłucze się o swoją kobietę, ta coś kręci, chce się rozstać, ale zostawia sobie czas do namysłu, nie stawia jasnych granic. A ja poniekąd robię za Eks-perta, nieco wbrew własnej woli. Po prostu poszliśmy na kawę, gadało się jak zawsze dobrze. Miło słuchać komplementów, porównań na korzyść, nawet miło wspominać. Okropnie trudno patrzeć jak miota się ktoś w uczuciach, na oślep, desperacko, szukając rozwiązań bez wstępnych prób rozsupłania. Ktoś bliski.

Tak samo pachniesz, te same długie nogi, których mi u niej brakuje... mówi jakbym wraz z perfumami mogła zmienić długość kończyn. Jest nieco inny, to jasne, minął rok, odkąd ostatni raz rozmawialiśmy ze sobą dłużej niż pięć minut przy tzw. okazji. Inny, bo akceptuje jej zachowania, na które mi/sobie nigdy by nie pozwolił; jego zazdrość zagryzłaby albo mnie albo jego. A on mi na to: jesteś taka pewna siebie, taka spokojna, wiesz czego chcesz, nic dziwnego, że oni wszyscy (tu pogarda jest aż nadto czytelna) boja się Ciebie, bo czują się słabi.

Nawet jeśli nie drgnęłam w ten znaczący sposób, to doprawdy czułam, że nie na próżno przegadaliśmy te sześć wspólnych lat.

You were my angel.
Now, you are real.
So like a stranger,
Colder than steel.
The morning after,
You know what you bring.
If love is a red dress,
Well, hang me in rags.


05.09.06 23:57:23

Komentuj (5)


What a lovely way to burn

Najmilsze palce skradające się w kinowych ciemnościach po mojej skórze, Najmilsze oczy świdrujące moje spojrzenie, gdy je napotka, Najmilsze ramiona utrzymujące mnie w pionie, gdy tchu mi brak, gdy miękną nogi, Najmilszy policzek tuż przy moich ustach, które mrowieją od tej bliskości. To wszystko i jeszcze więcej, nie sposób wymienić, warte tych czterystu kilometrów, przebytych jak na skrzydłach.

Mocno, jak najmocniej, najbliżej, tak oboje lubimy. Jest w tym jakiś silny wspólny rytm, gdy dłonie wędrują pod ubraniem, sunąc po skórze powoli, zaciskając palce na mięśniach. Przykleić się, choćby fragmentem obleczonym w dżinsy, wsunąć w kieszeń na pośladku, zobaczyć jak unosi kąciki ust w przesłodkim uśmiechu.
Zjadłabym go, schrupała, oblizała, w dowolnej kolejności.

Drży coś w powietrzu, wisi niecierpliwie, iskrzy. Wkrótce rozdmuchamy żar.

When you put your arms around me I get a fever that’s so hard to bear

10.09.06 21:50:28

Komentuj (8)


ha

Przedłużyli mi umowę o pracę na rok, choć do końca okresu próbnego jeszcze miesiąc. Ponoć już we mnie zasmakowali i więcej próbować nie muszą. Korporacja oblizała się na mój widok, a raczej na widok tabelek z liczbami jakich im przysporzyłam, po czym szybko podsunęła papier do podpisania. Owszem, pokiwała palcem nad nieprocedurowymi zachowaniami, wymownie wskazała na niezrealizowane wskaźniki, te które akurat uważam za nonsensowne, skrzywiła się gdy głośno o tym powiedziałam. Po czym radośnie pogratulowała pełnoprawnego wejścia na pokład i życzyła dalszych sukcesów. Samej sobie.

Lubię tę robotę. Cieszę się jak dziecko i mam dziką satysfakcję. Obleję to dziś z Szefem Z. i Szefem D.

A jutro, już jutro, wreszcie, wpadnę Najmilszemu w ramiona i zostanę w nich do niedzieli!

14.09.06 20:07:56

Komentuj (12)


Gdybym był rzeką, to przyszłabyś,
gdybym był morzem, to wierzę, że
ramiona fal bym otworzył
i ty byś się rzuciła w nie...


Żubr występuje w puszczy, ale piliśmy wino. Australijskie. Mniam. Podobnie jak białowieskie pierogi.

Owszem konsumowaliśmy. Łapczywie, albo delektując się i napawając smakiem, chwilą, szumem. Dęby szumiały, wino szumiało czy we łbie Najmilej mi szumiało, nie wiem. Słońce zachodząc krwawo nabijało się na wielce oryginalny płot z długich gałęzi drzew, chłodne wieczorne powietrze trzeźwiło, wtulało w to Najmilsze ciepło. Takie chwile są jakby poza czasem, poza rzeczywistością, gdy myśli się o nich później.

Ckliwie się robi. Romanticznie w opisach.
Bo o tym co mocno i żarliwie, do bólu ścięgien, o tym co ślisko i blisko, cicho sza.

Uwielbiam Najmilsze ramiona, szerokie, cholernie silne, jak ciepła kryjówka. Uwielbiam jego biodra, mocne, jak kołyska, uwielbiam gdy pewnie, zdecydowanie, jednym ruchem ramienia oplata mnie wokół siebie.

Nawet lubię jak się trochę dąsa na moje złośliwości, których nie powstrzymuję, jak wychodzi z niego ten chłopczyk mały, co siedzi w każdym z nich.

Teraz nic, tylko wzdychać. Ach jejku.

Gdybym był wichrem, to jeszcze dziś
gdybym był burzą, to jeszcze dziś
porwałbym cię niby listek,
by aż do nieba ciebie nieść,
jeszcze dziś...


18.09.06 20:30:44

Komentuj (7)


Caralho Voador

Widziałam dziś jesień. Zieleń lasu przygaszona, żółte plamy na ścianie z drzew, a słońce grzeje tylko przez szybę samochodu. Siwo po horyzont, mgła czy dym, ładnie pachnie. Powietrze od mazurskiego jeziora takie chłodne. Obiad z widokiem na lśniącą, wzburzoną wiatrem wodę.

Czasami dochodzę do wniosku, że moja praca polega na piciu kawy z obcymi ludźmi i zwykle samotnym jedzeniu w ciekawych, wyszukanych mniej lub bardziej przypadkowo miejscach. Obroty jakie miałam zrobić dwa tygodnie temu są większe ponad dwa razy od założonych, od przykazanych odgórnie. Obaj szefowie dzwonią z gratulacjami i od razu uwaga, bądź czujna, najważniejsze aby to, co już osiągnęłaś stało się stabilne. No przecież wiem, wiem...

Przeciągam tę chwilę w restauracji, jem niespiesznie. Krem z brokułów pod kołderką z francuskiego ciasta, szczupak owijany plastrami boczku, z szyjkami rakowymi i pieczonymi ziemniaczkami. Mocna czarna kawa. Dobre jedzenie w dobrej cenie, takie miejsca lubię.

A myślami już jadę na Hel, na sam czubek. Pokój z widokiem na taką właśnie lśniącą, falującą wodę, spodziewam się pysznego jedzenia i ... tłumów słuzbowo - towarzyskich, więc tym razem nie będę konsumować sama. Jeszcze tydzień. Jestem pewna, że morze jesienią jest piękne.

They all know me by my car
They all know I'm gone, but not how far
I'm heading straight down 101
I'm going to go and get me some

My lips are movin' but there's no sound
Someday somebody's gonna get run down
[Faith No More]


20.09.06 20:44:51

Komentuj (6)


Kiedy bez tlenu umierają miasta,
Gdy nam skretyniał już do reszty szef,
A biedne serce sadłem znów obrasta
I sto kłopotów zagotuje krew.

Hej! Czas wyruszyć w morze,
Kochana łajba znów przed siebie gna.
Hej! Czas wyruszyć w morze
I gonić słońce aż do kresu dnia.


Ten dzień trwał chyba z 53 godziny. Tyle sie wydarzyło.
Jak zawsze ze zdumieniem obserwowałam, jak sytuacje odmieniają się z minuty na minutę, jak w ciągu sekundy twarze ludzi wokół nabierają innych barw. Jak chwila sprawia, że trzaskam zamykając kalendarz i wyłączam komputer, znowu po kilkunastu godzinach pracy.

Słońca mi trzeba. Wody spienionej. Fal falujących. Szumiących.

Czas dać się morskiej ukołysać fali
I dać wiatrowi się uderzyć w twarz.
Na fal bezkresie myśmy tacy mali,
Sprawdzić siłę dłoni już najwyższy czas.

Łódź nasza poczciwa, zwariowana wiatrem,
Rozbrykana, pijana wciąż poezją biegu.
Choć czasem nam ciężko - tu nic nie jest łatwe,
To jakoś się nie chce powracać do brzegu.


hej! ;)

26.09.06 23:08:30

Komentuj (5)

kupa mięci

[Księga gości]

Links

promienie

Colour of Mary
Stula
Toandfro
Miss Mojorisin
Haust inkaustu
Stajlami
Blado i rumiano
Ter-kotka
Agentka ze Świata Dysku
Nagietka
Cierpko
Puciak
Na zawsze Twój
On-line on-air
Sistermoon
Fresz i deliszys
Egoistna
Enjoy the silence
Na niepogody duszy
Komunikator

feszyn

where did u get that
pin up girl
harel tędęses
banana fashion republic
I like the way u mooove
cinema kingdom rush
miss galliano gianni
lanvin

mjuzik

My Music
Brawooo!!Biiiis!!
Moved my brain fulfilled me
team radio
liryki 1 2 3 4 5

papier śniadaniowy

omlet
rzepa
kiełbasa
błękitna ostryga

football

JAGA
The Reds
FCBarca



po zmierzchu